14.02.2025, 04:01 ✶
Kiwnął płytko głową, kiedy Victoria wyłożyła nieco bardziej działanie Wizengamotu. Przekonanie jednego sędziego nie zmieniało praktycznie nic, no chyba że była to odpowiednio dobrze postawiona osoba, której też zależałoby na sukcesie danej sprawy. Na tyle, by pociągnęła za sznurki nieco dalej i mocniej, zmuszając innych do podjęcia odpowiedniego werdyktu. Innym problemem był fakt, że nie wszyscy byli zobligowani do tego, żeby w ogóle się na rozprawach stawiać - większość szanownych sędziów pokazywała się na te sprawy, które przyciągały ich ciekawość i tak samo jak podczas niektórych rozpraw sala pękała w szwach, tak przy innych świeciła pustkami. To była istna tragikomedia, ale w ich świecie wiele rzeczy funkcjonowało w dziwaczny, przypieczętowany przez tradycje i magię sposób.
Laurent nie mógł, czy zwyczajnie nie chciał? Atreus skrzywił się nieco w odpowiedzi na jego słowa, ale nie powiedział nic. Dla niego to nie było aż takie trudne, by uważać że najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji była pomoc im w otwarciu oficjalnej sprawy - właśnie poprzez zgłoszenie się do biura.
- To było trzy lata temu - zauważył trochę oschle, nie mogąc powstrzymać się przed nim, nawet kiedy widział jak roztrzęsiony był kuzyn. Jak schowane pod stołem dłonie najpewniej drżą z wzbierających nerwów. Ale jak mógł być delikatniejszy, kiedy w biurze tkwili teraz on i Victoria? Osoby, które Laurent chyba uważał za sobie bliskich i vice versa. Osoby, które zrobiłyby tak wiele, by mu pomóc i go chronić.
Bulstrode nie był głupi i zdawał sobie sprawę, że przesadna wiara we własne możliwości zapewnienia Laurentowi bezpieczeństwa mogła być zwyczajnie złudna, ale mogli chociaż spróbować. Szczególnie, że Prewett i tak był już na celowniku. New Forest spłonęło, jego podopieczni pierzchli w popłochu, a oni siedzieli na ganku głowiąc się nad całą sprawą z naiwną życzeniowością, że był to jednorazowy wyskok Dantego, który faktycznie miał być tylko ostrzeżeniem.
A może przypomnieniem.
- Możemy przekopać archiwum i to przeczytać - wzruszył ramionami, chociaż nie był pewien, co w ogóle w tych teczkach by znaleźli. Inna sprawa, ze obawiał się iż w archiwum znajduje się jakaś czasoprzestrzenna dziura, bo ludzie za często tam wchodzili i znikali na o wiele za długo. - Zdajesz sobie sprawę, Laurent, że jeśli faktycznie chcesz działać na własna rękę i ktoś się o tym dowie, sprawy mogą przybrać zupełnie inny tor? Dante ma dojścia w biurze? Znakomicie, jeśli nie postanowi ponownie spalić tego miejsca, to bardzo szybko ktoś inny złapie się za sprawę, że mieszasz w życiu porządnych obywateli albo układasz się z niewłaściwymi ludźmi i to ty skończysz z teczką i sprawą przed Wizengamotem.
Laurent nie mógł, czy zwyczajnie nie chciał? Atreus skrzywił się nieco w odpowiedzi na jego słowa, ale nie powiedział nic. Dla niego to nie było aż takie trudne, by uważać że najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji była pomoc im w otwarciu oficjalnej sprawy - właśnie poprzez zgłoszenie się do biura.
- To było trzy lata temu - zauważył trochę oschle, nie mogąc powstrzymać się przed nim, nawet kiedy widział jak roztrzęsiony był kuzyn. Jak schowane pod stołem dłonie najpewniej drżą z wzbierających nerwów. Ale jak mógł być delikatniejszy, kiedy w biurze tkwili teraz on i Victoria? Osoby, które Laurent chyba uważał za sobie bliskich i vice versa. Osoby, które zrobiłyby tak wiele, by mu pomóc i go chronić.
Bulstrode nie był głupi i zdawał sobie sprawę, że przesadna wiara we własne możliwości zapewnienia Laurentowi bezpieczeństwa mogła być zwyczajnie złudna, ale mogli chociaż spróbować. Szczególnie, że Prewett i tak był już na celowniku. New Forest spłonęło, jego podopieczni pierzchli w popłochu, a oni siedzieli na ganku głowiąc się nad całą sprawą z naiwną życzeniowością, że był to jednorazowy wyskok Dantego, który faktycznie miał być tylko ostrzeżeniem.
A może przypomnieniem.
- Możemy przekopać archiwum i to przeczytać - wzruszył ramionami, chociaż nie był pewien, co w ogóle w tych teczkach by znaleźli. Inna sprawa, ze obawiał się iż w archiwum znajduje się jakaś czasoprzestrzenna dziura, bo ludzie za często tam wchodzili i znikali na o wiele za długo. - Zdajesz sobie sprawę, Laurent, że jeśli faktycznie chcesz działać na własna rękę i ktoś się o tym dowie, sprawy mogą przybrać zupełnie inny tor? Dante ma dojścia w biurze? Znakomicie, jeśli nie postanowi ponownie spalić tego miejsca, to bardzo szybko ktoś inny złapie się za sprawę, że mieszasz w życiu porządnych obywateli albo układasz się z niewłaściwymi ludźmi i to ty skończysz z teczką i sprawą przed Wizengamotem.