• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[1.09.1972] The King's Affirmation | Edward Prewett & Laurent Prewett

[1.09.1972] The King's Affirmation | Edward Prewett & Laurent Prewett
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
16.02.2025, 01:49  ✶  
Do no come for the people I love
'Cause then I get scary, then I get ugly

Było coś zupełnie szalonego w tym, że przyjechał do tego zamku tylko dlatego, że się bał. AŻ dlatego, że się bał? Musiał, potrzebował? Nie chciał zostawać sam w tamtym domu... z różnych powodów. Samotność teraz miała stać się bardzo dotkliwa, a on - zamienić się w ckliwego. Tego również nie chciał. Nie chciał również pytać, dlaczego i co było takie ważne, że Edward mógł porzucić go, kiedy go potrzebował najbardziej. Nic nowego, prawda? Nie był to pierwszy raz. Nie będzie też ostatnim. Ciągła ślepota i pragnienie bycia kochanym sprawiała, że klapki na oczach trudno było zrzucić. Albo to łuski? Łatwo okłamywać innych. Co z okłamywaniem siebie samego? Tak, łatwo, łatwo... zdecydowanie łatwo. Mieć nadzieję - ha... ileż można jej mieć? Najwyraźniej - całkiem sporo. Choć u niego to już chyba po prostu zachodziło na zwyczajną głupotę.

Już od 31 siedział w Keswick. Nie zapowiedział się - nic więc dziwnego, że spotkał tutaj Aydaye, która przywitała go jakże miło. Z pocałunkiem w policzek, robiąc bardzo dobre wrażenie... tylko sam jeszcze nie był pewien, przed kim. Bo nie wyglądało, żeby mieli innych gości. Nie potrzeba było czekać długo, żeby te miłe powitania i uśmiechy przerodziły się w szpilki. Nigdy nie miał na nie siły. Nie rozumiał, czemu musiało się to tak w ogóle toczyć i czemu ich relacja musiała być pchana w takich niezdrowych kierunkach. Albo - rozumiał. Po prostu nie potrafił tego zaakceptować.

Unikali się, jak się dało. W tym zamku to nie było trudne. Krótkie pogawędki, które znaczyły nic i jednocześnie wszystko. Przyjmował pocztę podsyłaną z New Forest, część dnia nawet nie było go w domu. Wracał do tych zimnych ścian spać. Weekend rzadko kiedy spotykał to miejsce pustym - szczególnie latem. Teraz się to lato kończyło. I nie mylił się - parę osób odwiedziło ich z soboty na niedziele. Powrót do grania dobrej miny do złej gry. Perfekcyjny syn z perfekcyjną matką - w tym obrazku nie było miejsca na nic innego. Wszystko, byle ojciec był zadowolony. Nie był pewien, w którym momencie powinno mu przestać na tym zależeć. Szczególnie, że przecież nie będzie zachwycony wiedząc, z kim aktualnie się zszedł i kto u niego mieszkał na tym drugim krańcu świata. Świata - bo przecież każdy wiedział, że wszystko, co poza wodami Anglii, było ledwo jej podnóżkiem. Z jakiegoś powodu nie wszyscy podzielali tę opinię. Świat się zmieniał. Jego reguły się zmieniały. Nie tylko przez Lorda Voldemorta - nowe pokolenie je zmieniało. Rozluźniało sztywność, zapraszało więcej wolności tam, gdzie zawsze wszystko zamykało się za kratami i oblekało łańcuchami.

Nawet go nie zdziwiło, że Edward nie przyszedł do niego, do pokoju, który był ciągle taki sam - nie ruszony i niezmieniony. Jakby Edward czekał, aż on wróci i zamieszka tutaj z powrotem. Niedoczekanie. Przyszedł za to lokaj i oświadczył, że Jego Lordowska Mość wróciła. Był tak przyzwyczajony do tych tytułów i specyfiki działania tego miejsca, że nawet nie mrugnął okiem. Za to westchnął - trochę ciężko. Podziękował i powiedział, by przekazać, że stawi się u niego za pół godziny. To też wymagało odpowiedniego podejścia - przecież mógł wparować do biura ojca, ale nie wypadało. Szczególnie, że mógł być... ach, jakby naprawdę powinno go teraz obchodzić, że szanowny Edward Prewett był zmęczony po podróży. Niestety - obchodziło. I to też było męczące.

Zapukał w drzwi biura ojca i dopiero po zaproszeniu wszedł grzecznie do środka.

- Dzień dobry, ojcze. - Zaczął oficjalnie, próbując wyczuć nastrój tego spotkania. Już miał nieprzyjemne widmo ich ostatniego spotkania w tym miejscu na krańcu języka.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edward Prewett (1737), Laurent Prewett (2688)




Wiadomości w tym wątku
[1.09.1972] The King's Affirmation | Edward Prewett & Laurent Prewett - przez Laurent Prewett - 16.02.2025, 01:49
RE: [1.09.1972] The King's Affirmation | Edward Prewett & Laurent Prewett - przez Edward Prewett - 16.02.2025, 21:36
RE: [1.09.1972] The King's Affirmation | Edward Prewett & Laurent Prewett - przez Laurent Prewett - 17.02.2025, 18:40
RE: [1.09.1972] The King's Affirmation | Edward Prewett & Laurent Prewett - przez Edward Prewett - 01.03.2025, 15:00
RE: [1.09.1972] The King's Affirmation | Edward Prewett & Laurent Prewett - przez Laurent Prewett - 04.03.2025, 23:01
RE: [1.09.1972] The King's Affirmation | Edward Prewett & Laurent Prewett - przez Edward Prewett - 08.03.2025, 14:36
RE: [1.09.1972] The King's Affirmation | Edward Prewett & Laurent Prewett - przez Laurent Prewett - 10.03.2025, 00:55
RE: [1.09.1972] The King's Affirmation | Edward Prewett & Laurent Prewett - przez Edward Prewett - 15.03.2025, 22:43
RE: [1.09.1972] The King's Affirmation | Edward Prewett & Laurent Prewett - przez Laurent Prewett - 02.04.2025, 12:13

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa