• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine

[06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
17.02.2025, 21:32  ✶  

Dobrze było dać sobie chociaż jeden taki dzień. Całkowicie beztroski, bez żadnych oczekiwań, bez pytań, odpowiedzi których nie mogli otrzymać. Zwyczajny dzień, jakby nie dotyczyły ich te wszystkie nawarstwiające się problemy. To była naprawdę miła odmiana, zupełnie niespodziewana, ale im potrzebna. Zasługiwali na to, by dostać cały dzień dla siebie, nie, żeby nie spędzili ze sobą ostatnich kilku dni, ale tym razem było inaczej. Nie poruszali niewygodnych tematów, zachowywali się, jakby wcale nie istniali, nie poruszali tych niewygodnych kwestii, po prostu udawali, że nie istnieją. Nie było to szczególnie dojrzałe zachowanie, ale przecież nie miał im nawet kto tego zarzucić, bo to oni byli panami swojego losu. Skoro jedno i drugie zgodziło się na to, aby spędzić ten dzień w taki sposób, to nie miał im kto tego zabronić. To mogło przynieść kolejny mętlik w głowie, ale czy właściwie dałoby się jeszcze bardziej poplątać to wszystko, co ich łączyło? Nie wydawało jej się, cała sytuacja i tak była mocno skomplikowana, więc ten jeden, zwyczajny dzień niczego nie zmieniał.

Za to wprawił Yaxleyównę w wyjątkowo dobry nastrój, czego nie ukrywała, nie dało się nie zauważyć, że faktycznie promieniała. Jakże mogło być inaczej skoro znajdowała się u boku swojego najdroższego, nie rzucali w siebie oskarżeniami, nie kłócili się, tylko traktowali ten dzień jak swoistą sielankę. Bardzo łatwo odnalazła się w tej sytuacji, czuła, że im się ona należy, że to co robili było właściwe. Mieli już to kiedyś, przeżywali podobny czas w swoim życiu, dosyć długo trwał, moment, w którym wydawało jej się, że nic lepszego nie mogło się jej przytrafić. Problemy wydawały się nie istnieć, liczyli się tylko oni sami i to, że się odnaleźli, że byli gotowi spróbować tworzyć swój wspólny świat, razem.

Nie było to może dokładną powtórką z rozrywki, bo tym razem nie mieli jakichś dalekosiężnych planów, to miał być tylko ten dzień, może i noc, ale kto by się tym właściwie przejmował. Cieszyła się, że choć przez chwilę będzie im dane znowu to przeżywać.

Nie miała zamiaru odsuwać się od niego choć na moment, przylepiła się do jego ramienia niczym rzep, właściwie to ktoś z boku mógłby zauważyć, że znajdowała się nieco zbyt blisko, ale opinia innych nigdy jej szczególnie nie obchodziła, zresztą to nie było nic nowego. Już to kiedyś robili, już to mieli. Wiele dla siebie znaczyli. Gdy pokazywali się w towarzystwie nie dało się nie zauważyć, że byli w sobie szaleńczo zakochani, przez te wszystkie lata, ich uczucie nie słabło wraz z mijającym czasem, wręcz miała wrażenie, że stawało się coraz silniejsze, że z każdym dniem coraz bardziej się od niego uzależniała. Nie potrafiła bez niego żyć, tak jej się wydawało. Kiedy ich drogi się rozeszły starała się jakoś egzystować, ale to nie było łatwe, nie kiedy ciągle czuła, że czegoś jej brakuje, że kogoś jej brakowało.

