Trudno było im wybrać jedną wersję tego, w jaki sposób mieli się w stosunku do siebie zachowywać. Raz na siebie wrzeszczeli, wyrzygiwali sobie wszystkie swoje żale, później lgnęli do siebie, jakby wcale nic złego się między nimi nie wydarzyło, a teraz pojawiło się coś zupełnie innego, wybrali się na randkę, oficjalną randkę, nazwaną tak przez nich - znowu, jakby wszystko miało wrócić do normy, jakby wcale tego nie utracili, jakby nadal mogli to robić. To było zupełnie świeże, bo przecież odkąd znowu zaczęli się ze sobą spotykać (czy to w ogóle było spotykaniem? nie miała pojęcia), ale jednak trwali przy sobie od momentu opuszczenia przez nich jaskini potwora. Nic nie zakładali, niczego nie nazywali, po prostu się obok siebie budzili i zasypiali i spędzali ze sobą całe dnie. Było to dziwne, ale nie zamierzała tego komentować, nikomu tym nie przeszkadzali, nikomu nie robili krzywdy - no może poza sobą nawzajem, bo tylko sobie tym mieszali w głowach.
Z drugiej strony, czy faktycznie mieszali? Zachowywali się dość dziwne, to prawda, ale ciągle próbowali jakoś odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości, nie do końca wierzyła, że łatwo przyjdzie im teraz z siebie zrezygnować, co było całkiem budujące, ale też musieli jakoś odnaleźć się w tym czymś.
Ich randki nigdy nie były szczególnie typowe, dosyć mocno różniły się od tych, które były mile widziane w ich kręgach. Nigdy jednak nie kryli się z tym, co ich łączyło, niemalże od razu po tym, jak swietrdzili, że nie chcą być tylko przyjaciółmi ze sobą zamieszkali. Wiele decyzji podejmowali na opak i inaczej niż było to ogólnoprzyjęte, ale to też było ich. W zasadzie nikt nie miał im prawa narzucać co wypadało, a co nie, bo i tak zrobiliby dokładnie tak jak chcieli.
- Niezwykłe róże, brzmi dobrze, może się dzisiaj czegoś nauczę. - Nie, żeby była szczególną fanką akurat tematu roślin, chociaż jeśli były to faktycznie jakieś anomalie to może mogłoby i nawet ją zaciekawić. Lubiła dziwactwa, więc to wcale nie było takie głupie, aby się tutaj pojawić. Świat ostatnio wariował i najwyraźniej z roślinami działo się to samo.
Gdyby ktoś spojrzał na nich teraz z boku zapewne stwerdziłby, że są całkiem uroczy. Wyglądali, jakby faktycznie to była pierwsza randka, byli w tej bliskości całkiem niewinni, splecione ręce, delikatny pocałunek, a później kolejna forma dotyku, bo oczywiście, że wsunęła rękę pod jego ramię, gdy jej to zaproponował. Już nie było odwrotu, zresztą nigdy nie byłaby w stanie go odrzucić, za bardzo ją do niego ciągnęło, właściwie od bardzo dawna. Znowu wydawało jej się to właściwe, ich obecność tutaj, dokładnie w takiej formie. Była spokojna, nie przejmowała się niczym, w ogóle nie myślała o tych wszystkich innych palących problemach, którymi powinna się zajmować.
- Myślę, że jak ludzie zaczną plotkować, to miejsce stanie się bardzo oblegane. - Każdy kiedyś miał złamane serce, a czarne róże wydawały się czymś, co pasowałoby do takiego nastroju. Gdyby nie Roise zapewne nie wiedziałaby o tym, że można je tutaj spotkać, bo to najwyraźniej było coś nienaturalnego, gdy wieści rozejdą się po Londynie zapewne wiele osób zacznie tutaj przychodzić, wiadomo, jak działała poczta pantoflowa.
- Ciekawe dlaczego są czarne, jak mniemam to nie jest szczególnie częste? - Zmierzali przed siebie, w poszukiwaniu tych róż, jeszcze chwila, a pewnie będą mieli przyjemność je obejrzeć. Nie, żeby był to temat, który specjalnie ją interesował, ale chciała pozwolić Ambroisowi popisać się swoją wiedzą, a wiedziała, że na pewno będzie mógł jej na ten temat sporo powiedzieć.