13.02.2025, 00:31 ✶
Electra w dzieciństwie (czyli jeszcze całkiem niedawno) uwielbiała Yule. I to nie tylko ze względu na prezenty; Prewettówna kochała całą atmosferę tego święta. Magiczne ozdoby, zabawy z kuzynami oraz wspólna kolacja... Te wszystkie elementy składały się na obraz najpiękniejszego dnia w roku.
Teraz jednak, kiedy już skończyła Hogwart i stała się dorosłą czarownicą, rodzinne święta stały się trochę mniej przyjemne. Nie była już słodką dziewczynką, która mogła robić co chciała, bo jej roztrzepanie wydawało się urocze. Nie, nagle wszyscy zdawali się mieć wobec niej jakieś oczekiwania, i co jeszcze gorsze, rościli sobie prawo do wypytywania na temat szczegółów jej życia. Electra zdążyła już dzisiejszego wieczoru usłyszeć parę razy pytania w stylu Jak tam plany na przyszłość? Chcesz robić karierę u Rosierów czy u nas? Masz już może jakiegoś absztyfikanta? Starała się na każde z nich odpowiedzieć grzecznie ale wymijająco zarazem (dzięki Matce za Laurenta, który miał ją na oku i interweniował w odpowiednich momentach). Niestety, nie obyło się bez uszczypliwych uwag na temat jej pracy dla mugoli ("Ale ciociu, to tylko chwilowe!")
Żeby uniknąć rozmawiania na niekomfortowe tematy, zdecydowała się dołączyć do grającego w karty brata. Prześlizgnęła się więc zwinnie między gośćmi, chwytając po drodze kieliszek wina od służącego. Kiedy dotarła do stolika, uśmiechnęła się do zgromadzonych wokół Lorien, Pandory i Laurenta. Prewettówna była ubrana dość konserwatywnie; w elegancką, ciemną sukienkę i niewysokie obcasy. Zazwyczaj na spotkania rodzinne przychodziła w bardziej ekstrawaganckich kreacjach, ale w tym roku raczej wolała nie ściągnąć na siebie niechcianej uwagi.
Dobrze, że ominął ją komentarz ciotki Ethel na temat zwinnych palców Basila, bo pewnie wybuchłaby niezbyt kulturalnym śmiechem. Zamiast tego, przybyła akurat w momencie, w którym jej starszy brat sięgał po talię kart Atreusa.
– O, rozumiem, że wracamy do taktyk z naszego dzieciństwa? – rzuciła ze złośliwym uśmieszkiem do Basila, opierając się o jego krzesło.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Teraz jednak, kiedy już skończyła Hogwart i stała się dorosłą czarownicą, rodzinne święta stały się trochę mniej przyjemne. Nie była już słodką dziewczynką, która mogła robić co chciała, bo jej roztrzepanie wydawało się urocze. Nie, nagle wszyscy zdawali się mieć wobec niej jakieś oczekiwania, i co jeszcze gorsze, rościli sobie prawo do wypytywania na temat szczegółów jej życia. Electra zdążyła już dzisiejszego wieczoru usłyszeć parę razy pytania w stylu Jak tam plany na przyszłość? Chcesz robić karierę u Rosierów czy u nas? Masz już może jakiegoś absztyfikanta? Starała się na każde z nich odpowiedzieć grzecznie ale wymijająco zarazem (dzięki Matce za Laurenta, który miał ją na oku i interweniował w odpowiednich momentach). Niestety, nie obyło się bez uszczypliwych uwag na temat jej pracy dla mugoli ("Ale ciociu, to tylko chwilowe!")
Żeby uniknąć rozmawiania na niekomfortowe tematy, zdecydowała się dołączyć do grającego w karty brata. Prześlizgnęła się więc zwinnie między gośćmi, chwytając po drodze kieliszek wina od służącego. Kiedy dotarła do stolika, uśmiechnęła się do zgromadzonych wokół Lorien, Pandory i Laurenta. Prewettówna była ubrana dość konserwatywnie; w elegancką, ciemną sukienkę i niewysokie obcasy. Zazwyczaj na spotkania rodzinne przychodziła w bardziej ekstrawaganckich kreacjach, ale w tym roku raczej wolała nie ściągnąć na siebie niechcianej uwagi.
Dobrze, że ominął ją komentarz ciotki Ethel na temat zwinnych palców Basila, bo pewnie wybuchłaby niezbyt kulturalnym śmiechem. Zamiast tego, przybyła akurat w momencie, w którym jej starszy brat sięgał po talię kart Atreusa.
– O, rozumiem, że wracamy do taktyk z naszego dzieciństwa? – rzuciła ze złośliwym uśmieszkiem do Basila, opierając się o jego krzesło.
Kolejka zmieniona za zgodą reszty graczy.