Każde z nich lubiło mieć ostatnie słowo, dawno jednak aż tak o nie nie walczyli. To się zmieniło, przestali ustępować w jakimkolwiek procencie, ciągle brnęli przed siebie, by udowodnić, że to oni mają rację. To nie było szczególnie zdrowe, zwłaszcza, że przez to w ogóle się nie miarkowali. Już zupełnie, wcale, a wcale. Wręcz przeciwnie wyciągali kolejne argumenty z dupy, aby sobie dopiec.
Może faktycznie tak było, może podchodziła do tego dokładnie w ten sposób, w jaki mówił o tym Roise. Po prostu wolałaby, żeby poszli albo w jedną, albo w drugą stronę, a nie tkwili gdzieś pomiędzy, tym bardziej, że sam sugerował, że to było niczym. Czy więc też nie wybrał już jedynej słusznej przez niego opcji?
- Tego nie powiedziałam. - Najwyraźniej mieli też tendencje do wsadzania w swoje usta słów, które nigdy miały nie paść. Było w nich wiele żalu, wiele niedopowiedzeń, wiele goryczy.
Łatwo przychodziło im domyślanie się tego, co konkretnie miała do powiedzenia druga strona, zbyt łatwo. Gdyby tylko mogli ze sobą normalnie porozmawiać, to jednak najwyraźniej nie leżało w zakresie ich możliwości. Szkoda.
- W tej chwili? Za osła. - Nie mogła się powstrzymać, przed rzuceniem tego komentarza, zresztą to nieraz padało między nimi, więc nie sądziła, żeby szczególnie przejął się tym komentarzem, chociaż właściwie kto wie. Nic już przecież nie było takie samo. Miała dość, naprawdę nie podobało jej się to w którą stronę zmierzała ta rozmowa, nie czuła się z tym komfortowo, bo już przecież zaliczyli podobną i nic z tego nie wynikło poza tym, że ranili się coraz bardziej. Nie chciała robić tego ponownie, nie miała pojęcia dlaczego wciąż do tego doprowadzali, to nie miało żadnego sensu.
- To ich historia, nie nasza. - Mruknęła cicho. Wiedziała, że wszystko zbiegło się w czasie, że śmierć Amandy musiała być wydarzeniem przez które podjął ostateczną decyzję, tyle, że nie uważała, że fatycznie było to konieczne. Jasne, naprawdę starała się zrozumieć jego pobudki, jak widać zupełnie jej to nie wychodziło. Nie docierały do niej jego argumenty. Pamiętała o czym rozmawiali, gdy dolała mu wkładki do herbaty, gdy w końcu mogła go nieco bardziej pociągnąć go za język. Była z nim wtedy szczera, nie robiło to na niej wrażenia, to wszystko, co wydawało mu się być niewłaściwe, chęć zemsty, ta cała reszta, uważała, że Amanda zasługiwała na to, aby zostać pomszczoną. Yaxleyówna miała wątpliwą moralność, może powinna zastanowić się, czy mieli prawdo decydować o karze dla jej zabójców, ale czy na pewno? Kiedy wszystko działało w takim tempie wątpliwe w ogóle było to, że ministerstwo znalazło by sprawców. Na pewno postąpili by w ten sam sposób ponownie, dobrze więc oni wzięli sprawy w swoje ręce. Nie widziała w tym niczego złego. Nie należała do osób, na których robiłoby to wielkie wrażenie, nie była dobrym człowiekiem. Zresztą też mu o tym wspominała.
