Nora wbrew pozorom była bardzo tolerancyjna, zawsze próbowała postawić się na miejscu swoich bliskich, zrozumieć ich problem, nie brakowało jej empatii, wręcz przeciwnie. Nigdy nie oceniała, starała się znaleźć wytłumaczenie, które usprawiedliwiałoby jej ich czyny, może to nie było szczególnie rozsądne, ale nie potrafiła myśleć o tych osobach, jako o tych złych.
Wiedziała, że musi być ostrożna w wydawaniu swojej opinii, nie chciała, by poczucie winy Thomasa było jeszcze większe, zresztą widziała po nim, że tego żałował. Czy inaczej przejąłby się tym w jakikolwiek sposób? Nie wydawało jej się. Popełnił błąd, kierował się nieodpowiednimi pobudkami, każdy miał prawo do błędów, przecież ta jedna decyzja, jedno rzucane zaklęcie wcale nie zmieniało tego, jakim był człowiekiem, na pewno nie w jej oczach.
- Nie wydaje mi się, żeby to było czymś wyjątkowym, zapewne sporo osób, które znalazłyby się w podobnej sytuacji postąpiłoby w podobny sposób. - Oko za oko, ząb za ząb, to też była jakaś metoda. Odwdzięczanie się pięknym za nadobne. Może ona nie zachowywała się w ten sposób, ale potrafiła to zrozumieć, a przynajmniej tak się jej wydawało. Sama zresztą nigdy pewnie nie byłaby w stanie rzucić takiego zaklęcia, nie posiadała odpowiednich umiejętności, chociaż to nie one były głównym aspektem, po który by po to nie sięgnęła. Była po prostu dobrą dusza, nie umiałaby skrzywdzić nikogo - nawet najgorszego wroga. W dzisiejszych czasach to było chyba jeszcze większą wadą, tacy jak ona szybko opuszczali ten świat.
- Wydaje mi się, że warto na niego poczekać, chyba nie ma w naszym gronie nikogo innego, kto mógłby Ci udzielić wsparcia. Jemu możemy ufać. - To też było dość istotne w przypadku takiej delikatnej sprawy, lepiej, aby te informacje nie trafiły do nieodpowiednich osób. Z drugiej strony, to był przecież tylko demon, pozbyli się demona, nie człowieka, prędzej, czy później ten demon uprzykrzałby życie ludziom, więc nie wydawało jej się to być wcale takim strasznym czynem.
- Poradzisz sobie z tym teraz? Jak się czujesz? - Widziała, że nie najlepiej, ale musiała się upewnić, czego właściwie od niej oczekuje, jak mogłaby go wesprzeć. Oczywiste było dla niej to, że nie zostawi go z tym problemem samego, od tego przecież była rodzina, aby się wspierać, zawsze, a w szczególności wtedy, gdy było najgorzej.