29.01.2023, 21:55 ✶
- W takim razie bierzemy się do roboty - rzuciła do kuzynki, odchodząc do swoich obowiązków.
Patrick miał trochę racji w jej ocenie: była zawzięta. Miała też pewien problem we współpracy z ludźmi, których uznała nie tyleż za złych, bo z takimi w ich świecie często musiała spotykać, ile za kretynów. W konsekwencji zdecydowanie nie nadawałaby się do dowodzenia... i nigdy tego nie szukała.
Wolała zajmować się takimi rzeczami, jak teraz. Wykonywaniem obowiązków.
Brenna pozostawiła więc kuzynce zajęcie się paroma stoiskami, ewidentnie źle rozstawionymi, po czym obeszła większość polany, odnotowując sobie wszystkie uchybienia i starając się wymyślić możliwie najsensowniejszy sposób na rozstawienie stoisk. Niestety "możliwie najsensowniejszy" nie oznaczał sensownego dla kogoś takiego, jak ona: typowego czarnowidza, który w dodatku dostał pewną sugestię, że Beltaine nie upłynie swobodnie. Gdyby mogła sama zdecydować, nie bacząc na ministerstwo i parę innych osób, najchętniej co drugiemu wystawcy cofnęłaby zgodę na wystawienie stoiska. A i najlepiej odesłała na drugi koniec kraju. Dla bezpieczeństwa tychże wystawców oraz bawiących się.
Niestety, nie żyli w idealnym świecie.
O tym przekonała się zresztą dość szybko, gdy usłyszała nagły huk - i czym prędzej pognała w jego stronę...
Postać przechodzi na kolejną turę tutaj
Patrick miał trochę racji w jej ocenie: była zawzięta. Miała też pewien problem we współpracy z ludźmi, których uznała nie tyleż za złych, bo z takimi w ich świecie często musiała spotykać, ile za kretynów. W konsekwencji zdecydowanie nie nadawałaby się do dowodzenia... i nigdy tego nie szukała.
Wolała zajmować się takimi rzeczami, jak teraz. Wykonywaniem obowiązków.
Brenna pozostawiła więc kuzynce zajęcie się paroma stoiskami, ewidentnie źle rozstawionymi, po czym obeszła większość polany, odnotowując sobie wszystkie uchybienia i starając się wymyślić możliwie najsensowniejszy sposób na rozstawienie stoisk. Niestety "możliwie najsensowniejszy" nie oznaczał sensownego dla kogoś takiego, jak ona: typowego czarnowidza, który w dodatku dostał pewną sugestię, że Beltaine nie upłynie swobodnie. Gdyby mogła sama zdecydować, nie bacząc na ministerstwo i parę innych osób, najchętniej co drugiemu wystawcy cofnęłaby zgodę na wystawienie stoiska. A i najlepiej odesłała na drugi koniec kraju. Dla bezpieczeństwa tychże wystawców oraz bawiących się.
Niestety, nie żyli w idealnym świecie.
O tym przekonała się zresztą dość szybko, gdy usłyszała nagły huk - i czym prędzej pognała w jego stronę...
Postać przechodzi na kolejną turę tutaj
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.