Chłód, ponownie poczuła chłód, którym znowu zaczynał w nią zionąć. Najwyraźniej nie oczekiwał od niej tych wyjaśnień, jasne, to nie oznaczało jednak, że nie mogła mu ich dać. Miała w dupie co działo się teraz w jego głowie, chciała po prostu, aby zrozumiał jej tok rozumowania, oczywiście, że nie wyszło z tego nic dobrego, bo jakże mogłoby być inaczej?
- Powiedziałeś, ale nie chcę dawać sobie spokoju. - Jakby nie znał jej na tyle, że nie wiedział, że może jej sugerować, co powinna robić, ale oczywiście miała to gdzieś. Nie należała do osób, które spełniały oczekiwania, czy życzenia innych, na pewno nie w takich sprawach. Jeśli miała ochotę mu coś wyjaśnić, to właśnie to zamierzała zrobić i mógł sobie gadać to na co miał tylko ochotę.
Nie chodziło o to, że chciała go ugłaskać, nie, po prostu zależało jej na tym, żeby spojrzał na to jej oczami, cóż, to akurat przychodziło im często bardzo trudno. Mieli problem z tym, aby zobaczyć świat tak, jak patrzyły na niego inne osoby, byli kurewsko uparci i liczyło się dla nich głównie ich własne zdanie, którego potrafili bronić do końca. Tak, to też było niezaprzeczalne i często było zapalnikiem do kłótni. Najwyraźniej tym razem również musiało się to tak potoczyć. Wspaniale, nie spodziewała się, że nawet ta głupia rozmowa o pierdołach skończy się kolejną niesnaską.
Nie zastanawiała się jeszcze nad tym dlaczego to zrobił. Po co zostawił jej tę Piaskownicę, czemu teraz? Nagle, po półtora roku? Nie miała pojęcia, może powinna jednak zacząć od tej strony, oczywiście, że tego nie zrobiła, tylko podeszła do tego zupełnie inaczej. Miała tendencje do patrzenia na świat tylko i wyłącznie ze swojej perspektywy, wielu kłótni by unikneli gdyby potrafili czytać sobie w myślach. Nie, żeby nie posiadali umiejętności mówienia... która też przecież była im przydatna, tyle, że z tej jakoś sami nigdy specjalnie nie korzystali.
Gdy usłyszała jego kolejne słowa spięła się, tym razem ona. Cóż, odruchowo też wysunęła się spod jego ramienia i nieco oddaliła. Po chwili odwróciła się w jego stronę, oczy zaczęły jej błyszczeć, wkurwiła się. Chyba nie była gotowa na to, żeby to usłyszeć.
- Otwórz oczy. - Mógł jej mówić, że nie było ich, nie było ich wspólnego domu, tylko to, co właśnie tutaj robili świadczyło o czymś zupełnie innym. Znowu upierał się przy swoim, ale nie wydawało jej się, żeby to co mówił miało większy sens. Po co w takim razie nadal tutaj z nią siedział?
- Jeśli tak w twoim mniemaniu wygląda coś, co nie istnieje... - Tak, chyba nie do końca akceptowała jego podejście. Jasne, wspominał jej o tym, że nic z tego nie będzie, mówił o granicach, sojusznikach, ale sam później robił coś zupełnie innego.
- Czy tego chcesz, czy nie, czy jesteś tego świadom, czy nie, my zawsze będziemy. - Nawet jeśli nie będą się znajdowali obok siebie, tutaj był pies pogrzebany. Tego, co ich łączyło nie dało się przerwać, przecież zdawał sobie z tego sprawę, miał świadomość, że ta więź była inna niż wszystkie i będzie istniała zawsze. Bez względu na to, co wydarzy się w ich życiu, zostali na siebie skazani i właściwie tylko w ich rękach leżało to, w jaki sposób to przeprowadzą.
- No jasne, że nie chcesz, tylko ciągle to robisz, pewnie też przypadkiem. - Dodała, a na jej ustach pojawił się ironicznych uśmiech. Rzuciła krótkie spojrzenie przed siebie, by zlokalizować papierośnicę. Gdy ją znalazła sięgnęła po przedmiot i wyciągneła z niego fajkę, wsadziła ją sobie do ust i odpaliła ją zapalniczką. Znowu to sobie robili. Znowu zaczynali wylewać swoje gorzkie żale, stali po przeciwnych stronach barykady, a jakże, nie mogło być przecież zbyt prosto.