14.02.2025, 11:46 ✶
– Moje co? – parsknęła Brenna. Znaczy się, serce miała na miejscu, i była nawet względnie dobrym człowiekiem – względnie, bo umiała być i bezlitosna – ale akurat urok osobisty nie był czymś, czym dysponowała w nadmiarze. Chociaż w zjednywaniu sobie ludzi na pewno pomagały pogoda ducha, kieszenie pełne cukierków i duża ilość pieniędzy w banku.
W jej oczach, jeśli ktokolwiek miał uratować Anglię, to tą osobą był Albus Dumbledore… a przynajmniej wierzyła w to do niedawna. Teraz coraz bardziej skłaniała się ku myśli, że muszą to zrobić sami – ale nie było co oglądać się na pojedyncze osoby. Nie istnieli wybrańcy, wskazani przez przepowiednię. Nie było żadnego Paula Atrydy ani króla, który powróci z magicznym mieczem. Nikogo, kto miałby większą moc od innych i miał pokonać Voldemorta w pojedynku. Musieli po prostu radzić sobie najlepiej jak mogli. I między innymi dlatego nie było mowy, aby przyznała Pandorze czy komukolwiek innemu, co jest nie tak. Brenna z jednej strony była otwarta i szczera, z drugiej niemówienie o pewnych sprawach stanowiło sam rdzeń jej natury. Nigdy nie było nikogo, komu powiedziałaby wszystko: a te osoby, którym mogłaby powiedzieć trochę więcej, albo nie żyły, albo opuściły Anglię.
Ale to nie tak, że była sama i nie było osób, które by jej wysłuchały. Pandora Prewett zrobiłaby to na pewno, bo była po prostu dobrą duszą, tyle że była też jedną z osób, na które Brenna czegoś takiego na pewno nie chciałaby zrzucać. Zwłaszcza, że Brenna miała w pamięci parę zdań rzuconych nie tak dawno temu przez Laurenta, i nie wątpiła, że Pandora Prewett ma własne problemy i sprawy zaprzątające jej głowę.
– Nowe rozwiązania? Ja…? Chociaż… czekaj, czytałam taką książkę… – Brenna aż przystanęła, zamyśliwszy się na moment nad zagadnieniem mugolskiej literatury science fiction i magicznych mechanizmów, które można by nimi zainspirować. Chociaż większość mechanizmów z Diuny, który przyszły jej natychmiast na myśl, była trochę zbyt mordercza, aby mogła poprosić o nie Pandorę.
Może miała kiedyś – ba, całkiem niedługo – osiągnąć ten poziom, na którym nie miałaby wyrzutów sumienia używając takich. Ale nie potrafiłaby zrzucić odpowiedzialności za ich stworzenie na Thomasa czy Pandorę.
– Może, złotko, ale obawiam się, że wtedy i ci, którzy je założyli, i właściciele mieszkania mogliby wpaść w kłopoty, więc nie możemy posuwać się tak daleko – westchnęła, na moment poważniejąc. Tak naprawdę nie była dobrym stróżem prawa i porządku, i nierzadko nie tylko naginała, ale wręcz łamała prawo, wciąż jednak wiedziała, że do niektórych rzeczy po prostu nie można się posunąć.
Słuchała wyjaśnień Pandory w milczeniu, ale z uwagą, bo może za żadne skarby Brenna nie miała zrozumieć, jak to wszystko dokładnie działa i jak jest skonstruowane, wiedza jednak, co można stworzyć w takim mieszkaniu, gdy ma się do dyspozycji wysokiej klasy specjalistę, była przydatna. A potem posłusznie przejęła notes Pandory, by przysiąść z nim na podłodze w pobliżu pracującej Prewettówny, by powoli zacząć przypatrywać się jej zapiskom i rysunkom. Brenna wątpiła wprawdzie, by potrafiła rzucić wiele przydatnych uwag, ale pracowała w Brygadzie na tyle długo, że wiedziała, jakich sztuczek czasem używają przestępcy – mogła więc zawsze zanotować parę wskazówek, które być może Pandora będzie w stanie wykorzystać. Przeglądanie projektów Prewettówny pochłonęło ją na tyle, że zapomniała o ciastkach i głowę podniosła dopiero, gdy odgłosy pracy umilkły.