Przewróciła oczami słysząc jego komentarz, nie byłby sobą, gdyby jej się nie odgryzł. - Ależ oczywiście, na pewno masz rację Roise, nie wiem, jak w ogóle mogłam to podważyć. - Niech mu będzie, tym razem faktycznie oddała mu ostatnie zdanie, bo właściwie bez sensu było ciągnąć tę dyskusję. Zgadzała się z nim, to nie zdarzało się zbyt często, ale bywały i takie momenty, o których wolałaby zapomnieć, bo jednak sporą przyjemność sprawiało jej mierzenie się z nim, chociażby słowem, tylko po to, aby móc znaleźć jakąś wspólną wizję. To zawsze wymagało sporo pracy i cierpliwości, ale było warte poświęconego czasu. Nauczyło ich współpracować, szukać wspólnych rozwiązań, z czasem naprawdę lekko im to przychodziło. Na tym chyba powinny polegać związki, przynajmniej tak się jej wydawało, bo jeśli chodzi o jakieś dłuższe relacje, to ta z Roisem była jedyną, jaką udało jej się kiedykolwiek stworzyć. Zresztą nie sądziła, że będzie jakaś kolejna, nie weszłaby w coś takiego, nie kiedy miała świadomość, że gdzieś tam jest on, ten właściwy, w zasadzie to nawet przeznaczony. Może to były dość wygórowane słowa, ale naprawdę w to wierzyła. Nie sądziła, że znajdzie się inna osoba, która chociażby mogłaby spróbować zająć jego miejsce, nigdy by do tego nie dopuściła.

Nie wydawało jej się, że ten dzień wyglądał tak tylko i wyłącznie przez to, że ktoś poprosił Ambroisa, aby obejrzał te dziwne, czarne róże. Wcale nie musiał jej tutaj ze sobą zabierać, a stworzył idealną sytuację do tego, aby spędzili ze sobą ten dzień w zupełnie inny sposób, tak, jak nie robili tego od dawien dawna. Doceniała ten gest. Frajdę sprawiło jej nawet to wystrojenie się i przyjęcie roli całkiem niewinnej dziewczyny, która szła pod rękę z mężczyzną, który miał zamiar starać się o jej względy. To nie było istotne, że w zasadzie to nie musiał się już starać, że już dawno przepadła i zatraciła się w tym uczuciu. Wszystkie te drobne gesty, po które sięgał tego dnia spowodowały, że znowu czuła się wyjątkowo.

Ten dzień zupełnie nie pasował do tych wszystkich, które mieli ostatnio szansę razem spędzić. Miał być zupełnie inny, w sumie to naprawdę podobał jej się ten pomysł, zresztą gdyby tak nie było, to przecież nie spacerowałaby z nim teraz po tym ogrodzie.

- Może nie z roślinami... - Zamyśliła się na moment, bo faktycznie miała szansę też zmierzyć się z podobnymi anomaliami. - ale zwierzęta, one też trochę się zmieniły. - Przypomniała sobie o tym wielkim błotoryju, którego upolowała latem wraz z Erikiem, w sumie to ona upolowała, a on pilnował, żeby wyszła spod ziemi. Bestia była wyjątkowa, ogromna, nigdy w życiu jeszcze nie widziała takiego ogromnego przedstawiciela tego gatunku, być może to też było powiązane. Skoro rośliny nieco się buntowały, to przecież mogły działać również na zwierzęta.

- Pewnie czasem po prostu tak się dzieje, kto wie dlaczego. - Nie czuła, że mieliby znaleźć odpowiedź na to pytanie, czy właściwie też jej potrzebowali? Mogliby po prostu zaakeceptować to, że tak po prostu jest. Bez grzebania w tym wszystkim, jak zwyczajni ludzie, którymi przecież dzisiaj byli.

Szli przed siebie, aż w końcu dotarli do oranżerii. Yaxleyówna zawiesiła na niej wzrok. Zaczęło jej towarszyszyć dziwne uczucie. Nie miała pojęcia skąd się wzięło, jakby to miejsce było zapomniane i potrzebowało uwagi. Miała wrażenie, że po plecach przeszedł jej dreszcz, czym był spowodowany? Skąd w ogóle wzięło jej się te dziwne uczucie, nie wiedziała, przeniosła wzrok na Roisa, chciała sprawdzić, czy i on coś wyczuł, czy może tylko jej się coś wydawało?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (8128), Geraldine Greengrass-Yaxley (6049), Pan Losu (165)




Wiadomości w tym wątku
[06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.02.2025, 22:47
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.02.2025, 00:11
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Pan Losu - 17.02.2025, 00:11
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.02.2025, 01:23
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.02.2025, 05:43
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.02.2025, 13:50
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.02.2025, 15:43
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.02.2025, 16:33
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.02.2025, 20:23
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.02.2025, 21:32
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.02.2025, 00:47
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.02.2025, 22:51
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.02.2025, 04:17
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.02.2025, 22:32
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.02.2025, 23:37
RE: [06.09.1972] the truth beneath the rose | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.02.2025, 22:50

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa