Sama nie do końca wiedziała dlaczego to robili. Skoro jednak zaczęli rozmawiać o tej klątwie, postanowiła zweryfikować informacje u najlepszej klątwołamaczki z możliwych. Skoro już jej przyjaciółka zajmowała się takimi sprawami, to dlaczego nie miałaby tego nie zrobić? Mogli sobie dyskutować, rozważać, czy to faktycznie była klątwa, czy nie była, tkwić w niewiedzy, tylko po co? Skoro mieli możliwość to sprawdzić, to dlaczego więc by faktycznie tego nie zrobić?
Nie była szczególnie wylewna w swoim liście, nie wspomniała Bulstrode dokładnie o co jej chodzi, ale wyjątkowo dla siebie zapowiedziała swoją wizytę, właściwie to ich wizytę, bo nie zapomniała wspomnieć o tym, że nie pojawi się tutaj sama. To było coś nowego, bo raczej po prostu zjawiała się pod drzwiami przyjaciółki, kiedy było z nią naprawdę źle i prosiła o pomoc. Nie, żeby była z tego powodu szczególnie dumna, ale tak już wyglądało jej życie. Nigdy nie znała dnia, ani godziny, w którym mogła potrzebować wsparcia medyka. Florence nigdy jej nie odmawiała, nie oceniała Yaxleyówny, co również było dla niej dość istotne. Mało komu ufała tak jak jej. Dlatego też nie wydawało jej się, aby mogli trafić do bardziej odpowiedniej osoby jeśli chodziło o tę dość delikatną sprawę.
Kiedy zjawili się w Londynie słońce powoli chowało się za horyzontem. Znajdowali się blisko jej mieszkania, bo mieszkały z Flo po sąsiedzku, zastanawiała się, czy nie powinni wstąpić do Astarotha zważając na to, w jakim stanie go wczoraj zastała, ale tym będzie się martwić po tym, jak załatwią tę naglącą sprawę.
Gdy znaleźli się przed kamienicą Bulstrodów dotarło do niej, że to co właśnie robili było nieco absurdalne, z drugiej strony, jeśli Ambroise uznawał ich więź za klątwę... Warto byłoby mu udwodonić, że to wcale nie było to. Może, gdy na ten temat wypowie się prawdziwy specjalista, to nieco otworzą oczy.
- Boisz się Florence? Kto by się spodziewał, taki duży chłopiec... - Na szczęście przyjaciółka się ich spodziewała, bo Yaxleyówna zapowiedziała się z wizytą. Zresztą nie taka Florence Bulstrode straszna, jak ją malują, już ona to wiedziała. Do tej pory nie miała pojęcia, jak właściwie doszło do tego, że połączyła je przyjaźń, zważając na to, iż były od siebie skrajnie różnie. Nie było sensu jednak się nad tym szczególnie zastanawiać, skoro ta relacja działała. Kobiety wiedziały, że mogą darzyć się zaufaniem i liczyć na swoje wsparcie, to było najistoniejsze.
Wyjątkowo nie pojawiła się przed kamienicą umorusana krwią, miała nadzieję, że Flo to doceni, bo zazwyczaj gdy zjawiała się przed jej drzwiami wyglądała dużo gorzej i trzeba było ją składać w jeden kawałek. Tym razem sprawa była nieco inna od tych, które na co dzień sprowadzały ją przed jej drzwi.
Nie miała pojęcia, jak właściwie udało jej się namówić Roisa do tego, aby tutaj przyszli, grunt, że się na to zgodził. Nie miała też ułożonej w głowie formułki, by przedstawić Florence to, co właściwie ich tutaj sprowadza. Gdy znaleźli się przed jej drzwiami, a Roise w nie zapukał dotarło do niej, że ta cała sytuacja mogła zostać odebrana za dość absurdalną. Ubzdurali sobie, że połączyła ich klątwa, jakby wcale nie chcieli uwierzyć w to, że to co ich połączyło było prawdziwe. Cóż, najwyżej zrobi się jeszcze bardziej niezręcznie. Pozostawało liczyć na to, że tym razem się przy tym nie pokłócą, bo ostatnio robili to coraz częściej.
Stała tuż obok Ambroisa, ich ramiona się stykały, a przynajmniej tak się jej wydawało. Była lekko przemoczona, włosy zaczęły jej się puszyć przez wilgoć, która wisiała w powietrzu.
Kiedy skrzatka otworzyła im drzwi Yaxleyówna weszła do środka. - Panna Bulstrode wie, że mamy się pojawić. - Stworzenie ją znało, bo była stałym bywalcem w tym mieszkaniu, na pewno więc nie dziwiła jej obecność Geraldine, szczególnie, że Flo wspomniała o tym, że poinformuje skrzatkę o tym, że mają się pojawić.
Odwróciła się jeszcze za siebie, aby zobaczyć, czy Greengrass nie postanowił zostać na zewnątrz, byli w tym razem, potrzebowała go tutaj obok siebie, aby nie wyjść na kompletną wariatkę, Flo w końcu skończy się cierpliwość do tych jej wszystkich wyskoków... Była tego pewna.