Zarejestrowała to, że znajdował się w środku, trudno było tego nie zrobić, skoro usłyszała jego głos. Ulżyło jej nieco, nie wiedzieć czemu tak bardzo się tym przejmowała, skoro po prostu był w pracy. Tu, gdzie przecież spędzał sporą część swojego życia. To nie było nic nienormalnego, raczej typowa noc, którą miał przed sobą.
Wizyta w jaskini jednak nieco namieszała jej w głowie, pojawił się ten dziwny, nietypowy niepokój, którego wcześniej nie było. Jakoś musiała sobie z nim radzić, jasne, mogłaby siedzieć w domu i czekać, aż odpisze jej na listy, ale Yaxleyówna rzadko kiedy siedziała na tyłku, zdecydowanie wolała brać sprawy w swoje ręce i sprawdzać, czy wszystko jest w porządku osobiście. Rozsądek jej podpowiadał, że nie mogło wydarzyć się nic złego, ale jak zawsze piperzyła rozsądek i wolała się upewnić, że faktycznie tak było. Jakoś mu się z tego wytłumaczy, prawda? Na pewno...
W końcu, gdy już znalazła się w środku zaczęła mu się przyglądać, siedział za biurkiem, wyglądał całkiem zwyczajnie. Pewnie sobie coś uroiła z tym wszystkim, ale nie ignorowała tego, co podpowiadały jej zmysły, nie umiała. Musiała go doglądać, sprawdzać, czy na pewno wszystko z nim w porządku. Podchodziło to pod dziwną obsesję, miała świadomość, że nie wygląda to najlepiej, ale co innego miała zrobić? Czekać w domu, aż łaskawie odpisze jej na korespondencję? Nie wytrzymałaby tego oczekiwania zamknięta w czterech ścianach.
Wreszcie uniósł wzrok i zobaczył kto go nawiedził, póki co bez słowa, nadal się w niego wpatrywała. Oceniała, czy wygląda jakby było wszystko z nim w porządku, powinna założyć, że robi to samo, bo przecież Yaxleyówna nigdy nie pojawiała się w Mungu z własnej, nieprzymuszonej woli.
- Ja. - Tak, nikt inny. To ona postanowiła go tutaj nawiedzić i z każdą mijającą sekundą docierało do niej, że nie było to najlepszym pomysłem. Powinna była jednak zostać w domu, ale chyba nie mogła już się odwrócić i zniknąć za drzwiami, bo to mogło wywołać jeszcze większą konsternację.
- Nie przeczytałeś listów? - Nie dała mu odpowiedzi na to pytanie, które jej zadał. Zignorowała je zupełnie, przeszła do tego, co interesowało ją.
Ruszyła się w końcu z miejsca, krok do przodu, by znaleźć się bliżej niego. Miał prawo podejrzewać, że coś się jej przytrafiło, to nie byłoby nic nowego, w sumie gdyby faktycznie tak się stało to pewnie by się tutaj nie zjawiła, tylko stała właśnie przed drzwiami kamienicy Blustrodów.
- Jest źle, bo je zignorowałeś. - Nie powinna mieć mu tego za złe, bo zapewne pracował, nie miał czasu na takie głupoty, ale jednak trochę miała, gdyby odpowiedział na chociaż jeden z nich to nie niepokoiłaby go w miejscu pracy.
- Chyba ochujałam.- Mruknęła do siebie cicho, bo problem był w niej. Dostała potwierdzenie, że o niej nie zapomniał, wiedział kim jest to powinno jej wystarczyć, nie musiała już się przejmować tym, że demon jej to odebrał, chociaż jaką miała pewność, że się to nie zmieni, że na dniach coś się nie wydarzy? Żadną. Nadal nie mogła stwierdzić, że tak pozostanie.
To uczucie było cholernie męczące, nie potrafiła się go pozbyć, łatwiej było gdy znajdowali się obok siebie, bo mogła to kontrolować, gdy jednak Roisa nie było przy niej ciągle się tym przejmowała. Nie potrafiła myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, że faktycznie kiedyś będzie w stanie zapomnieć ją i ich wszystkie, wspólne wspomnienia.