Flynn potrzebował na to dłuższej chwili. No bo czego Laurent miał nie rozumieć w wypiciu czegoś na gardło? Bolało go i nie mógł mówić niczego głośniej, a poza tym... Oh. Oh.
- Zdarłem ci je jak się wczoraj darłem - wyjaśnił cichutko, chyba ledwo przebijając się ponad dźwięki otoczenia. On też poczuł się głupio - po pierwsze, bo na to nie wpadł od razu, a po drugie... no właśnie kurwa - bo nawet nie zauważył tego, że dzisiaj rano obudził się i nie zaczął spazmatycznie kaszleć. Całkowicie skupiony na tym, jakie ciężkie i niemożebnie zastałe było to ciało, nie objął swoim jakże genialnym umysłem tego, jak ciężko było podnosić się do pionu kiedy posiadało się ciało siedzące przy tym samym stole. Tylko to był inny rodzaj ciężaru. Ból i dyskomfort niszczyły dzień i pchały się na myśli dopiero wtedy, kiedy się je odczuwało - jako wspomnienie lubiły rozmywać się i przygasać.
I tak, był bardzo niemądry i dziecinny. Do tego próbował zachować pokerową twarz, chociaż nie był wybitnym kłamcą, a stan, w jaki został wprawiony porannym zbliżeniem, znów uczyniło go zadziorną trzpiotką, a nie standardowym gburem, który obudził się z namiotem i nic się z tym nie stało. To zachowaniu grobowej miny nie sprzyjało. Nie kiedy przebierał co jakiś czas tymi długimi nogami, ocierając udem o udo, demaskując się w tym jak intensywnie to do niego wracało, chociaż minęło już dużo czasu.
- Przepraszam, powiedziałem nos? Miałem na myśli łokieć.
Nawet mu wyszła ta udawana troska. Podobno blondynom ufało się bardziej, a może to ta rola, w którą wszedł? Obserwował go uważnie, kładąc łokcie na stole i opierając brodę na dłoniach. A później parsknął śmiechem, który omal mu tego gardła na powrót nie rozdarł.
- Sorry babe - i dopiero to było szczere, żadne zwykłe przepraszam do niego nie pasowało - chciałem zobaczyć jak ten głupi ryj to robi. Nie dziwię się, że mnie wszyscy zawsze próbują wrobić w takie pierdoły, bo wygląda to komicznie. Jak byłem młodszy, to nigdy w nic nie wierzyłem, a potem w łazience ćwiczyłem to godzinami. Ale czasami nie mieli racji, jestem w stanie wsadzić do gęby całą pięść. - Pokręcił głową, zabierając się za śniadanie. Tym śniadaniem, obok jedzenia, które faktycznie jadł, był oczywiście papieros. Widział to zawstydzenie i o matko, chciał go jeszcze bardziej. - Przypomnij mi o tym jak wrócimy do swoich ciał, to ci pokażę. Ciężko mi wyobrazić sobie lepszy trik na podryw.
- Zdarłem ci je jak się wczoraj darłem - wyjaśnił cichutko, chyba ledwo przebijając się ponad dźwięki otoczenia. On też poczuł się głupio - po pierwsze, bo na to nie wpadł od razu, a po drugie... no właśnie kurwa - bo nawet nie zauważył tego, że dzisiaj rano obudził się i nie zaczął spazmatycznie kaszleć. Całkowicie skupiony na tym, jakie ciężkie i niemożebnie zastałe było to ciało, nie objął swoim jakże genialnym umysłem tego, jak ciężko było podnosić się do pionu kiedy posiadało się ciało siedzące przy tym samym stole. Tylko to był inny rodzaj ciężaru. Ból i dyskomfort niszczyły dzień i pchały się na myśli dopiero wtedy, kiedy się je odczuwało - jako wspomnienie lubiły rozmywać się i przygasać.
I tak, był bardzo niemądry i dziecinny. Do tego próbował zachować pokerową twarz, chociaż nie był wybitnym kłamcą, a stan, w jaki został wprawiony porannym zbliżeniem, znów uczyniło go zadziorną trzpiotką, a nie standardowym gburem, który obudził się z namiotem i nic się z tym nie stało. To zachowaniu grobowej miny nie sprzyjało. Nie kiedy przebierał co jakiś czas tymi długimi nogami, ocierając udem o udo, demaskując się w tym jak intensywnie to do niego wracało, chociaż minęło już dużo czasu.
- Przepraszam, powiedziałem nos? Miałem na myśli łokieć.
Rzut N 1d100 - 83
Sukces!
Sukces!
Nawet mu wyszła ta udawana troska. Podobno blondynom ufało się bardziej, a może to ta rola, w którą wszedł? Obserwował go uważnie, kładąc łokcie na stole i opierając brodę na dłoniach. A później parsknął śmiechem, który omal mu tego gardła na powrót nie rozdarł.
- Sorry babe - i dopiero to było szczere, żadne zwykłe przepraszam do niego nie pasowało - chciałem zobaczyć jak ten głupi ryj to robi. Nie dziwię się, że mnie wszyscy zawsze próbują wrobić w takie pierdoły, bo wygląda to komicznie. Jak byłem młodszy, to nigdy w nic nie wierzyłem, a potem w łazience ćwiczyłem to godzinami. Ale czasami nie mieli racji, jestem w stanie wsadzić do gęby całą pięść. - Pokręcił głową, zabierając się za śniadanie. Tym śniadaniem, obok jedzenia, które faktycznie jadł, był oczywiście papieros. Widział to zawstydzenie i o matko, chciał go jeszcze bardziej. - Przypomnij mi o tym jak wrócimy do swoich ciał, to ci pokażę. Ciężko mi wyobrazić sobie lepszy trik na podryw.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.