Naprawdę próbowała być nową, lepszą wersją siebie. Całkiem długo jej się to udawało, mimo, że momentalnie bywały momenty, w których ciężko jej było nad sobą panować, to jednak jakoś z tym walczyła. Najwyraźniej jednak musiał nadejść ten moment, kiedy wszystko się w niej skumulowało, kiedy znowu miała przekroczyć granicę, to był chyba ten moment. Zdarzył się zupełnie przypadkiem, bo przecież rozmowa, którą rozpoczął Roise była całkiem neutralna, tyle, że tak jak się spodziewała, każdy temat mógł doprowadzić ich do tego niewygodnego. To nie powinno być zaskakujące - wcale.
- Kurwa, oczywiście, że wyśmienicie. - Powinnien mieć świadomość, że to słowo zadziała na nią niczym czerwona płachta na byka. Zawsze tak na nie reagowała, chąc nie chcąc, nie była w stanie tego zmienić, bo rzucał je zawsze w idealnym momencie. Zacisnęła mocniej zęby, czuła, że zaczyna się gotować, tak zdecydowanie nie była w stanie zapanować nad swoim dalszym wybuchem. Cóż, prędzej, czy później musiało do tego dojść.
Miarkowała się przez długi czas, naprawdę walczyła ze swoim temperamentem, to wcale nie było proste, wręcz przeciwnie - kosztowało ją sporo cierpliwości, której w zasadzie nie miała. Czy warto było to robić? Chyba nie, zdecydowanie nie, bo tak, czy srak znowu znaleźli się w tym samym miejscu.
- Gówno prawda, masz pierdolone klapki na oczach, od lat. - Oczywiście, że widziała to inaczej, to było niepodważalne. Powoli chyba zaczynało jej przeszkadzać to jego upieranie się przy swoim. Nie, żeby sądziła, że to, że ponownie wyleje z siebie ten cały żal miało coś zmienić, już to zrobiła, nie przyniosło to niczego dobrego, nie wydawało jej się, aby tym razem prowadziło ich to do czegoś innego, bo niby dlaczego miałoby? Każde z nich miało swoją opinię, swoje zdanie, różne od siebie. Tutaj nie było drogi do konsensusu. To już też ustalili.
Niczego nie musiał, tyle, że chyba wyjątkowo o tym zapominał. Nie było winą Yaxleyówny to, że brał na siebie tę całą odpowiedzialność, zupełnie niepotrzebnie. Gdyby tylko miał chęć się z nią wszystkim podzielić, już na samym początku, ale nie - lepiej było brać to na swoje barki i teraz robić za męczennika. Biedny Ambroise...
Jego słowa bolały, to nie tak, że nie powinna się ich spodziewać, bo przecież wiedziała na co się pisze, za każdym jednak razem, gdy coś podobnego padało z jego ust czuła ogromną irytację i frustrację.
- Czyli to kolejna szopka, zabawa, chuj wie jak to nazywasz? - Tak, mówili jedno, robili drugie, mydlili sobie oczy i chyba zaczynało jej to przeszkadzać, tym bardziej, że nie wydawało jej się, aby pozostawały jakiekolwiek wątpliwości. Nie, kiedy znowu przekroczyli te wszystkie granice, które sami sobie wyznaczyli.
- Z mojej perspektywy to wygląda nieco inaczej, ale pewnie jak zawsze jestem ślepa, co nie? Do tego też już doszliśmy. - Tak, każde z nich spoglądało na sytuację własnymi oczami, ze swojej perspektywy, jakże to jednak możliwe, że odbierali tę całą sytuację aż tak różnie? Czy to w ogóle mogło mieć miejsce, czy był z nią szczery, czy ją oszukiwał? Być może chciał oszukać siebie samego. Nie wierzyła mu, nie była w stanie uwierzyć w to, że to wszystko było niczym.
- Wymieniaj, po co masz się miarkować, chętnie wysłucham wszystkiego, co masz mi do powiedzenia. - Skoro już doszli do tego momentu, to dlaczego miałby jej wszystkiego nie wyrzygać, nie zamierzała go ograniczać.
- Czy Ty siebie słyszysz, to nie chcesz się ze mną kłócić, czy chcesz, robisz to przypadkiem, czy nie? Weź się kurwa określi i może właśnie dojdź do tego, czego naprawdę chcesz, bo zachowujesz się jak jakaś niezdecydowana, rozpieszczona panienka, która nie umie się zdecydować. - Nie było to może szczególnie dobre porównanie, ale na nic więcej jej nie było aktualnie stać.
Dotknął jej na chwilę, później zabrał rękę, cóż wydawało jej się, że to też świadczyło samo za siebie, czy tego chcieli czy nie, gesty potrafiły wyrazić wiele.
Nerwowo, co chwila zaciągała się dymem. Nie spodziewała się, że znowu zaczną się kłócić, najwyraźniej jednak aktualnie tak miała wyglądać ich relacja, właściwie jaka relacja, Ambroise w końcu sugerował, że nie mieli żadnej relacji... Znowu zaczynała się w tym wszystkim gubić.
- Ty to ustaliłeś, to nie były moje ustalenia. - Oczywiście nie mogła się powstrzymać przed tym, aby i to mu wyrzygać. Skoro już zaczęli wylewać te swoje gorzkie żale nie miała zamiaru się hamować.