Nie spodziewała się, że będą mieli okazję spędzić jeden z tych dni w taki sposób. To było zaskakujące, ale w ten całkiem pozytywny sposób. Mieli złapać oddech, nie przejmować się tym wszystkim co działo się wokół nich, co działo się z nimi. Mieli być jak wszyscy inni, zwyczajni ludzie, którzy powoli zaczynali się poznawać. Temu chyba służyły randki? Pojawili się razem w ogrodach, później mieli zjeść razem obiad, no i skończyć w jego mieszkaniu, co pewnie nie było takim typowym zachowaniem na pierwszej randce, ale to był tylko i wyłącznie drobny szczegół, taki sam jak ten, że rano wyszli razem z jego łóżka, co też nie wyglądało najlepiej. Mogli jednak w ciągu dnia poudawać, że jest inaczej, że dopiero się poznają, że to wszystko miało być dopiero przed nimi. To powodowało, że ten dzień był nieco wyjątkowy, naprawdę nie wiedziała, kiedy ostatnio zrobili coś takiego.
- To fajnie. - Całkiem fajnie, było zobaczyć coś nietypowego, czyż nie? Nawet jeśli temat roślin był jej raczej obojętny, to pewnie zapamięta te czarne róże na dłużej, zwłaszcza, że ponoć to się raczej nie zdarzało. Będzie mogła się pochwalić tym, że je widziała, gdyby w ogóle ktoś o to pytał... Mniejsza o to, najważniejsze, że Ambroise postanowił ją tutaj zabrać ze sobą, tak to pewnie nawet nie miałaby świadomości, że w rozarium Lestrange'ów występują jakieś anomalie.
Odkąd złapali się za ręce, kiedy uciekali z jaskini właściwie zaczęli spędzać ze sobą każdą wolną chwilę, to było dziwne, nietypowe, zwłaszcza po tym, jakie mieli do siebie podejście jeszcze w czasie wakacji. Sporo sobie wyjaśnili, Yaxleyówna zrozumiała nieco spraw, powoli otwierały jej się oczy, docierało do niej, że to co między nimi zaszło nie było tylko jej tragedią. Myślała inaczej, bo tak było prościej, oskarżyć go o to, że to on był odpowiedzialny za jej złamane serce. Nie, żeby poznanie przez nią nowych faktów zmieniło to, że wtedy naprawdę czuła się fatalnie, teraz jednak zdawała sobie sprawę, że go też to dotyczyło, może nawet bardziej, bo on podjął decyzję, zresztą to co wyszło na jaw u Corneliusa o tym świadczyło. Nie chciała jednak póki co poruszać tego tematu, nie do końca umiała to zrobić, zamiast tego skupiała się na tym kolejnym wyjątkowym dniu, który mieli spędzić razem. Tak właściwie to nigdzie jej się nie spieszyło, nie pytała Ambroisa, kiedy będzie musiał wrócić do pracy, wiedziała jednak, że na pewno już nniedługo nie będą mogli spędzać ze sobą każdej chwili, na pewno nie tak intensywnie jak teraz, bo Roise miał normalną pracę do której musiał wrócić. Mimo wszystko naprawdę była mu wdzięczna, że poświęcił jej tyle wolnego czasu. Mógł się przecież gdzieś zaszyć i udawać, że nie obchodzi go jej los, to też byłoby całkiem wygodne, a jednak trafił z nią do Whitby, chyba jedno i drugie czuło, że to jest jedyna słuszna możliwość. Zaszyli się tam, jak kiedyś, z dala od całego świata. Wracali do starych, wspólnych przyzwyczajeń.
- Możesz mieć rację, nie zdziwiłoby mnie to wcale. - Tak, zdawała sobie sprawę, że ludzie potrafili być naprawdę okropni, zamiast podziwiać rośliny pewnie zaczęliby je niszczyć, to nie było zaskakujące. Pojawiłyby się tutaj tłumy, które chciałyby obejrzeć na anomalie na własne oczy, co mogło spowodować, że zupełnie przypadkiem zaczęliby niszczyć te czarne róże. Nie zakładała nawet, że byłoby to świadome, ale wiadomo, jak wygląda sytuacja, gdy przez jedno miejsce przetaczają się tłumy ciekawskich osób.
- Jak myślisz, dlaczego się tu znalazły, to jakiś nowy gatunek? Pojawił się nagle, niczym królik z kapelusza? - Cóż, nawet ją to zaciekawiło. Dlaczego nagle w Maida Vale pojawiły się nowe gatunki róż? Czarny kolor raczej nie kojarzył się z niczym dobrym, nawet ona zdawała sobie z tego sprawę, czy powinni spodziewać się jakiegoś zagrożenia, czy natura chciała ich o czymś poinformować? Kto właściwie mógł to wiedzieć...
- Hmm, wszystkie czarne róże, które były dostępne do tej pory tak naprawdę nie były czarne, dopiero te tutaj są prawdziwe, to dziwne. - Oczywiście nie zamierzała udawać, że nie uważa tego za dziwne, wręcz przeciwnie, musiała się tym z nim podzielić.
Szła przy boku Ambroisa, wtulając się w jego ramię, już za chwilę powinni zobaczyć ten fenomen na własne oczy, naprawdę była tego ciekawa, szczególnie po tym krótkim wykładzie, którym ją uraczył. Miała niesamowite szczęście, że był takim specjalistą w tej dziedzinie, cóż, jej chłopak był wyjątkowo mądry, była prawdziwą szczęściarą. Aktualnie wcale nie rozmyślała nad tym, że wcale nie był jej chłopakiem, bo przecież nie ustalili oficjalnie, że do siebie wrócili. Cóż, nie było jej to jednak do niczego potrzebne, fakty mówiły same za siebie. Szli ramię w ramię, nie spiesząc się nigdzie, spędzali czas razem, najwyraźniej dokładnie tego chcieli. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebowała, żadnych deklaracji. Cieszyła się tą krótką, wspólną chwilą, właściwie to nie mogła się również doczekać tego, co miała im przynieść reszta dnia, bo to nie było do końca typowe dla nich zachowanie. Nadal potrafili się zaskakiwać, co również wzbudzało w niej ciepłe uczucie, mimo, że spędzili ze sobą przecież siedem lat, na różnych stopach znajomości, to ciągle byli w stanie robić coś nowego.