13.02.2025, 20:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2025, 20:58 przez Astaroth Yaxley.)
Z dwojga złego nie byłem pewien, czy już wolałbym ujrzeć w oczach Victorii strach w odpowiedzi na moje wampiryczne wyczyny, czy tę chorą fascynację, którą mnie w tej chwili obdarzała. Byłem jej niczym szczur laboratoryjny i to wcale mi się nie podobało, choć właśnie na to się pisałem już przy pierwszym naszym spotkaniu. Miałem robić za zwierzątko do badań nad eliksirami dla wampirów, więc oto byłem. Już nie bogaty chłoptaś trwoniący rodzinną fortunę, tylko obiekt do eksperymentów. A wszystko przez to, że umarłem, że mnie przemienił, że zdziczałem.
Tylko że teraz już nie było głodu. Była nicość w moim ciele, ale to tylko na chwilę, bo zalewał mnie żal i ta przeogromna wściekłość na niesprawiedliwość świata, a już szczególna na Sauriela, że śmiał mnie dotykać dłużej niż to było potrzebne. Był mi kością już od samego początku, tolerowałem go przez wzgląd na Victorię, ale przeginał z agresywnością. Teraz nie było to już potrzebne, a mimo to brnął w to głębiej, więc zamierzałem mu się odpłacić za nadobne. Musiałem też jakoś odreagować wściekłość.
- Nic nie jest w porządku - odezwałem się na pytanie Victorii. Nie zamierzałem zostawiać im złudzeń. O moją czaszkę obijały się myśli. Zbyt dużo czarnych myśli i czerwonych wspomnień. Podsycało to tylko moją wściekłość, bo przecież nie mogłem w tej chwili w obecności Sauriela pozwolić sobie na mazanie się. Męska duma mi nie pozwalała, więc...
Przyciągnąłem go bardziej do siebie by go zaskoczyć, a następnie obrócić nas o sto osiemdziesiąt stopni. Już dawno powinienem dać mu nauczkę za bycie bezwzględnym krwiopijcą, a teraz jeszcze mogłem dorzucić do tego własne krzywdy. Podwójna motywacja.
Rzucam AF na te obmacywanki na kontrę
Kiedy już Sauriel wylądował pode mną, chciałem go zdzielić solidnie po mordzie, ale - ku mojemu niezadowoleniu - nie był pierwszym lepszym leszczem i osłonił się przed moim ciosem.
Bo to rzut AF na prawy sierpowy
- Działa - wyrzuciłem w ramach odpowiedzi na pytanie Victorii, ale nie zawracałem sobie głowy patrzeniem w jej kierunku. Wiedziałem, że Rookwood nie podda się lekko, więc szykowałem się na atak. Był domorosłym skurwielem. Przewidywałem nieprzewidywalne.
Tylko że teraz już nie było głodu. Była nicość w moim ciele, ale to tylko na chwilę, bo zalewał mnie żal i ta przeogromna wściekłość na niesprawiedliwość świata, a już szczególna na Sauriela, że śmiał mnie dotykać dłużej niż to było potrzebne. Był mi kością już od samego początku, tolerowałem go przez wzgląd na Victorię, ale przeginał z agresywnością. Teraz nie było to już potrzebne, a mimo to brnął w to głębiej, więc zamierzałem mu się odpłacić za nadobne. Musiałem też jakoś odreagować wściekłość.
- Nic nie jest w porządku - odezwałem się na pytanie Victorii. Nie zamierzałem zostawiać im złudzeń. O moją czaszkę obijały się myśli. Zbyt dużo czarnych myśli i czerwonych wspomnień. Podsycało to tylko moją wściekłość, bo przecież nie mogłem w tej chwili w obecności Sauriela pozwolić sobie na mazanie się. Męska duma mi nie pozwalała, więc...
Przyciągnąłem go bardziej do siebie by go zaskoczyć, a następnie obrócić nas o sto osiemdziesiąt stopni. Już dawno powinienem dać mu nauczkę za bycie bezwzględnym krwiopijcą, a teraz jeszcze mogłem dorzucić do tego własne krzywdy. Podwójna motywacja.
Rzucam AF na te obmacywanki na kontrę
Rzut PO 1d100 - 48
Sukces!
Sukces!
Kiedy już Sauriel wylądował pode mną, chciałem go zdzielić solidnie po mordzie, ale - ku mojemu niezadowoleniu - nie był pierwszym lepszym leszczem i osłonił się przed moim ciosem.
Bo to rzut AF na prawy sierpowy
Rzut PO 1d100 - 26
Akcja nieudana
Akcja nieudana
- Działa - wyrzuciłem w ramach odpowiedzi na pytanie Victorii, ale nie zawracałem sobie głowy patrzeniem w jej kierunku. Wiedziałem, że Rookwood nie podda się lekko, więc szykowałem się na atak. Był domorosłym skurwielem. Przewidywałem nieprzewidywalne.