30.01.2023, 00:18 ✶
Taka odpowiedź nie przypadła mu do gustu i sprawiła, że sam wydał z siebie zbliżone do warknięcia burknięcie. Lepszego partnera na czas tego polowania nie mógł sobie wymarzyć. Jennifer znał aż za dobrze i wiedział do czego jest zdolna ta kobieta. Siłą rzeczy musiał grać w tę grę według ustanowionych przez nią zasad, choć nie było mu to wybitnie na rękę. Widział, że Borginowi również nie. Ostatecznie nawet nie było jak tego skomentować. Będą musieli to przetrwać.
Jego mina stała się jeszcze bardziej nietęga, a odczuwane przez niego niezadowolenie tylko się pogłębiło. Z każdą chwilą poddawał w wątpliwość to, czy wytrzyma z obecnym tu Borginem na trzeźwo. Nie był to jednak człowiek, z którym chciałby dzielić się choćby odrobiną alkoholu. Pewnie on i tak byłby marnym kompanem do kielicha i prostackiej zabawy, od której nie stronił. Choć w ostatnim czasie było o to o wiele trudniej. Dawni znajomi i przyjaciele się gdzieś ulotnili, nowi pojawiali się rzadko i przeważnie szybko znikali. I czasy stawały się coraz gorsze, odkąd ci wszyscy pojeby zaczęli tłumnie wychodzić na ulicę zamiast siedzieć w swoich norach na Nokturnie czy Podziemnych Ścieżkach.
— To jak nie umiesz polować i zamierzasz używać przy użyciu różdżki to lepiej zostaw to mnie, bo przepłoszysz całą zwierzynę błyskami zaklęć. Nie mówiąc o tym, że kusza to nie zabawka — Zasugerował mu to, żeby po prostu to zostawił mu. Potrafił wytropić zwierzynę i posługiwać się kuszą w celu jej upolowania. Uważał, że z polowania z wykorzystaniem zaklęć nic dobrego nie wyniknie. Nie tylko one były w stanie przepłoszyć zwierzynę łowną. Również poddawał w wątpliwość skuteczność stosowania czarów podczas łowów i zarazem brał pod uwagę możliwość rykoszetowania czaru. I przede wszystkim, nie ufał temu Borginowi i nie wiedział co mu strzeli do głowy.
Nie skomentował tych słów o byciu ostatnim. Podążył za tym czarodziejem, przez cały czas nie spuszczając czujnego spojrzenia z jego pleców. Ten brak zaufania oraz sama osoba Borgina sprawiały, że wolał mieć go na oku. Wolał uniknąć sytuacji, w której ten czarodziej rzuci mu prosto w plecy jakimś paskudnym zaklęciem. Pasek od posiadanej kuszy sam przewiesił przez ramię.
Poruszając się jak najciszej, stawiając z rozwagą każdy krok wypatrywał śladów obecności zwierząt oraz ich tropów. Podczas przemierzania leśnych ostępów w tropieniu zwierzyny Trevor zdołał usłyszeć rozlegające się w okolicy odgłosy. Wzmogły one jego czujność oraz skłoniły go do nakazania Borginowi zatrzymania się. Sięgnął również po swoją kuszę, na którą niezwłocznie nałożył bełt i za pomocą mechanizmu naciągnął cięciwę. Pewnie chwycił łoże uzbrojonej kuszy, mierząc przed siebie i jednocześnie rozglądając się po okolicy. Tym bardziej, że się nie przesłyszał.
Jego mina stała się jeszcze bardziej nietęga, a odczuwane przez niego niezadowolenie tylko się pogłębiło. Z każdą chwilą poddawał w wątpliwość to, czy wytrzyma z obecnym tu Borginem na trzeźwo. Nie był to jednak człowiek, z którym chciałby dzielić się choćby odrobiną alkoholu. Pewnie on i tak byłby marnym kompanem do kielicha i prostackiej zabawy, od której nie stronił. Choć w ostatnim czasie było o to o wiele trudniej. Dawni znajomi i przyjaciele się gdzieś ulotnili, nowi pojawiali się rzadko i przeważnie szybko znikali. I czasy stawały się coraz gorsze, odkąd ci wszyscy pojeby zaczęli tłumnie wychodzić na ulicę zamiast siedzieć w swoich norach na Nokturnie czy Podziemnych Ścieżkach.
— To jak nie umiesz polować i zamierzasz używać przy użyciu różdżki to lepiej zostaw to mnie, bo przepłoszysz całą zwierzynę błyskami zaklęć. Nie mówiąc o tym, że kusza to nie zabawka — Zasugerował mu to, żeby po prostu to zostawił mu. Potrafił wytropić zwierzynę i posługiwać się kuszą w celu jej upolowania. Uważał, że z polowania z wykorzystaniem zaklęć nic dobrego nie wyniknie. Nie tylko one były w stanie przepłoszyć zwierzynę łowną. Również poddawał w wątpliwość skuteczność stosowania czarów podczas łowów i zarazem brał pod uwagę możliwość rykoszetowania czaru. I przede wszystkim, nie ufał temu Borginowi i nie wiedział co mu strzeli do głowy.
Nie skomentował tych słów o byciu ostatnim. Podążył za tym czarodziejem, przez cały czas nie spuszczając czujnego spojrzenia z jego pleców. Ten brak zaufania oraz sama osoba Borgina sprawiały, że wolał mieć go na oku. Wolał uniknąć sytuacji, w której ten czarodziej rzuci mu prosto w plecy jakimś paskudnym zaklęciem. Pasek od posiadanej kuszy sam przewiesił przez ramię.
Poruszając się jak najciszej, stawiając z rozwagą każdy krok wypatrywał śladów obecności zwierząt oraz ich tropów. Podczas przemierzania leśnych ostępów w tropieniu zwierzyny Trevor zdołał usłyszeć rozlegające się w okolicy odgłosy. Wzmogły one jego czujność oraz skłoniły go do nakazania Borginowi zatrzymania się. Sięgnął również po swoją kuszę, na którą niezwłocznie nałożył bełt i za pomocą mechanizmu naciągnął cięciwę. Pewnie chwycił łoże uzbrojonej kuszy, mierząc przed siebie i jednocześnie rozglądając się po okolicy. Tym bardziej, że się nie przesłyszał.