Oczywiście, że wcale jej nie zdziwiło, że zakładał od razu, że coś się wydarzyło. Jej wizyta w Mungu była dość nietypowa. Nie miała w zwyczaju się tu pojawiać, nie bez żadnego sensownego powodu, a teraz właśnie tak się stało. Coś ją tknęło, coś sobie ubzdurała, bez większego zastanowienia postanowiła więc sprawdzić, czy na pewno wszystko w porządku. Nie chciała być jak te opętane dziewczyny, które nawiedzały swoich facetów w pracy, tym bardziej, że przecież oficjalnie nie była jego dziewczyną, nie mogła sobie rościć prawa do jego uwagi, kiedy tylko miała na to ochotę, a jednak to zrobiła. Było jej głupio, no cóż, jakoś sobie poradzi z tym dziwnym uczuciem, które teraz zaczęło się pojawiać, nie znosiła niezręczności.
- Nie? Tylko chyba zapomniałeś na nie odpisać. - Dodała jeszcze, bo skoro nie zignorował, to je przeczytał? Nie miała pojęcia, czy Floret faktycznie tu dotarł, nie musiał tu dotrzeć. Tylko dlaczego Roise nie dał znać, że wszystko u niego w porządku, że dobrze się miewa. Jak na jej musiał nie zauważyć tej korespondencji, nie widziała innego wytłumaczenia, pewnie był gdzieś indziej, trafił mu się jakiś ciężki przypadek i nie miał czasu na to zerknąć.
- Szkoda, to chyba jednak źle trafiłam. - Westchnęła sobie cicho pod nosem. Może faktycznie powinna jednak znaleźć się w Lecznicy, wiedziała, że w tamtym miejscu powinny szukać pomocy osoby z problemami, które ją męczyły, chyba jednak jeszcze nie była gotowa na takie brutalne decyzje. Co niby miałaby im powiedzieć, że boi się, że ktoś może o niej zapomnieć, to nie brzmiało szczególnie zdrowo, i nawet ona, której było całkiem daleko do uzdrowicieli miała świadomość, jak to wyglądało. Faktycznie ochujała już do reszty.
Nie wydawało jej się, żeby był na nią zły, przynajmniej jak na razie, kto wie, jak zareaguje, kiedy dowie się, co ją tutaj właściwie sprowadziło. To było głupie, ona była niepoważna, ale nie umiała pozbyć się tego dziwnego uczucia niepokoju, które towarzyszyło jej od kiedy opuścili jaskinię. Nasiliło się, kiedy nie było go obok niej. Nie miała szansy jeszcze opowiedzieć mu o tym lęku, który zaczął jej towarzyszyć, wolałaby tego nie robić, naprawdę nie chciała, żeby traktował ją jak wariatkę, niby miała świadomość, że raczej nie lekceważył jej problemów, nie negował słuszności ich występowania, ale każdy miał pewne granice. Nawet on jakieś miał w stosunku do jej głupoty.
Miała sporo szczęścia, że wiedziała, jak ominąć oficjalne wejście. Nie musiała nikomu tłumaczyć się ze swojej obecności, robić niepotrzebnego zamieszania, jakby powód przez który się tutaj zjawiła faktycznie miał jakiś sens. Tylko Roise będzie świadkiem tego drobnego upokorzenia. Tak, czuła się z tym źle, nie było jej łatwo, ale nie miała nad tym żadnej kontroli, ten lęk pojawił się znikąd, znaczy skądś bo zaczył jej towarzyszyć po tym, co widziała w jaskini w której zabili doppelgangera.
Cóż, skoro sam zachęcił ją do tego, żeby się do niego zbliżyła zamierzała z tego skorzystać. Była nieco rozbita, nie do końca panowała nad tym, co się z nią działo. Nie przywykła do tego, że się czegoś bała, a to uczucie było okropne, nie potrafiła się go pozbyć.
Dosyć szybko pokonała odległość, która ich dzieliła i wpadła mu w ramiona. Nie była w tym zbyt delikatna, ale właśnie tego potrzebowała. Może nie powinna tego robić, bo jej ubrania były mokre, ale cóż, niespecjalnie się tym przejmowała.
- Przepraszam, po prostu się bałam. - Szepnęła cicho, bo chyba zasługiwał na jakies wyjaśnienia, cokolwiek. Póki co jednak nie była zbytnio szczegółowa, Yaxleyówna nie była osobą, która zbyt często przyznawała się do tego, że się czegoś boi.