Jarczuk uniósł łeb jeszcze wyżej, kiedy Brenna uniosła ręce... a kiedy nic się nie stało, a on poznał znajomy już zapach, zamachał ogonem na boki i podszedł do niej, wyciągając pysk w jej stronę, by trącić ją nosem na powitanie. To nie był pies kanapowy, który wskakiwałby po to, by dopraszać się o wieczne pieszczoty. Mimo to krótkiego przywitania sobie nie odmówił. A po przywitaniu - wrócił na swoje legowisko i wyłożył się na nim, spokojniejszy. Chociaż złote ślepia ciągle śledziły Brennę. Pozornie całkowicie swobodnie. Laurent normalnie zostawiał Dumę na jego wybiegu, na zewnątrz, gdzie miał swoją budę... choć ta buda przez większość nazwana byłaby po prostu szopą. Wolał nie ryzykować, że ktoś głupotą sprowokuje psa gończego. Byłoby to niebezpieczne nawet w przypadku normalnego psa, co dopiero jarczuka. Natomiast do Brenny miał już to zaufanie, że nie wątpił w jej rozsądne zachowanie.
Wkroczyli więc do tego salonu, a Laurent gestem wskazał jej, żeby usiadła. W jadalni, przy stole. Leżała tam koperta, w kopercie były dwa listy. Dwa listy od dwóch różnych osób. Było to widać już po pierwszym rzucie oka. Stylem pisma można się bawić, można go modyfikować, ale do jakiego stopnia można go było zmieniać? Ograniczonego. W tym wypadku różnica aż biła po oczach.
- Napijesz się czegoś? - Zapytał na wstępie. Alkohol, herbata, kawa - cokolwiek by sobie nie zażyczyła. Usiadł zaraz za nią, bo jeśli chciała się czegoś napić - zawołał Migotka, który po przywitaniu się z Brenną zajął się przygotowaniem napitku. - Nawet namierzenie sowy i skąd wylatywała byłoby pomocą. Albo miejsce, w którym były pisane, przez jakie dłonie się przewijały... prawdę mówiąc - cokolwiek. Nie mam wielkich oczekiwań. Nie miałem nigdy do czynienia z widmowidzeniem. - Była to jedna z fascynujących sztuk, ale jakoś brakowało mu w pełni psychiki na to, żeby się tym zachwycać i wypytywać, jak to działa, czy nie czyni jej problemów, czy jej nie przeszkadza. Czy to nie boli. Albo czy nie jest jakkolwiek nieprzyjemne, skoro już ją narażał na te potencjalne niedogodności.
Czego szukać..? Zamyślił się nad tym. Nie wiedział, że to ma znaczenie, że to jest poszukiwanie czegoś konkretnego. Odetchnął cicho.
- Prawdę mówiąc... nie wiem sam. Potrzebuję... czegokolwiek. Wiem, kto napisał listy. Ale - skąd? Czy da się wyłuskać jakieś inne twarze oprócz tego? Może oprócz twórcy listu ktoś jeszcze go trzymał, przenosił. Więc... tak, może w tym kierunku. - Trochę żałował, że nie wiedział, jak to widmowidzenie działa, bo może Brenna wtedy nie musiałaby się tak wysilać. Ale on sam nie wiedział, na co liczyć. Przesunął kopertę w jej kierunku. We wnętrzu były dwa listy - od Kierana z 21.08 zapraszający na spotkanie pod Fontannę Syreny oraz od Dante.