29.01.2023, 22:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2023, 22:30 przez Mackenzie Greengrass.)
Nie musiała już martwić się o pieniądze. Pewne przyzwyczajenia tkwiły jednak głęboko pod skórą. Zbyt głęboko, aby Greengrass mogła je wyplenić tak od razu. Tworzyły się przez kilkanaście lat, więc marne dwa lata, bo mniej więcej od dwóch lat nie musiała troszczyć się o pieniądze, nie wystarczyły na pozbycie się ich.
Mackenzie nie była osobą najlepiej radzącą sobie z ludźmi. Nie oznaczało to jednak, że była bardzo łatwowierna. Wręcz przeciwnie, miała skłonność do doszukiwania się złych intencji nawet tam, gdzie ich nie było. Słowa Viorici przyjęła więc z uprzejmym kiwnięciem głowy, inaczej na nie nie reagując, bo i powątpiewała, czy ta naprawdę tak myśli.
Zresztą Green doskonale wiedziała, że miewali złe mecze. Dla niej każdy przegrany był takim złym, a w poprzednim sezonie się taki zdarzył, prawda?
Dość szybko wyleciało jej to jednak z głowy, bo skupiła się na zawartości skrzyneczki. Przechyliła się ku niej, by lepiej widzieć, i teraz wyraźnie słuchała z uwagą każdego wygłaszanego słowa. Nie stałoby się tak zapewne, gdyby zaczęto prezentować Mackenzie brylantowe kolie czy srebrne tiary ze szmaragdami. Biżuteria związana z quidditchem to było jednak coś innego.
- Moja koleżanka z drużyny uwielbia krzykliwą biżuterię – powiedziała na „ozdoby, które mogliby nosić sportowcy”, ale nie była to chyba przygana, wnioskując po tym, że na jej twarzy pojawił się po raz pierwszy uśmiech. – Ale mnie te podobają się dużo bardziej.
Nie odważyła się sięgnąć po biżuterię, ale z dużym zainteresowaniem przypatrywała się każdej sztuce. Najwięcej uwagi Mackenzie przyciągnął wisiorek, głównie dlatego, że taki schowany pod szatą mógł być spokojnie noszony także na miotle (choć nie podczas meczu, oczywiście: za łatwo byłoby o wypadek). Bransoletkę przy gwałtownym ruchu łatwiej byłoby zerwać.
Zaintrygowana sięgnęła, by otworzyć kufer i uśmiech poszerzył się trochę, kiedy pojawiły się kafle, tłuczki i złoty znicz.
- Genialne – podsumowała. Może trochę zbyt strojne jak na gusta kogoś takiego, jak ona, ale hej: to była naprawdę genialna rzecz, w dodatku związana z quidditchem! – Macie sklep z biżuterią, prawda? Może powinniście rozważyć postaranie się o zgodę na sprzedaż w pobliżu stadionu. Myślę, że sporo fanów może być zainteresowanych.
Mackenzie była tak pochłonięta przypatrywaniem się ozdobom, że nie zauważyła biednego kelnera, który stał nad nimi z tacą, nie bardzo mając gdzie rozstawić talerze i szklanki.
Mackenzie nie była osobą najlepiej radzącą sobie z ludźmi. Nie oznaczało to jednak, że była bardzo łatwowierna. Wręcz przeciwnie, miała skłonność do doszukiwania się złych intencji nawet tam, gdzie ich nie było. Słowa Viorici przyjęła więc z uprzejmym kiwnięciem głowy, inaczej na nie nie reagując, bo i powątpiewała, czy ta naprawdę tak myśli.
Zresztą Green doskonale wiedziała, że miewali złe mecze. Dla niej każdy przegrany był takim złym, a w poprzednim sezonie się taki zdarzył, prawda?
Dość szybko wyleciało jej to jednak z głowy, bo skupiła się na zawartości skrzyneczki. Przechyliła się ku niej, by lepiej widzieć, i teraz wyraźnie słuchała z uwagą każdego wygłaszanego słowa. Nie stałoby się tak zapewne, gdyby zaczęto prezentować Mackenzie brylantowe kolie czy srebrne tiary ze szmaragdami. Biżuteria związana z quidditchem to było jednak coś innego.
- Moja koleżanka z drużyny uwielbia krzykliwą biżuterię – powiedziała na „ozdoby, które mogliby nosić sportowcy”, ale nie była to chyba przygana, wnioskując po tym, że na jej twarzy pojawił się po raz pierwszy uśmiech. – Ale mnie te podobają się dużo bardziej.
Nie odważyła się sięgnąć po biżuterię, ale z dużym zainteresowaniem przypatrywała się każdej sztuce. Najwięcej uwagi Mackenzie przyciągnął wisiorek, głównie dlatego, że taki schowany pod szatą mógł być spokojnie noszony także na miotle (choć nie podczas meczu, oczywiście: za łatwo byłoby o wypadek). Bransoletkę przy gwałtownym ruchu łatwiej byłoby zerwać.
Zaintrygowana sięgnęła, by otworzyć kufer i uśmiech poszerzył się trochę, kiedy pojawiły się kafle, tłuczki i złoty znicz.
- Genialne – podsumowała. Może trochę zbyt strojne jak na gusta kogoś takiego, jak ona, ale hej: to była naprawdę genialna rzecz, w dodatku związana z quidditchem! – Macie sklep z biżuterią, prawda? Może powinniście rozważyć postaranie się o zgodę na sprzedaż w pobliżu stadionu. Myślę, że sporo fanów może być zainteresowanych.
Mackenzie była tak pochłonięta przypatrywaniem się ozdobom, że nie zauważyła biednego kelnera, który stał nad nimi z tacą, nie bardzo mając gdzie rozstawić talerze i szklanki.