14.02.2025, 12:23 ✶
Matka Olivii obrzuciła Brennę badawczym, lecz wciąż ciepłym spojrzeniem. Pokręciła głową, jakby chciała powiedzieć nie, skarbeńku, to nie twoja wina, lecz nie zdążyła otworzyć ust - drzwi Fiolki otworzyły się, uderzając ramą w uroczy dzwoneczek, umiejscowiony nad nimi by informować kobiety o klientach, gdy te przebywały na zapleczu. Kolejna osoba weszła do sklepu i uwaga pani Quirke musiała zostać przeniesiona gdzie indziej: Brenna była więc wolna, mogła śmiało wejść na zaplecze i przekonać się na własne oczy, czy to była jej wina, że Liv niemalże nurkowała w tych buchających parą kotłach. Bo gdy tylko Longbottom weszła na zaplecze, jej oczom ukazał się widok... Cóż, na pewno nie tak zaskakujący, jak powinien być.
Pracownia Fiolki nigdy nie była uporządkowanym miejscem, zawsze gdzieś walały się papiery lub - co zaskakujące - fiolki, kolby czy części aparatury alchemicznej oraz składników do eliksirów. Tym razem nie było inaczej, z tym że nagromadzenie skrzynek, w których poustawiano puste oraz pełne buteleczki, było większe. Tak samo zostało poprzesuwanych kilka z nich, by zrobić miejsce na dodatkowy stół. A na stole stały dwa kociołki, z których buchały kolorowe kłęby dymu. Oba szmaragdowozielone, mieniące się różnymi odcieniami. Olivia pochylała się nad kociołkiem numer trzy, tego obok numeru cztery. Włosy miała związane, ale kilka kosmyków wysmyknęło się spod niedbałego koka. Strączkowały, co przywodziło na myśl że albo było tu za wilgotno, albo Quirke dawno ich nie myła i nie czesała. Była owszem, trochę blada i miała nieco podkrążone oczy, ale nie wyglądała tak, jakby miała zaraz zejść z tego świata. Na dźwięk otwieranych drzwi z początku nie podniosła głowy.
- Bren, to już tak późno? - wydawała się być szczerze zaskoczona widokiem Brenny w pracowni. Odruchowo przetarła oko kilkukrotnie, jakby to nagle zaczęło ją szczypać od nagłej zmiany pozycji. Faktycznie: w pomieszczeniu było dość wilgotno, nie pomagało nawet otwarte okienko na tyłach. - Nie przyszłaś czasem po eliksiry?
Usta Olivii rozciągnęły się w pogodnym uśmiechu, gdy odkładała cynową łyżeczkę, którą przed chwilę odmierzała składniki. Cokolwiek było w kotłach: nie mogło być zamówieniem Brenny. Jeżeli chodziło o zamówienia, to Olivia była bardzo, bardzo punktualna i sumienna.
- Duma i uprzedzenie... Czytałam kiedyś, ale z dekadę temu? - a może i więcej niż 10 lat temu. Ile mogła mieć wtedy lat? Na pewno była w Hogwarcie, ale nie była pewna na którym roku się wtedy znajdowała. Ruda z ciekawością wyciągnęła dłoń po paczuszkę. - Och, piękne! Moje jest stare i trochę zniszczone, kupiłam je z drugiej ręki i... Cóż, zdziwisz się, jak powiem że mogłam przypadkiem wylać na nie kawę czy dwie?
Roześmiała się nieco z zakłopotaniem, równocześnie kartkując piękne strony książki. Na moment zapomniała o tym, po co Brenna tu przyszła, tak pochłonęło ją nowe wydanie.
- Ładna strona tytułowa. A rozdziały mają fajne ornamenty, moje ich w ogóle nie miały - powiedziała niby do siebie, niby do Brenny, ale tak w zasadzie to rzuciła po prostu w eter. I wyglądało na to, że naprawdę cieszy się z prezentu - niebieskie oczy zalśniły wesoło, a twarz nabrała trochę kolorów. Tylko te włosy, które wyglądały jakby piorun w nie strzelił, przypominały o tym, że Quirke chyba nie brała prysznica od dwóch dni.
Pracownia Fiolki nigdy nie była uporządkowanym miejscem, zawsze gdzieś walały się papiery lub - co zaskakujące - fiolki, kolby czy części aparatury alchemicznej oraz składników do eliksirów. Tym razem nie było inaczej, z tym że nagromadzenie skrzynek, w których poustawiano puste oraz pełne buteleczki, było większe. Tak samo zostało poprzesuwanych kilka z nich, by zrobić miejsce na dodatkowy stół. A na stole stały dwa kociołki, z których buchały kolorowe kłęby dymu. Oba szmaragdowozielone, mieniące się różnymi odcieniami. Olivia pochylała się nad kociołkiem numer trzy, tego obok numeru cztery. Włosy miała związane, ale kilka kosmyków wysmyknęło się spod niedbałego koka. Strączkowały, co przywodziło na myśl że albo było tu za wilgotno, albo Quirke dawno ich nie myła i nie czesała. Była owszem, trochę blada i miała nieco podkrążone oczy, ale nie wyglądała tak, jakby miała zaraz zejść z tego świata. Na dźwięk otwieranych drzwi z początku nie podniosła głowy.
- Bren, to już tak późno? - wydawała się być szczerze zaskoczona widokiem Brenny w pracowni. Odruchowo przetarła oko kilkukrotnie, jakby to nagle zaczęło ją szczypać od nagłej zmiany pozycji. Faktycznie: w pomieszczeniu było dość wilgotno, nie pomagało nawet otwarte okienko na tyłach. - Nie przyszłaś czasem po eliksiry?
Usta Olivii rozciągnęły się w pogodnym uśmiechu, gdy odkładała cynową łyżeczkę, którą przed chwilę odmierzała składniki. Cokolwiek było w kotłach: nie mogło być zamówieniem Brenny. Jeżeli chodziło o zamówienia, to Olivia była bardzo, bardzo punktualna i sumienna.
- Duma i uprzedzenie... Czytałam kiedyś, ale z dekadę temu? - a może i więcej niż 10 lat temu. Ile mogła mieć wtedy lat? Na pewno była w Hogwarcie, ale nie była pewna na którym roku się wtedy znajdowała. Ruda z ciekawością wyciągnęła dłoń po paczuszkę. - Och, piękne! Moje jest stare i trochę zniszczone, kupiłam je z drugiej ręki i... Cóż, zdziwisz się, jak powiem że mogłam przypadkiem wylać na nie kawę czy dwie?
Roześmiała się nieco z zakłopotaniem, równocześnie kartkując piękne strony książki. Na moment zapomniała o tym, po co Brenna tu przyszła, tak pochłonęło ją nowe wydanie.
- Ładna strona tytułowa. A rozdziały mają fajne ornamenty, moje ich w ogóle nie miały - powiedziała niby do siebie, niby do Brenny, ale tak w zasadzie to rzuciła po prostu w eter. I wyglądało na to, że naprawdę cieszy się z prezentu - niebieskie oczy zalśniły wesoło, a twarz nabrała trochę kolorów. Tylko te włosy, które wyglądały jakby piorun w nie strzelił, przypominały o tym, że Quirke chyba nie brała prysznica od dwóch dni.