Nie bała się kolejnych konfrontacji, z czasem dotarło do niej, że trzymanie się od trwającej wojny z daleka nie było możliwe, chcieli czy nie te sprawy również dotyczyły ich. Nie miała z tym problemu, nie, aby zmieniło się jej zdanie co do jakiegoś wielkiego angażowania się, ale nie zamierzała ignorować sytuacji, w której ktoś cierpiał przez tych fanatyków. Nie miała wątpliwości, co wtedy powinna robić. Nie bała się z nimi mierzyć, gdyby zaszła taka potrzeba to pokazałaby im, gdzie jest ich miejsce. Była wyjątkowo pewna swego, zresztą pomimo tego, co zdarzyło się w jej życiu, mimo tych sytuacji, kiedy omal nie znalazła się za kurtyną nadal sądziła, że jest na swój sposób niepowstrzymana. W końcu żyła, za każdym razem, jakoś udawało jej się przetrwać. Może nie było to szczególnie zdrowe myślenie, bo prosiła się o to, żeby w końcu ktoś udowodnił jej, że wcale tak nie jest, nie sądziła jednak, że szybko się to wydarzy. Zresztą w jej przypadku zawsze przecież było ryzyko, mogła zginąć każdego dnia, gdy wybierała się na polowanie, czy to faktycznie, aż tak się różniło?
- Po prostu wciąż nie mogę się pogodzić z tym, że się na to zdecydowałeś. - Nawet jeśli to była przemyślana i świadoma decyzja, ciągle miała żal o to, że nie chciał z nią o tym porozmawiać, tylko sam podjął decyzję i stwierdził, że to będzie dla nich lepsze. Nie powinna znowu do tego wracać, ale najwyraźnie nie dawało jej to spokoju, męczyło ją.
Po raz kolejny zaczęła odpuszczać, bo wiedziała, że ta dyskusja i wzajemne oskarżenia do niczego ich nie zaprowadzą, już to przecież przerabiali, nie jeden raz. Nadal do niczego nie doszli, ciągle pochłaniało ich to samo bagno, z którego najwyraźniej nie było wyjścia. Nie chciała w nim brodzić jeszcze głębiej.
Zamilkli - może to i lepiej, bo dzięki temu nie doprowadzili do kolejnej eskalacji, do rzucania w siebie coraz to bardziej wyszukanymi epitetami. Uspokajała się powoli, błysk który jeszcze przed chwilą pojawił się w jej oczach z powodu irytacji zgasł. Teraz znowu ogarniał ją smutek. Była rozczarowana tym, jaki los na nich czekał. Nie spodziewała się, że tak skończą, cóż może właśnie to było im pisane? Tylko dlaczego coś połączyło ich tą niewidzialną więzią, po co? Żeby cierpieli przez resztę życia.
- Próbuję to zaakceptować, ale nie do końca potrafię. - Nie miała w zwyczaju odpuszczać, nigdy tego nie robiła, więc mógł ciągle to powtarzać, a ona i tak będzie szukała jakiegoś sposobu, aby osiągnąć swój cel. To było nieuniknione.
- Razem zawsze byliśmy silniejsi, jeśli nie poradzimy sobie z tym wspólnie, to niby jak sam dasz radę? - Nie mogła udawać, że jej to nie obchodziło. Przejmowała się jego losem, nie chciała, żeby sam walczył z tym całym gównem. Zupełnie nie podobała jej się ta idea.
- Szkoda, że nie dajesz mi żadnego wyboru. - Wiedział, że inaczej na pewno by nie spasowała, zresztą nadal nie miała zamiaru tego robić, przecież siłą nie będzie jej trzymał od siebie z daleka. Nie miał wpływu na to, co zamierzała zrobić, była bowiem pewna, że nie odpuści, nie tym razem. Zrobi to po swojemu, jeśli Roise nie wyrażał aprobaty. W końcu nigdy nie była szczególnie posłuszna, nie słuchała rad, mimo, że kiwała głową i mówiła, że wszystko rozumie.
Przysunęła się do niego nieco bliżej, gdy poczuła jego dłoń na swoim kolanie. Nie chciała znowu się dystansować, bo przecież też nie było to żadnym rozwiązaniem, tak naprawdę to w tej chwili chyba nie istniało żadne logiczne rozwiązanie ich problemu.