W jej oczach, jeśli ktokolwiek miał uratować Anglię, to tą osobą był Albus Dumbledore… a przynajmniej wierzyła w to do niedawna. Teraz coraz bardziej skłaniała się ku myśli, że muszą to zrobić sami – ale nie było co oglądać się na pojedyncze osoby. Nie istnieli wybrańcy, wskazani przez przepowiednię. Nie było żadnego Paula Atrydy ani króla, który powróci z magicznym mieczem. Nikogo, kto miałby większą moc od innych i miał pokonać Voldemorta w pojedynku. Musieli po prostu radzić sobie najlepiej jak mogli. I między innymi dlatego nie było mowy, aby przyznała Pandorze czy komukolwiek innemu, co jest nie tak. Brenna z jednej strony była otwarta i szczera, z drugiej niemówienie o pewnych sprawach stanowiło sam rdzeń jej natury. Nigdy nie było nikogo, komu powiedziałaby wszystko: a te osoby, którym mogłaby powiedzieć trochę więcej, albo nie żyły, albo opuściły Anglię.
Ale to nie tak, że była sama i nie było osób, które by jej wysłuchały. Pandora Prewett zrobiłaby to na pewno, bo była po prostu dobrą duszą, tyle że była też jedną z osób, na które Brenna czegoś takiego na pewno nie chciałaby zrzucać. Zwłaszcza, że Brenna miała w pamięci parę zdań rzuconych nie tak dawno temu przez Laurenta, i nie wątpiła, że Pandora Prewett ma własne problemy i sprawy zaprzątające jej głowę.
– Nowe rozwiązania? Ja…? Chociaż… czekaj, czytałam taką książkę… – Brenna aż przystanęła, zamyśliwszy się na moment nad zagadnieniem mugolskiej literatury science fiction i magicznych mechanizmów, które można by nimi zainspirować. Chociaż większość mechanizmów z Diuny, który przyszły jej natychmiast na myśl, była trochę zbyt mordercza, aby mogła poprosić o nie Pandorę.
Może miała kiedyś – ba, całkiem niedługo – osiągnąć ten poziom, na którym nie miałaby wyrzutów sumienia używając takich. Ale nie potrafiłaby zrzucić odpowiedzialności za ich stworzenie na Thomasa czy Pandorę.
– Może, złotko, ale obawiam się, że wtedy i ci, którzy je założyli, i właściciele mieszkania mogliby wpaść w kłopoty, więc nie możemy posuwać się tak daleko – westchnęła, na moment poważniejąc. Tak naprawdę nie była dobrym stróżem prawa i porządku, i nierzadko nie tylko naginała, ale wręcz łamała prawo, wciąż jednak wiedziała, że do niektórych rzeczy po prostu nie można się posunąć.
Słuchała wyjaśnień Pandory w milczeniu, ale z uwagą, bo może za żadne skarby Brenna nie miała zrozumieć, jak to wszystko dokładnie działa i jak jest skonstruowane, wiedza jednak, co można stworzyć w takim mieszkaniu, gdy ma się do dyspozycji wysokiej klasy specjalistę, była przydatna. A potem posłusznie przejęła notes Pandory, by przysiąść z nim na podłodze w pobliżu pracującej Prewettówny, by powoli zacząć przypatrywać się jej zapiskom i rysunkom. Brenna wątpiła wprawdzie, by potrafiła rzucić wiele przydatnych uwag, ale pracowała w Brygadzie na tyle długo, że wiedziała, jakich sztuczek czasem używają przestępcy – mogła więc zawsze zanotować parę wskazówek, które być może Pandora będzie w stanie wykorzystać. Przeglądanie projektów Prewettówny pochłonęło ją na tyle, że zapomniała o ciastkach i głowę podniosła dopiero, gdy odgłosy pracy umilkły.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.