- Nie chciałem zbudować wrażenia, że to zaproszenie do odkopania tego, kim byłem przed Fantasmagorią. Pamiętam swoje imię bo je do mnie wtedy mówiła i tyle mi wystarczy. - I widać po nim było, że nawet mimo zachęty do mówienia, zwyczajnie nie ma siły lub ochoty rozwijać tego głębiej. Porzucił ten temat na rzecz tematów o wiele przyjemniejszych.
Kiedy uderzał kijem w swój atak histerii, nawet on nie podejrzewał, że uda mu się wybić go z orbity tak szybko. Znowu było spokojnie. Znowu kwiknął uroczo, przebierając nogami i wycałował mu prawą stronę twarzy tak mocno, że lewa aż zaskwierczała z zazdrości. Nie miało już znaczenia, że wywrócił oczami kiedy Laurent bronił jej tezy, ani jak mu przed chwilą wadziło widzenie tej paskudnej, zdziadziałej twarzy z bliska - bo nagle przesuwanie stopami po prześcieradle generowało iskry, nawet ta gęba się stała jakaś ładniejsza i przywoływała do głowy wspomnienia strojenia się przy lustrze i wyglądania bosko, zamiast tych porannych, spazmatycznych ataków kaszlu, podczas których wyglądał jak skończone gówno i pluł flegmą do zlewu. Nie trzeba było dużo się domyślać - Myszko zdecydowanie mu się podobało, szybko załapał żart i nawiązanie do Fontaine nie wydawało się już tłumaczeniem wariatki, lecz oskrobaniem pewnych rzeczy z bólu i ostrych krawędzi. Jakby ktoś te cholerne gryzonie wytarł papierem ściernym tak dobrze, że stały się idealnie obłe, niegroźne i słodkie w ustach kogoś, kto wiedział jak to powiedzieć.
Crow przygryzł wargę. Wyjątkowo nie swoją, tylko jego. A może właśnie swoją? Nie zastanawiał się nad tym, po prostu ugryzł ją, a później przesuwał po niej językiem.
- Podoba mi się - szepnął tym zmęczonym głosem, ale dało się w nim wyczuć radość otulającą go jak ta pierzyna. Zresztą, wciąż naprawdę niewiele pozostawiał mu teraz pola do niedopowiedzeń - wplótł palce w te czarne pukle i zaczął go całować, namiętnie, nie szczędząc sobie eksplorowania jego ust i zapraszania go do swoich. Nie zamknął się jednak całkowicie. Pomiędzy sapnięciami i rzucanymi tu i ówdzie uśmiechami, przy których wydychał w niego nieświadomie ciepłe powietrze, Crow kontynuował te pieszczoty słowne. - To zadanie na kreatywność. Po tym jak cię błagałem, żebyś grzał sobie mną nogi przy pracy, piesek średnio działa? Pomyśl tylko jaki ma słodki Pyszczek, jakiego ma Pysia... - Przeniósł swoje zainteresowanie na tą niewykochaną część twarzy, dając mu czas na odsapnięcie. - Mój Skarb, moja Słodycz, moje Słoneczko, mój Aniołek - wymieniał bezwstydnie pomiędzy pozostawianiem na skórze szeregu mokrych śladów. Słowa miały... Wielką moc. Czy to dlatego tak ich się bał? Tego w jaki sposób dało się urzeczywistnić cokolwiek człowiek sobie tylko wymarzył. - Moja prześliczna Modnisia, moja Księżniczka - na moment chyba zapomniał, że jego przepiękny chłopak stał się na ten szalony dzień kimś o wiele mniej drobnym, za to bardziej owłosionym - czy moja Perełka jest głodna?
Kiedy uderzał kijem w swój atak histerii, nawet on nie podejrzewał, że uda mu się wybić go z orbity tak szybko. Znowu było spokojnie. Znowu kwiknął uroczo, przebierając nogami i wycałował mu prawą stronę twarzy tak mocno, że lewa aż zaskwierczała z zazdrości. Nie miało już znaczenia, że wywrócił oczami kiedy Laurent bronił jej tezy, ani jak mu przed chwilą wadziło widzenie tej paskudnej, zdziadziałej twarzy z bliska - bo nagle przesuwanie stopami po prześcieradle generowało iskry, nawet ta gęba się stała jakaś ładniejsza i przywoływała do głowy wspomnienia strojenia się przy lustrze i wyglądania bosko, zamiast tych porannych, spazmatycznych ataków kaszlu, podczas których wyglądał jak skończone gówno i pluł flegmą do zlewu. Nie trzeba było dużo się domyślać - Myszko zdecydowanie mu się podobało, szybko załapał żart i nawiązanie do Fontaine nie wydawało się już tłumaczeniem wariatki, lecz oskrobaniem pewnych rzeczy z bólu i ostrych krawędzi. Jakby ktoś te cholerne gryzonie wytarł papierem ściernym tak dobrze, że stały się idealnie obłe, niegroźne i słodkie w ustach kogoś, kto wiedział jak to powiedzieć.
Crow przygryzł wargę. Wyjątkowo nie swoją, tylko jego. A może właśnie swoją? Nie zastanawiał się nad tym, po prostu ugryzł ją, a później przesuwał po niej językiem.
- Podoba mi się - szepnął tym zmęczonym głosem, ale dało się w nim wyczuć radość otulającą go jak ta pierzyna. Zresztą, wciąż naprawdę niewiele pozostawiał mu teraz pola do niedopowiedzeń - wplótł palce w te czarne pukle i zaczął go całować, namiętnie, nie szczędząc sobie eksplorowania jego ust i zapraszania go do swoich. Nie zamknął się jednak całkowicie. Pomiędzy sapnięciami i rzucanymi tu i ówdzie uśmiechami, przy których wydychał w niego nieświadomie ciepłe powietrze, Crow kontynuował te pieszczoty słowne. - To zadanie na kreatywność. Po tym jak cię błagałem, żebyś grzał sobie mną nogi przy pracy, piesek średnio działa? Pomyśl tylko jaki ma słodki Pyszczek, jakiego ma Pysia... - Przeniósł swoje zainteresowanie na tą niewykochaną część twarzy, dając mu czas na odsapnięcie. - Mój Skarb, moja Słodycz, moje Słoneczko, mój Aniołek - wymieniał bezwstydnie pomiędzy pozostawianiem na skórze szeregu mokrych śladów. Słowa miały... Wielką moc. Czy to dlatego tak ich się bał? Tego w jaki sposób dało się urzeczywistnić cokolwiek człowiek sobie tylko wymarzył. - Moja prześliczna Modnisia, moja Księżniczka - na moment chyba zapomniał, że jego przepiękny chłopak stał się na ten szalony dzień kimś o wiele mniej drobnym, za to bardziej owłosionym - czy moja Perełka jest głodna?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.