13.02.2025, 23:01 ✶
Ścisk w klatce piersiowej powoli rozluźniał się i znikał, pozostawiając tylko pustkę. Próżnia, pozostała po nadziei, zdawała się zasysać do środka wszystko, łącznie z kolorami mieszkania, rzeczywistości, życia Charlesa. Zgarbił się delikatnie, odłożył kubek na stolik. Odeszła mu ochota na cokolwiek, łącznie z napojem.
- Mhm, głową Rodu. - Zgodził się beznamiętnie, nie rozmyślając nad tym wiele. Z rodziny nie pozostało wiele, a pozostał Ród, z którego pochodził, i był dla niego obcy. - Czyli... teraz zostaliśmy sami, tato.
On i Leonard w mieszkaniu, które nawet do nich nie należało, zaś ojciec ze Scarlett, do tego siostra, jak wynikało z jej słów, nie interesowała się za bardzo staruszkiem. Doszło do rozłamu nie tylko na jednej płaszczyźnie, a takie podziały nikomu nie sprzyjały. Charlie czuł się jednak bezsilny. Nie miał możliwości wpłynięcia tak na siostrę, jak i na ojca, bo przecież starał się i nic mu z tego nie wyszło.
Pokręcił lekko głową, tak z dezaprobatą, jak i w próbie odepchnięcia od siebie myśli o Lorien i Anthonym. Nie tylko Richard złamał mu serce tego wieczora. Na wieść o kolejnej sprawie, uniósł znów spojrzenie na starszego Mulcibera, samemu nie wiedząc, czego się spodziewać. Z każdym słowem jednak, sprawa się rozjaśniała, a list posunięty w jego stronę był tylko kropką postawioną nad i.
- ...miałem na myśli bardziej pomoc... w sprawach prywatnych. - Zaczął cicho, nie do końca pojmując, co Richard proponował. Miał bardzo, bardzo brzydkie myśli, które podpowiadały mu niezbyt dobre intencje taty; starał się je odgonić. - Wuj nie chciał mnie w kamienicy i nie chciałby, żebym do niej wracał. - Powiedział ponuro, uciekając znów od spojrzenia ojca. - Leonard może wrócić, jeśli chce, ale ja... ja pozostanę tutaj. W porządku? - Zapytał, jakby Richard mógł zmienić jego decyzję. - A co do Olibanum… tato, ja ledwie dostałem pracę u pani Dolohov. To byłoby nieuczciwe wobec niej i wuja Shafiqa, odchodzić już teraz. Tam wuj też mnie nie chciał.
- Mhm, głową Rodu. - Zgodził się beznamiętnie, nie rozmyślając nad tym wiele. Z rodziny nie pozostało wiele, a pozostał Ród, z którego pochodził, i był dla niego obcy. - Czyli... teraz zostaliśmy sami, tato.
On i Leonard w mieszkaniu, które nawet do nich nie należało, zaś ojciec ze Scarlett, do tego siostra, jak wynikało z jej słów, nie interesowała się za bardzo staruszkiem. Doszło do rozłamu nie tylko na jednej płaszczyźnie, a takie podziały nikomu nie sprzyjały. Charlie czuł się jednak bezsilny. Nie miał możliwości wpłynięcia tak na siostrę, jak i na ojca, bo przecież starał się i nic mu z tego nie wyszło.
Pokręcił lekko głową, tak z dezaprobatą, jak i w próbie odepchnięcia od siebie myśli o Lorien i Anthonym. Nie tylko Richard złamał mu serce tego wieczora. Na wieść o kolejnej sprawie, uniósł znów spojrzenie na starszego Mulcibera, samemu nie wiedząc, czego się spodziewać. Z każdym słowem jednak, sprawa się rozjaśniała, a list posunięty w jego stronę był tylko kropką postawioną nad i.
- ...miałem na myśli bardziej pomoc... w sprawach prywatnych. - Zaczął cicho, nie do końca pojmując, co Richard proponował. Miał bardzo, bardzo brzydkie myśli, które podpowiadały mu niezbyt dobre intencje taty; starał się je odgonić. - Wuj nie chciał mnie w kamienicy i nie chciałby, żebym do niej wracał. - Powiedział ponuro, uciekając znów od spojrzenia ojca. - Leonard może wrócić, jeśli chce, ale ja... ja pozostanę tutaj. W porządku? - Zapytał, jakby Richard mógł zmienić jego decyzję. - A co do Olibanum… tato, ja ledwie dostałem pracę u pani Dolohov. To byłoby nieuczciwe wobec niej i wuja Shafiqa, odchodzić już teraz. Tam wuj też mnie nie chciał.