16.02.2025, 17:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2025, 17:07 przez Brenna Longbottom.)
Obrona pana Brunona przed Stanleyem
Pan Brunon marnował się jako cukiernik. Mógłby z pewnością pracować w ich Departamencie i pewnie jak nic dawałby Stanleyowi i Brennie lekcje, a może mógłby robić jakąś wielką karierę jako szpieg o kryptonimie 007, uwodząc słodkie blondynki, zabójcze brunetki i pokonując asów zbrodni. Lub knuć przejęcie władzy nad światem w imię wyrobów cukierniczych (chociaż kto wie, czy tego właśnie nie robił?). Nie dość, że jakimś cudem zdołał częściowo oswobodzić ręce, chociaż zaklęcie powinno uniemożliwić mu wykonywanie gestów, to jeszcze gdy Stanley rzucił się na niego szczupakiem, owszem, został schwytany, pchnięty na drzwi do zaplecza i wpadli tam razem - w półmrok, w którym... świecił jasno bardzo, bardzo wielki tort. Może ten czekoladowy, w imieniu którego prowadził z nimi walkę. Niestety, wydając z siebie wciąż bojowe okrzyki (pośród których wspominał o ciasteczkach, i o tym, że nie powstrzymają jego finalnej przemiany, cokolwiek to oznaczało), zdołał jakoś odepchnąć od siebie rosłego Brygadzistę.
Jak nic, zjadł trochę za dużo cukru.
Brenna wpadła na zaplecze zaraz za mężczyznami, ignorując bark, obolały po rzuceniu o ścianę i chwilowo, pod wpływem adrenaliny, nie myśląc o tych wszystkich siniakach, które nabiło jej zaklęcie pana Brunona. Nie bawiła się już w zaklęcia, a wzorem Stanleya spróbowała dopaść szalonego cukiernika, z zamiarem próby unieruchomienia go i skucia. Kajdanki z Departamentu powinny całkiem skutecznie uniemożliwić mu rzucanie zaklęć, czy znał się na magii bezróżdżkowej, czy nie.
Gdyby miała teraz czas na myślenie o czymkolwiek więcej niż o dokonaniu aresztowania, może przyszłoby jej do głowy, że jeśli chwila, a ją i Stanleya połączy wspólna tajemnica. Bo jeśli zaraz pana Brunona nie dopadną, to jeżeli się przyznają, że we dwójkę nie byli w stanie obezwładnić jednego cukiernika z Pokątnej, staną się przedmiotem żartów w Ministerstwie Magii na kolejny rok.
Aktywność fizyczna, próba dorwania i skucia pana Brunona
I od razu obrona pana Brunona przed Brenną
Na całe szczęście - chociaż pan Brunon bronił się całkiem skutecznie i zdołał łokciem walnąć w nos Brenny - kajdanki na jego nadgarstkach zostały zapięte...
Pan Brunon marnował się jako cukiernik. Mógłby z pewnością pracować w ich Departamencie i pewnie jak nic dawałby Stanleyowi i Brennie lekcje, a może mógłby robić jakąś wielką karierę jako szpieg o kryptonimie 007, uwodząc słodkie blondynki, zabójcze brunetki i pokonując asów zbrodni. Lub knuć przejęcie władzy nad światem w imię wyrobów cukierniczych (chociaż kto wie, czy tego właśnie nie robił?). Nie dość, że jakimś cudem zdołał częściowo oswobodzić ręce, chociaż zaklęcie powinno uniemożliwić mu wykonywanie gestów, to jeszcze gdy Stanley rzucił się na niego szczupakiem, owszem, został schwytany, pchnięty na drzwi do zaplecza i wpadli tam razem - w półmrok, w którym... świecił jasno bardzo, bardzo wielki tort. Może ten czekoladowy, w imieniu którego prowadził z nimi walkę. Niestety, wydając z siebie wciąż bojowe okrzyki (pośród których wspominał o ciasteczkach, i o tym, że nie powstrzymają jego finalnej przemiany, cokolwiek to oznaczało), zdołał jakoś odepchnąć od siebie rosłego Brygadzistę.
Jak nic, zjadł trochę za dużo cukru.
Brenna wpadła na zaplecze zaraz za mężczyznami, ignorując bark, obolały po rzuceniu o ścianę i chwilowo, pod wpływem adrenaliny, nie myśląc o tych wszystkich siniakach, które nabiło jej zaklęcie pana Brunona. Nie bawiła się już w zaklęcia, a wzorem Stanleya spróbowała dopaść szalonego cukiernika, z zamiarem próby unieruchomienia go i skucia. Kajdanki z Departamentu powinny całkiem skutecznie uniemożliwić mu rzucanie zaklęć, czy znał się na magii bezróżdżkowej, czy nie.
Gdyby miała teraz czas na myślenie o czymkolwiek więcej niż o dokonaniu aresztowania, może przyszłoby jej do głowy, że jeśli chwila, a ją i Stanleya połączy wspólna tajemnica. Bo jeśli zaraz pana Brunona nie dopadną, to jeżeli się przyznają, że we dwójkę nie byli w stanie obezwładnić jednego cukiernika z Pokątnej, staną się przedmiotem żartów w Ministerstwie Magii na kolejny rok.
Aktywność fizyczna, próba dorwania i skucia pana Brunona
Rzut PO 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
I od razu obrona pana Brunona przed Brenną
Rzut N 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!
Na całe szczęście - chociaż pan Brunon bronił się całkiem skutecznie i zdołał łokciem walnąć w nos Brenny - kajdanki na jego nadgarstkach zostały zapięte...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.