Kiedy przysłuchiwał się temu, co mówił Richard, nie wierzył. Przez krótką chwilę chciał się upewnić z faktem, że wuj opowiada mu poprawną historię, a nie coś, co nie śniło się normalnym ludziom. Może nie całkowicie normalnym, ale takim, którzy akceptowali normalny wygląd świeczek.
- Ten cały Bagshot był tym indywidualnym klientem? - zapytał, robiąc pierwszą serię notatek - Czy ktoś inny był tym klientem, a Charles mu je po prostu pokazał? - podniósł na chwilę wzrok w kierunku Mulcibera - Bo jeżeli to drugie, to nie brzmi to na zbyt poprawne podejście do klienta, który mógłby sobie nie życzyć, aby ukazywać jego fantazje... innym... - pokręcił przecząco głową - Ale ja też nie znam się na prowadzeniu biznesu ze świeczkami i może jest to akceptowalne zachowanie... - wzruszył ramionami, mocząc pióro w kałamarzu. Stanley domyślał, że nie było to poprawne zachowanie, a już na pewno nie takie, które akceptowałby Robert czy Richard.
Borgin musiał przyznać jedno - Rick był surowym ojcem. Wymagał od swoich dzieci, aby trzymały się z góry ustalonych zasad i coś sobą reprezentowały. To akurat było proste do zrozumienia i zaakceptowania, wszak istniały pewne zasady, których nie należało podważać czy niszczyć. Wszystko jednak było swoim kosztem, a Mulciber zapewne chciał chronić swoje pociechy przed tym, co było złe w jego mniemaniu.
Słysząc słowa - musiałem go ukarać - dało się zauważyć jak Stanley podniósł tylko brew do góry. Nie chciał wchodzić w paradę czy w buty ojca Charlesa, ale zaciekawił się odrobinę tematem. W gruncie rzeczy interesował go fakt kary, jaką można otrzymać za "chujoświeczki".
- Jest to pewien trop, ale karę musi ponieść Isaac - stwierdził - Nie chciałbym karać jego rodziców za to, że ich dziecko zachowuje się w ten sposób. Powiedzmy... że jest pewien próg, który należy przekroczyć, aby kara miała pójść w kolejne pokolenia... - przeniósł swoje spojrzenie w kierunku wuja - No chyba, że czara goryczy się przelała? - zapytał, dając Richardowi możliwość do zdecydowania. Jeżeli uważał, że było to bardziej personalne, niż rodzinne, wystarczyło powiedzieć. Jeżeli uważał, że i rodzice powinni zapłacić za złe wychowanie syna... cóż, mogłoby być trudniej, ale nie takie rzeczy robili.
Zanotował propozycję, która padła przed chwilą, a następnie sięgnął po papierosa.
- Nie ma rzeczy stricte niewykonalnych... - odpalił nikotynowego przyjaciela - Są tylko takie, które są przesunięte wystarczająco w czasie - uśmiechnął się pod nosem do swojego wuja - Najsłodsza zemsta to taka, na którą trzeba było trochę poczekać - zaciągnął się papierosem, aby po chwili wypuścić obłok dymu po pomieszczeniu.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972