Jak tam Maeve to tłumaczyła, to rzeczywiście miało to jakiś sens. No bo po co nazywać jakiś religijny kubraczek na podstawie tego, czego Ci nie wolno. W końcu księżowi nie wolno było do sutków, a już ma pewno nie oficjalnie.
Słysząc jak to boże rodzeństwo się kłócić, nie przeszkadzał im. W końcu kim był diakon Andrzej, aby przerywać im tak ważna dyskusję? W gruncie rzeczy to prawili słuszne postulaty - "chuj mnie boli to Ministerstwo" czy "na czkawkę to trzeba dużo pić" - takich mądrości nie spisano nawet w księdze ulicy, a wielka szkoda. Przyszłe pokolenia mogłoby się uczyć z tych przekazów od ludzi starszych i mądrzejszych. Okej, może mała przesada, więc zostańmy tylko przy wersji o osobach starszych.
Kiedy zaproponowano mu bitej śmietany, odmówił. Pokręcił przecząco głową. Na nagrodę przyjdzie czas po pracy. Był o tym święcie przekonany, ale Maeve nie musiała sobie bastować. Jeżeli miała taką ochotę, mogła i cały ten słoik opierdolić ze smakiem. Księdzu będzie musiał się wtedy obejść smakiem, ale coś sobie załatwi - jakiegoś ministranta czy coś. Stanley się nie znał, więc ciężko było mu wykrzesać coś więcej.
Jak Stanleyowi idzie wczuwanie się w rolę?
Sukces!
- Jesteśmy ze Wschodu - dopowiedział w kwestii IV Diecezji Przeciwpancernej. Lepiej, aby wszyscy o tym wiedzieli, bo co by sobie jeszcze pomyślał o nich ojciec Bob? Zapewne niewiele, ale warto było stwarzać chociaż odrobinę pozorów.
Słysząc słowa Sauriela, które głosiły "wiele dobrego o Panu słyszałem", prawie się roześmiał. Skąd Ty kurwa mogłeś o nim słyszeć? Pytał sam siebie w zadumie, która była słuszna i zbawienna dla tego jakże świetnego i pewnie świętego miejsca.
Nie należało jednak ojca Joachima ignorować czy odejmować mu umiejętności. Może pojechał na jakieś konklawe ze swoimi nowymi kolegami i nie zabrał Stanleya? Byłoby to iść smutne - wielka popijawa i pełno szlugów, że aż biały dym leci z komina, a Rookwood wybiera się tam sam. No skandal i brak słów.
Diakon Andrzej wiedział jednak, że muszą kontynuować swoją misję. Nie pisnął więc, ani słowem na to, co powiedział ich Ojciec Dyrektor. Pozwolił mu grać pierwsze skrzypce czy inne organy, a on sam podszedł do siostry Panzerfaustyny.
- Pochwalona siostro - przywitał się z nią, szepczącym głosem - Zjadłabyś coś? - zapytał całkowicie poważnie. Zupełnie jakby miał jej powiedzieć, że Robert Mulciber właśnie zmarł - Może Bob trzyma tutaj jakąś dobrą wałówkę? - zasugerował rozwiązanie ich możliwego problemu - A i inspekcja wina nie należałaby do najgorszych pomysłów - pokiwał głową, dalej nie wychodząc ze swojej roli. Próbował brzmieć jak najbardziej poprawnie.
Borgin żałował tylko jednego. Nie mieli ze sobą żadnego dzieciaka, a podobno mieli tutaj taką zajebista miskę do bullyingowania młodszych od siebie. Coś tam, że się kogoś podtapiało i mówiło jakieś słowa. W wielkim skrócie, robiło im się okocenie - zupełnie jak młodszych rocznikom w Hogwarcie.
- Czy siostra reflektuje, aby zając się inspekcją plebani, a ojciec Joachim zajmie się inspekcją Boba? - spojrzał to na Maeve, to w kierunku Sauriela z tutejszym księdzem - W znaczeniu, że rozmową, aby coś z niego wyciągnąć - dodał, aby mieli jasność odnośnie tego, co chcieli uzyskać od ów człowieka.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972