Przymknął oczy, a ten uśmiech już został na jego wargach, gdy kolejne słowa były szyfrowane na jego-nie-jego skórze. Bardzo kochane, bardzo czułe, bardzo ciepłe. I cóż przy tym z tą kołdrą? Za ciepło, nie za ciepło - jakie to w zasadzie miało znaczenie? To strzelanie gumką bielizny nagle stawało się czymś, co denerwowało, ale i tak na to pozwalałeś i wspominałeś z uśmiechem. Jakimś przywilejem. To nie działało tak, że słodyczą można się było jednak zapchać na zapas. Tak jak same chęci do kochania nie wystarczyły, żeby Laurent przykuł siebie do kogoś, albo kogoś do siebie. Różnica całkiem spora - w pierwszej wersji to niekoniecznie on cokolwiek kontrolował w tym rozdaniu. Zupełnie jakby miłość była grą, a każdy krok powinien być wyważony. Nawet jeśli decydujesz się skoczyć na głęboką wodę to potem spijasz tego konsekwencje. Skiśnięta woda ze zbutwiałego statku zamiast słodkiej herbaty z gryczanym miodem.
- Wybaczam ci. Nie gniewam się już. I dziękuję. Za wszystko, co powiedziałeś - Rozchylił powieki, spoglądając, jak się podnosi. Z prostą myślą - czy nie potrzebował czasem pomocy. Nie tylko nie miał ochoty wracać do własnego ciała, nawet jeśli to miało swoje mankamenty, ale i nie chciał sobie wyobrażać, w jakim teraz było stanie, jak Flynn zrobił taką przejażdżkę bez trzymanki. Nie wstawał jednak - jedynie się podniósł, kiedy Laurent leżał. Wyciągnięty na tym łóżku chwilowo jak prawdziwe bożyszcze, z subtelnie pewnym siebie uśmiechem, rozjaśniającym jego brązowe oczy ciepłem czekolady. Tej gorącej, która może rozgrzewać i wokół której oplatało się palce, żeby zmarznięte dłonie poczuły ulgę. Jego leniwe i jednocześnie uważne spojrzenie spoglądało na Flynna z tą nutą troski. Czasem nie potrzebne były nawet słowa - wystarczyło jedno spojrzenie. Laurent nieco poprawił sobie poduszkę, żeby podciągnąć się wyżej i poprawił swoje ułożenie. To w takiej pozycji artyści chcieli malować swoje muzy w kontrastującej, białej pościeli. Gdzie twarz wyróżniała się przez czarne pukle włosów. Dzięki temu też się z tej pościeli trochę wygrzebał, a Flynnowi nie żałował podpórki z jego własnych nóg.
- W tym? - Trochę go zaskoczył. W "tym" to znaczy... w "czym". W tym, co zamierzał powiedzieć. Skinął zachęcająco głową dając znać, by mówił. Uwielbiał, kiedy do niego mówił. I potem przyszło drugie zaskoczenie. Aż lekko potrząsnął głową. Kolejne imię. I to się okazywało, że dopiero to było jego prawdziwym. Powinien poczuć się jak idiota, ale w sumie to wcale tak nie czuł. Każde z tych imion miało swoją przeszłość i teraźniejszość. Rozchylił wargi przy tym kruku, ale uśmiechnął się tylko i je zamknął. Ostatnie, czego teraz potrzebowali to wykład na temat fauny zwierzęcej. Bo Flynn, posłuchaj, kruk a wrona to różnica, łacińskie odpowiedniki... Przecież to było skomplikowane i nawet nie miało sensu po angielsku. Crow brzmiało lepiej niż Raven. Z prostej przyczyny - nie było tak... oklepane. Co dalej go zdziwiło to to, że nikt nie zapytał jego o zdanie w tym wszystkim. Jeszcze wiele rzeczy miało go zdziwić w jego świecie. To i to, jak potrafił być traktowany przez innych. I jak sam potrafił podle traktować tych innych.
- Szczury to jedne z najbardziej inteligentnych zwierząt. Nie myliła się. - Przytaknął temu, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Miało? Laurent lubił porównywać ludzi do zwierząt i roślin. Jak się tak nad tym zastanawiał to może robił to nawet trochę za często. Szczur... stworzenie, które przetrwa pomimo. Inteligentne, mające konkretną strukturę w swoich stadach. - Ani piesek, ani żadne tego odmiany nie brzmią zbyt pieszczotliwie. - Zażartował trochę, a przynajmniej miał nadzieję, że się wstrzeli, a nie podkopie tę rozmowę w niezręczność. - To może: myszko.