Bletchley spoglądała na dziewczynkę dłuższą chwilę. Kalkulowała coś w głowie. Przenosiła wzrok z tej małej na parapet, robiła tak kilka razy, no i niestety jej mózg średnio podsuwał jej rozwiązanie tej sytuacji. Nie było szans, żeby się tam wdrapała, nie należała do szczególnie wysokich osób, znając ją pewnie by się potknęła i spadła, a kot uciekłby gdzieś w pizdu. To nie było rozwiązanie. Mogłaby skorzystać z pomocy różdżki, jasne, to było zdecydowanie lepszym rozwiązaniem, ale nie chciała się zbłaznić przed dzieciakiem. Westchnęła ciężko, w końcu wyprostowała się i dotknęła dłonią swojego czoła. Myślała, bardzo intensywnie myślała nad tym, jakie rozwiązanie było najlepsze. Parapet właściwie nie znajdował się wcale tak wysoko, tak, chyba w ten sposób powinna to rozwiązać.
Przez to, że była skupiona na tym kocie i dziewczynce nie usłyszała, że ktoś się zbliża, co wcale nie było takie oczywiste zważając na to, że ten jegomość był dość spory, w normalnych warunkach powinna była zauważyć jego obecność. Usłyszeć, że skradał się w stronę zułka, dostrzec, że zatrzymał się gdzieś niedalko i się w nią wpatrywał, no w nią i w to dziecko. Tym razem jednak tak się nie stało.
Podskoczyła więc, kiedy usłyszała chrząknięcie. Nie spodziewała się, że nie są tutaj same. Serce zabiło jej szybciej, zupełnie niepotrzebnie, a może potrzebnie? Kto wie jakie męty mogłyby się tutaj pojawić, Nokturn był w końcu niedaleko. Zacisnęła mocniej dłoń na różdżce, chyba zupełnie niepotrzebnie, ale strzeżonego Merlin strzeże, czy coś.
Dopiero po chwili spojrzała na typa, wpatrywała się w niego przez chwilę.
- To nie jest moja córka. - Była oburzona, że ktoś mógł sobie pomyśleć, że ma takie duże dziecko, nie była przecież taka stara, chociaż może? Może tak, może faktycznie mogłaby mieć dziecko w takim wieku, przeniosła wzrok na dziewczynkę, znowu się na moment zawiesiła, zaczęła kalkulować w głowie ile mogłaby mieć ona lat (nie było to łatwe, bo wcale nie znała się na dzieciach), a po drugie ile ewenutalnie lat temu musiałaby wypluć ją z siebie, żeby była taka duża. Podczas nauki w Akademii w Mungu nie miałaby czasu na takie głupoty.
Przerwała po chwili, bo zauważyła, że znowu zaczęła odpływać, okropnie lekko jej to przychodziło.
- Ona ma problem. - Tak, wolała podkreślić to, że to ta mała miała problem, a nie ona. Zupełnie nie zwrociła uwagi na to, że facet trochę seplenił, chyba za bardzo skupiała się na swoich własnych myślach.
- Kot, tam, wlazł. - Cedziła słowa, chciała jak najwyraźniej opisać o co jej chodziło, przeniosła też wzrok w stronę parapetu, aby pokazać mu co miała na myśli mówiąc tam.
- Czy mógłby pan? - Był większy, na pewno bardziej znał się na skakaniu po parapetach od niej, wyglądał na takiego, który zajmował się takimi rzeczami w swoim wolnym czasie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control