Kiwnął głową.
- Nie będę rozgrzebywał tematu. Cieszę się, że mnie uprzedzasz. - Co prawda chyba nie przyszłoby mu to na myśl przy wszystkich informacjach, jakie otrzymywał i którymi był karmiony, ale może..? A jak tak to pewnie by zadawał te pytania nie mając niczego złego na myśli. Chcąc go po prostu poznać, bo chciał wiedzieć o nim wszystko. Ciekawość łatwiej było kontrolować kiedy się wiedziało, że druga strona sobie nie życzyła pytań związanych z wybranym tematem. Mogła wcale nie zniknąć, ale uszanowanie komfortu Flynna było istotniejsze.
Zaśmiał się, kiedy pocałunki stały się wręcz atakami na jego przestrzeń osobistą! Atakami, bo w istocie - ta druga strona twarzy mogła czuć się zazdrosna, pewnie dlatego obrócił głowę i z uśmiechem popukał się w policzek. Senność z niego uleciała, kiedy Flynn wymuszał na nim pełne skupienie, miała śmiałe szanse powrócić, ale czarnowłosy skutecznie go zajmował i zatrzymywał przy sobie. Nie, wcale nie zmieniło się to, że nie podobał mu się własny widok, ale ta atmosfera sprawiała, że czuł więcej Flynna niż siebie samego.
Wyciągnął do niego ręce i złapał go za ramiona. Nie potrafił się nie śmiać w przerwie od tych pocałunków. Czasami chyba tak to działało - człowieka łapała jakaś głupawka i już się przyklejała, nie ważne, jak bardzo starałbyś się zachować powagę i jak trudny temat nie byłby podnoszony. Tak, to zdecydowanie było zadanie na kreatywność, a Flynn go zdawał wręcz śpiewająco. Szczególnie, że Laurent wcale mu nie ułatwiał tego gadania i nabierania wdechy, całując jego skórę. Pachniał morzem. Uwielbiał ten zapach. Jod zaplątał się w jego włosy, jakby planował tam zamieszkać. Często tak pachniał? Nie zdawał sobie nawet z tego sprawy.
- Och tak, mój Słodziaku, jestem głodny. - Chociaż teraz nie potrafił powiedzieć, czy bardziej zbliżenia fizycznego, czy jednak śniadania, o które wystarczy zawołać Migotka, żeby je przygotował. Albo... nie, jednak nie. Wiedział, czego głodny jest bardziej w tej chwili. - A Cukiereczek jest głodny..? Pewnie nie... - Wyszeptał, przyciągając go do siebie bez większej chęci wypuszczenia... przynajmniej na jakiś czas.
Tego, czego brakowało Laurentowi w ruchach, to teraz tkwiło we Flynnie. A przynajmniej jeśli ich rozpatrywać pod kątem ciał. Zabrał go najpierw pod prysznic, prosząc w międzyczasie Migotka o przygotowanie śniadania. Pogoda dzisiaj nie sprzyjała - nieciekawa szarość za oknem zalewała wszystko szarugą, a wiatr targał koronami drzew. Słychać było, jak morze jest niespokojne, widać było spienione grzbiety fal, na które Laurent się zapatrzył na dłuższą chwilę, zamierając w bezruchu, kiedy mieli siadać do stołu. Nadal tylko na chwilę. Diva zaczęła swoje własne śpiewy, domagając się jedzenia - Migotek się nią zajął błyskawicznie, ale jak to koty - nic nie smakowało tak samo dobrze, kiedy nie było dane z ręki pana. Musiała jednak obejść się smakiem tego dnia.
- Chciałem cię zapytać... Słyszysz morze? - Usiadł do stołu, przyglądając się z nieskrywaną ciekawością Flynnowi. - Nie chodzi mi o słyszenie... po prostu fal. Nie wiem nawet, jak to wyjaśnić, ale gdybyś słyszał - wiedziałbyś, o co mi chodzi.