14.02.2025, 10:26 ✶
Brenna zawsze żyła w pędzie, nawet nie dlatego, że musiała, a bo taka była jej natura. Może przyszło jej w pewnej chwili do głowy, gdzieś pod koniec lata, że powinna zwolnić – zamiast tego przyspieszyła jednak jeszcze bardziej. Nie tyleż z konieczności, a bo po prostu tak było łatwiej. Gdyby się zatrzymała, może musiałaby zastanowić się, dokąd biegnie i jak wiele potknięć zaliczyła po drodze. Teraz też biegła tutaj prosto z pracy, gdzie spędziła trochę za dużo godzin, i gdzie dziś jeszcze zamierzała wrócić, po tym jak odbierze zamówienie i trochę się prześpi.
Nie poganiała jednak Olivii. Dlaczego by miała? Spodziewała się problemów, ale trochę ślepo uwierzyła w jesienne liście z wizji Morpheusa, nieświadoma, że te mogły być raczej metaforą niż czymkolwiek innym. Nie myślała, że ogień i dym z przepowiedni nadejdą wcześniej niż w drugiej połowie września i nie spodziewała się skali wydarzeń. Musieli mieć jakieś stałe zaopatrzenie, o to jednak dbały Nora i Dora, więc Brenna wcale nie miała powodów, aby zatrzaskiwać Olivię w pracowni i domagać się od niej szaleńczej pracy.
Dlatego kiedy wpadła do Pękatej Fiolki i przywitała wesoło panią Quirke, uśmiech na ułamek sekundy zamarł jej na ustach, kiedy ta wspomniała, że Olivia ostatnio się zapracowuje. Czy naprawdę pokłóciła się z chłopakiem? Tak bardzo wpłynął na nią tamten nocny atak – co nie byłoby zaskakujące, bo Brenna widziała już ludzi, którzy po takiej sytuacji bardzo długo nie mogli odzyskać poczucia bezpieczeństwa? A może była to jednak wina Brenny, i Olivia tkwiła nad kociołkami, chcąc pomóc?
– Spróbuję z nią porozmawiać, proszę pani – obiecała jednak, zaraz odzyskując pogodny wyraz twarzy. – Proszę się za bardzo nie martwić, Olivia to rozsądna dziewczyna. Ze wstydem muszę się przyznać, poprosiłam ją o zrobienie paru eliksirów, może chciała skończyć je jak najszybciej.
Uśmiechnęła się do pani Quirke, zanim odwróciła się i zapukała w drzwi zaplecza – bardziej pro forma, bo odczekała ledwo trzy sekundy przed pchnięciem drzwi, nim wpadła do środka.
– Cześć, Livy, mam coś dla ciebie – oświadczyła od progu, mierząc jednocześnie Olivię wzrokiem. Ton miała wesoły, uśmiech nie znikł z twarzy, ale w jej spojrzeniu czaiła się pewna uwaga, gdy szukała oznak, które mogły świadczyć o nadmiernym zmęczeniu albo zmartwieniu. Była córką Potterówny i doskonale wiedziała, jak takie maskować. A co za tym idzie, wiedziała tego, jak je odszukać. – Czytałaś kiedyś Dumę i uprzedzenie? Kupiłam ją wiosną i przyniosłam ci ładne wydanie, myślę, że ci się spodoba, a u nas w księgarniach tego nie dostaniesz, bo to mugolskie. Jakby z pana Darcy’ego zrobić czystokrwistego, a z głównej bohaterki dziewczynę półkrwi, to można by to przepisać na nasz świat, tak jakieś pięćdziesiąt lat temu – powiedziała, wyciągając z torby paczuszkę z książką.
Nie poganiała jednak Olivii. Dlaczego by miała? Spodziewała się problemów, ale trochę ślepo uwierzyła w jesienne liście z wizji Morpheusa, nieświadoma, że te mogły być raczej metaforą niż czymkolwiek innym. Nie myślała, że ogień i dym z przepowiedni nadejdą wcześniej niż w drugiej połowie września i nie spodziewała się skali wydarzeń. Musieli mieć jakieś stałe zaopatrzenie, o to jednak dbały Nora i Dora, więc Brenna wcale nie miała powodów, aby zatrzaskiwać Olivię w pracowni i domagać się od niej szaleńczej pracy.
Dlatego kiedy wpadła do Pękatej Fiolki i przywitała wesoło panią Quirke, uśmiech na ułamek sekundy zamarł jej na ustach, kiedy ta wspomniała, że Olivia ostatnio się zapracowuje. Czy naprawdę pokłóciła się z chłopakiem? Tak bardzo wpłynął na nią tamten nocny atak – co nie byłoby zaskakujące, bo Brenna widziała już ludzi, którzy po takiej sytuacji bardzo długo nie mogli odzyskać poczucia bezpieczeństwa? A może była to jednak wina Brenny, i Olivia tkwiła nad kociołkami, chcąc pomóc?
– Spróbuję z nią porozmawiać, proszę pani – obiecała jednak, zaraz odzyskując pogodny wyraz twarzy. – Proszę się za bardzo nie martwić, Olivia to rozsądna dziewczyna. Ze wstydem muszę się przyznać, poprosiłam ją o zrobienie paru eliksirów, może chciała skończyć je jak najszybciej.
Uśmiechnęła się do pani Quirke, zanim odwróciła się i zapukała w drzwi zaplecza – bardziej pro forma, bo odczekała ledwo trzy sekundy przed pchnięciem drzwi, nim wpadła do środka.
– Cześć, Livy, mam coś dla ciebie – oświadczyła od progu, mierząc jednocześnie Olivię wzrokiem. Ton miała wesoły, uśmiech nie znikł z twarzy, ale w jej spojrzeniu czaiła się pewna uwaga, gdy szukała oznak, które mogły świadczyć o nadmiernym zmęczeniu albo zmartwieniu. Była córką Potterówny i doskonale wiedziała, jak takie maskować. A co za tym idzie, wiedziała tego, jak je odszukać. – Czytałaś kiedyś Dumę i uprzedzenie? Kupiłam ją wiosną i przyniosłam ci ładne wydanie, myślę, że ci się spodoba, a u nas w księgarniach tego nie dostaniesz, bo to mugolskie. Jakby z pana Darcy’ego zrobić czystokrwistego, a z głównej bohaterki dziewczynę półkrwi, to można by to przepisać na nasz świat, tak jakieś pięćdziesiąt lat temu – powiedziała, wyciągając z torby paczuszkę z książką.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.