29.01.2023, 22:15 ✶
- Ktoś wszedł do twojego mieszkania. I zaczarował kaktusa - powtórzyła Mackenzie. Jej ton brzmiał niby neutralnie, ale można było się domyśleć, że chociaż Greengrass dawała się wkręcić w niektóre kłamstwa Lovegooda, który w łganiu naprawdę był niezły, to jednak nawet jej łatwowierność ma swoje granice.
Te kończyły się właśnie na historii biednego, ususzonego kaktusa.
- Jeśli dobrze pamiętam, Cecily Lupin złapała znicza - powiedziała, bo tak, oczywiście, że pamiętała wynik nieomal każdego meczu z Hogwartu. I do tej pory niesamowicie cieszyła się, że mecze pozaszkolne wyglądały inaczej: tutaj bardziej liczył się wynik ścigających, nie tylko szukającego. Grała w drużynie sześć lat, a raptem w sześciu meczach w jej karierze w Gryffindorze to nie złapanie znicza zdecydowało.
W tym w jednym z tych meczów stało się tak dlatego, że pałkarze zwalili obu szukających z mioteł i wystawiono zamienników, którzy nie mogli złapać znicza przez trzy godziny.
Mackenzie miło wspominała tamten mecz. Zdążyła wbić bardzo dużo punktów.
- To niezmiernie miło z twojej strony, ale jestem pewna, że moje roślinki doskonale obejdą się bez muzyki - zapewniła w iście oślim uporze. Dalej nie odgadła, o co tak naprawdę chodziło o Theodorowi, ale przecież robiła SUMA z zielarstwa, a nawet gdyby tak nie było... to matka puszczałaby muzykę roślinkom na okrągło. Greengrass w efekcie zaczęła wietrzyć jakiś podstęp, choć nie była w stanie przejrzeć prawdziwych intencji chłopaka. - Kto wie? Może twój kaktus schował się za tą zasłonką, bo miał dość muzyki? - dodała jeszcze. Mogło się wydawać, że mówiła poważnie, choć tak naprawdę był to żart. - I tak dziękuję. Wybacz, nie zaproponuję nic do picia, bo chwilowo nie mam jeszcze nawet żadnego kubka - stwierdziła, pochylając się, by otworzyć swoją torbę. To znaczy: miała kubek, dokładnie jeden, ulubiony, w miotły, ale pewnie leżał pod ubraniami i kocami. Kolejne musiała dopiero dokupić.
Te kończyły się właśnie na historii biednego, ususzonego kaktusa.
- Jeśli dobrze pamiętam, Cecily Lupin złapała znicza - powiedziała, bo tak, oczywiście, że pamiętała wynik nieomal każdego meczu z Hogwartu. I do tej pory niesamowicie cieszyła się, że mecze pozaszkolne wyglądały inaczej: tutaj bardziej liczył się wynik ścigających, nie tylko szukającego. Grała w drużynie sześć lat, a raptem w sześciu meczach w jej karierze w Gryffindorze to nie złapanie znicza zdecydowało.
W tym w jednym z tych meczów stało się tak dlatego, że pałkarze zwalili obu szukających z mioteł i wystawiono zamienników, którzy nie mogli złapać znicza przez trzy godziny.
Mackenzie miło wspominała tamten mecz. Zdążyła wbić bardzo dużo punktów.
- To niezmiernie miło z twojej strony, ale jestem pewna, że moje roślinki doskonale obejdą się bez muzyki - zapewniła w iście oślim uporze. Dalej nie odgadła, o co tak naprawdę chodziło o Theodorowi, ale przecież robiła SUMA z zielarstwa, a nawet gdyby tak nie było... to matka puszczałaby muzykę roślinkom na okrągło. Greengrass w efekcie zaczęła wietrzyć jakiś podstęp, choć nie była w stanie przejrzeć prawdziwych intencji chłopaka. - Kto wie? Może twój kaktus schował się za tą zasłonką, bo miał dość muzyki? - dodała jeszcze. Mogło się wydawać, że mówiła poważnie, choć tak naprawdę był to żart. - I tak dziękuję. Wybacz, nie zaproponuję nic do picia, bo chwilowo nie mam jeszcze nawet żadnego kubka - stwierdziła, pochylając się, by otworzyć swoją torbę. To znaczy: miała kubek, dokładnie jeden, ulubiony, w miotły, ale pewnie leżał pod ubraniami i kocami. Kolejne musiała dopiero dokupić.