Pogrzeb idealnie wpasowywał się w to, w jakim nastroju była dzisiaj Geraldine, to że był on spowodowany zupełnie inną sytuacją, to jedynie szczegół. Była rozczarowana zachowaniem swojego brata. Okropnie się na nim wczoraj zawiodła, najwyraźniej jedyną osobą, która się dla niego liczyła, był ojciec, w końcu tutaj się pojawił. Nie miała wątpliwości, że nie zrobił tego dlatego, że sam się chciał tu znaleźć, zawsze ślepo wykonywał polecenia ojca. Nadal nie potrafiła zrozumieć, jak to jest możliwe, że byli tak bardzo różni.
Ceremonia zbliżała się ku końcowi. Yaxley była średnio zainteresowana jej przebiegiem - musiała odbębnić swoje, a później wrócić do domu. - Kac, nie wiem, czy pamiętasz, ale miałam wczoraj urodziny...- Posłała bratu fałszywy uśmiech. - Czekaj, Ty też miałeś, powinieneś więc pamiętać o moich. - Nie mogła mu wybaczyć tego, że ją wystawił. Czekała tam na niego, jak głupek, ale to był ostatni raz. Coś w niej wczoraj pękło. Kiedy sięgnął po piersiówkę, nie zareagowała, skoro odczuwał potrzebę napicia się, nie zamierzała mu tego odmówić.
Wbiła w niego swoje spojrzenie, że też miał czelność jeszcze się o to pytać. - Mój kiepski humor spowodowany jest tym, że jesteś bucem. - Rzekła zdecydowanie głośniej niż powinna. Geraldine nie do końca zawsze potrafiła się zachować, a ten tutaj skutecznie ją rozjuszył. Przyciszyła się jednak, kiedy poczuła spojrzenia skierowane w ich kierunku. Nie przyszła tu przecież po to, żeby awanturować się z bratem.
Ceremonia dobiegła końca. Gerry ruszyła więc szybko przed siebie, aby uniknąć tłumu. Odpaliła papierosa i zaciągnęła się dymem. Nie zamierzała dyskutować z bratem, powodował, że otwierał jej się nóż w kieszeni, a nie chciała, żeby tyle osób było świadkiem ich kłótni. Musiała się uspokoić, upiła więc kolejny łyk ze swojej piersiówki. Ruszyła przed siebie, żeby trafić do miejsca, w którym miała odbyć się stypa. Pojawił się jednak pewien problem - nie sądziła, że mapa będzie jej potrzebna, dlatego też nie wzięła jej na samym początku. Najwyraźniej był to błąd, bo zgubiła się po drodze. Nie ma to jak słynny łowca potworów w swoim naturalnym środowisku. - Kurwa jego mać. - Burknęła jeszcze do siebie.