Norka sama umiała się nieźle nakręcić, a słowa Erika... spowodowały, że zaczęła panikować jeszcze bardziej. Nie zamierzała mu jednak tego pokazywać, choć ogromnie ją to zmartwiło. Teraz to już pewnie w ogóle nie zaśnie. Nie należała do specjalistów z dziedziny wróżbiarstwa, trochę się bała też pójść do jakiegoś, bo jeszcze dowiedziałaby się czegoś, czego nie chciała usłyszeć, póki co jednak było to jedynie gdybanie.
- Pewnie tak będzie, jednak sama jej treść powoduje, że ogromnie się tego wszystkiego boję. - Miała zresztą ku temu powody, bo przepowiednia nie brzmiała kolorowo, jedyne, co jej pozostawało to wziąć na siebie konsekwencje spowodowane tak długim ukrywaniem prawdy, jakoś to przeżyje - jak zawsze. Pewnie trochę pocierpi, a później się ułoży. Miała już doświadczenie w podobnych sytuacjach.
- Właśnie przez to zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać, wiesz Erik? - W końcu kiedy podjęła decyzję o nie dzieleniu się prawdą wszystko było normalne. Ludzie nie byli zabijani na ulicach przez to, że śmieli zadawać się z mugolakami. Do tego ona sama w przeciwieństwie do Erika nie miała czystej krwi, kto wie, kiedy zacznie im przeszkadzać, że otworzyła swój biznes, który całkiem nieźle prosperuje? Nie miała zielonego pojęcia, czym kierowali się poplecznicy Voldemorta, ale wiedziała, że może znaleźć się na ich liście za to, że urodziła się w tej, a nie innej rodzinie. Musiała znaleźć dla Mabel jakąś alternatywę, gdyby jej zabrakło, musiała mieć pewność, że będzie wtedy bezpieczna. - Pewnie nie będzie prosto, ale chyba czas najwyższy, aby się tym zająć, wiesz tu chodzi o Mabel, a dla niej zrobię wszystko, wezmę na siebie całe konsekwencje, jeśli w przyszłości może jej to pomóc. - Brała pod uwagę różne opcje, bo nie wiedziała, co przyniesie przyszłość. Musiała być gotowa na każdą ewentualność.
Cóż, nie ma się, co dziwić, że różne myśli przychodziły Erikowi na myśl, gdy myślał o ojcu Mabel. W końcu Figg nigdy nie pokazywała się z żadnym mężczyzną, trudno było więc stwierdzić, jaki jest jej gust i czy w ogóle istnieje. - To akurat prawda, moje słodycze nawrócą na dobrą drogę najgorszych niegodziwców. - Zażartowała. Bywała naiwna, ufała wszystkim, można było nią manipulować, nic więc dziwnego gdyby wpadła w objęcia kogoś o nie do końca dobrych zamiarach. Na całe szczęście to nie była ta historia.
- Prawdziwe wyjaśnienie jest takie, że nie chciałam nikomu krzyżować planów. - Norka nigdy nie życzyła nikomu źle, skoro Alastor postanowił wtedy ruszyć dalej ze swoim życiem, nie chciała go ograniczać, takie było jej wytłumaczenie. Ona była w stanie zmienić swoje marzenia i jakoś to wszystko dostosować do dziecka, mogła przecierpieć, nie chciała jednak być problemem dla innych osób. W taki sposób myślała od zawsze, zaciskała zęby i brała całą odpowiedzialność na siebie. Na początku wcale nie było to łatwe, miała przecież ledwie dziewiętnaście lat, sama była dzieckiem.
-[b] Dziękuję Erik, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.- Wiedziała, że może mu ufać, że jeśli o coś go prosiła, to na pewno zostanie to między nimi. W przeciwieństwie do kota, z którym czekała ją poważna rozmowa o zaufaniu. Na pewno będzie musiała mu wyjaśnić, że nie powinien dzielić się z nikim tym, co mu powiedziała. Z drugiej strony, dzięki temu wyszło z tego coś dobrego, bo Erik dowiedział się o wszystkim, miała się komu wygadać... Nie zamierzała jednak dać odczuć Salemowi, że dobrze zrobił.
Figg pogodziła się już z tym, że swoje życie spędzi w towarzystwie gadającego kota i córki. Czasem czuła, że czegoś jej brakowało, jednak nie zamierzała szukać tego na siłę. Musiała się pogodzić z tym, że jest jak jest i tak zostanie. Trochę się bała tego, że przedstawienie Mabel ojca może nieco namieszać w ich życiu, poddała się temu. Nie miała już na to wpływu, skoro zadecydowała, że to wszystko przestanie być tajemnicą. - Herbatka i pączek są lekiem na duszę. - Powiedziała jeszcze do Erika, kiedy się od niej odsunął. Był to wyśmienity pomysł. Skończyli więc tę poważną rozmowę i poszli trochę pogawędzić o pierdołach życia codziennego.