- Nie waż mi się teraz spierdalać. - Powiedziała cicho, bo wiedziała do czego zmierza. Jasne, miał długie nogi, ale co z tego, zgodził się na to, pojawił się w tej kamienicy z nią, teraz właściwie nie było już odwrotu. (Nie no, był, ale nie sądziła, że zwieje, tylko by spróbował).
Wysłanie listu było raczej dosyć spontanicznym zachowaniem, jednak skoro już to zrobiła, to musieli się tutaj pojawić, bo przecież ich zapowiedziała, nie było odwrotu, może dla Ambroisa tak, ale nie dla niej. Nie zamierzała zawracać głowy Florence, a później rezygnować ze spotkania. Może też właśnie przez to wysłała ten list niemalże od razu, żeby nie było od tego odwrotu. Skoro im to tak ciążyło, to zamierzała to sprawdzić u prawdziwej specjalistki, tyle. Będą to mieli za sobą, ktoś o odpowiednich umiejętnościach na nich spojrzy i pewnie będzie w stanie stwierdzić, czy faktycznie coś było z nimi nie tak. Dobrze byłoby to wreszcie ustalić, skoro ciągle się nad tym zastanawiali. Może będą dzięki temu spokojniejsi, czy coś.
Nie była specjalnie zawiedziona tym, że skrzat nie postanowił się z nią jakoś oficjalnie przywitać, miała świadomość, że kilka razy przysporzyła mu sporo pracy przez to, w jakim stanie zjawiała się w tym mieszkaniu. To cud, że w ogóle wpuszczał ją jeszcze do środka i nie zamykał jej drzwi przed nosem.
Dotarli w końcu na piętro, gdzie czekała na nich przyjaciółka. Yaxleyówna uśmiechnęła się do niej ciepło. - Hej Flo. - Nie miała pojęcia, czy Bulstrode przewidziała to, z kim się tutaj pojawi, nie do końca wiedziała, jak działały te jej wyjątkowe zdolności jasnowidzenia, pewnie jakby się postarała potrafiłby to stwierdzić.
Kiedy zjawili się przed Florence dotarło do niej, że to co robili mogło zostać uznane za głupie, na pewno choc trochę, ale jeśli dzięki temu mieli być spokojniejsi... Cóż, była gotowa, aby przyjaciółka uznała ją za niespełną umysłu. Nie byłby to przecież pierwszy raz.
Skierowała się od razu w stronę kanapy, skoro Bulstrode wspomniała, że mają tam usiąść. Usiadła nieco sztywno tuż obok Roisa. - Nie, nie trzeba. - Bez sensu było się tu rozgaszczać, cóż, Flo najwyraźniej też zamierzała dość szybko przejść do rzeczy, bo niemalże od razu zadała to jakże istotne pytanie.
Spojrzała na Ambroisa, zawiesiła na nim wzrok na krótką chwilę, bo milczał, także podejrzewała, że to ona powinna nakreślić ich problem.
Nie do końca wiedziała od czego zacząć, cóż, najlepiej pewnie byłoby od początku. Westchnęła więc cicho i zaczęła mówić. - Wydaje nam się, że możemy być przeklęci, wiesz? - Nie, żeby to nie było oczywiste, bo przecież wspomniała o tym, że będą potrzebować pomocy klątwołamacza. - Łączy nas bardzo dziwna więź. - Tak, okropnie dziwna, była to miłość, a może coś więcej, czego nie potrafiła do końca nazwać. - Nie do końca potrafimy być sobie obojętni, podejrzewamy, że zaczęło się to kilka lat temu, gdy znaleźliśmy się w pewnym nawiedzonym dworze, od tego momentu bowiem nie potrafię się trzymać od niego z daleka, wiesz, jakoś tak, gdy Roisa nie ma obok, to czuje się, jakbym traciła kawałek swojej duszy, gdy znajdujemy się obok siebie to znika to uczucie. To działa w dwie strony. - Wolała to dodać, żeby nie było. Wbiła spojrzenie w swoje buty, bo zaczynała się nieco plątać w zeznaniach.
- Czy spotkałaś się kiedyś z taką klątwą? - Jako, że Flo miała spore doświadczenie, to cóż, spodziewała się, że uda jej się stwierdzić, co im dolega.