18.02.2025, 15:43 ✶
Olivia machnęła ręką w geście wcześnie, późno - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Podczas oglądania książki nieco się wyłączyła - tak jakby odpłynęła myślami gdzieś daleko. Dlatego z początku nie zarejestrowała pytania koleżanki. Zamrugała kilkukrotnie, zerkając na Brennę z miną “ale o co chodzi”?
- Hm? - wyrwało jej się, zanim do mózgu dotarły słowa, które wpadły do uszu kilka chwil temu. Niemalże odruchowo Quirke poprawiła rude włosy, opadające na jej czoło, a potem zgarnęła je za ucho w geście zakłopotania. - Przepraszam, co mówiłaś? Jak nazywała się ta książka?
Dosłownie zgubiła pierwsze dwa zdania, tak zapatrzona w Dumę i uprzedzenie. Uśmiechnęła się przepraszająco, decydując się jednak na odłożenie książki na półkę - potem ją obejrzy, gdy przekaże te kilka eliksirów, które zrobiła. I kilka które zgarnęła z zapasów Fiolki.
- Spałam, ale niewiele - przyznała bez ogródek, przenosząc wzrok na kociołek. Na jej ustach wymalował się uśmiech - nikły, ale szczery. - To jedno z zamówień… Hm. Pamiętasz Lammas? Nie skończyło się to dobrze, ale zdążyłam sprzedać kilka eliksirów i ludzie zaczęli mi wysyłać sowy. Nie do mamy, tylko do mnie.
Z dumą wyprostowała ramiona - bo to naprawdę było coś, z czego była zadowolona. Zamiast rzucać się na głęboką wodę, jak planowała z Aveliną a potem Tristanem, to skupiła się najpierw na zbudowaniu porządnej (no, jako tako) bazy klientów.
- A to jest eliksir na bezsenność, ale dużo silniejszy niż taki standardowy. Czarownica, która złożyła zamówienie, chyba przyzwyczaiła się do eliksirów nasennych bo przestały działać, dałam jej więc te silniejsze i zadziałały. Oczywiście i tak wysłałam ją do uzdrowiciela, ale ponoć są takie kolejki, że jest ryzyko, że przez ten tydzień w ogóle nie zaśnie, więc… - Olivia rozłożyła lekko ręce. Sama cierpiała na bezsenność, więc rozumiała obawy swojej klientki. W zależności od tego jak bardzo się stresowała, sama stosowała na sobie różne dawki. I czasem te najmocniejsze eliksiry były jedynym ratunkiem. - Nie, w zasadzie mam to gotowe od wczoraj.
Dodała pośpiesznie, machając ręką by Brenna przekręciła głowę w lewo. W kierunku szafki, którą właśnie otwierała Olivia.
- I kto to mówi, co? - zapytała z rozbawieniem, wyciągając malutką skrzyneczkę z kilkoma fiolkami eliksiru wiggenowego, uzupełniającego krew oraz wzmacniającego. Wszystkie zrobiła sama, z tym że część była robiona wcześniej: owszem, przez nią, ale jako zapasy dla Fiolki. Matka jednak pewnie w ogóle się nie zorientuje, a ona uzupełni zapasy jak tylko skończy z tymi eliksirami na bezsenność. No i się prześpi. - Faktycznie ostatnio mało sypiam, ale chcę wyjść na swoje.
Dodała dużo ciszej, niemalże konspiracyjnie. Bardziej się tym przejmowała niż ewentualnym wyjaśnieniem mamie skąd nagle tyle eliksirów w rękach Brenny.
- Jak to mówią mugole? Trzeba kuć miecz póki gorący?
- Hm? - wyrwało jej się, zanim do mózgu dotarły słowa, które wpadły do uszu kilka chwil temu. Niemalże odruchowo Quirke poprawiła rude włosy, opadające na jej czoło, a potem zgarnęła je za ucho w geście zakłopotania. - Przepraszam, co mówiłaś? Jak nazywała się ta książka?
Dosłownie zgubiła pierwsze dwa zdania, tak zapatrzona w Dumę i uprzedzenie. Uśmiechnęła się przepraszająco, decydując się jednak na odłożenie książki na półkę - potem ją obejrzy, gdy przekaże te kilka eliksirów, które zrobiła. I kilka które zgarnęła z zapasów Fiolki.
- Spałam, ale niewiele - przyznała bez ogródek, przenosząc wzrok na kociołek. Na jej ustach wymalował się uśmiech - nikły, ale szczery. - To jedno z zamówień… Hm. Pamiętasz Lammas? Nie skończyło się to dobrze, ale zdążyłam sprzedać kilka eliksirów i ludzie zaczęli mi wysyłać sowy. Nie do mamy, tylko do mnie.
Z dumą wyprostowała ramiona - bo to naprawdę było coś, z czego była zadowolona. Zamiast rzucać się na głęboką wodę, jak planowała z Aveliną a potem Tristanem, to skupiła się najpierw na zbudowaniu porządnej (no, jako tako) bazy klientów.
- A to jest eliksir na bezsenność, ale dużo silniejszy niż taki standardowy. Czarownica, która złożyła zamówienie, chyba przyzwyczaiła się do eliksirów nasennych bo przestały działać, dałam jej więc te silniejsze i zadziałały. Oczywiście i tak wysłałam ją do uzdrowiciela, ale ponoć są takie kolejki, że jest ryzyko, że przez ten tydzień w ogóle nie zaśnie, więc… - Olivia rozłożyła lekko ręce. Sama cierpiała na bezsenność, więc rozumiała obawy swojej klientki. W zależności od tego jak bardzo się stresowała, sama stosowała na sobie różne dawki. I czasem te najmocniejsze eliksiry były jedynym ratunkiem. - Nie, w zasadzie mam to gotowe od wczoraj.
Dodała pośpiesznie, machając ręką by Brenna przekręciła głowę w lewo. W kierunku szafki, którą właśnie otwierała Olivia.
- I kto to mówi, co? - zapytała z rozbawieniem, wyciągając malutką skrzyneczkę z kilkoma fiolkami eliksiru wiggenowego, uzupełniającego krew oraz wzmacniającego. Wszystkie zrobiła sama, z tym że część była robiona wcześniej: owszem, przez nią, ale jako zapasy dla Fiolki. Matka jednak pewnie w ogóle się nie zorientuje, a ona uzupełni zapasy jak tylko skończy z tymi eliksirami na bezsenność. No i się prześpi. - Faktycznie ostatnio mało sypiam, ale chcę wyjść na swoje.
Dodała dużo ciszej, niemalże konspiracyjnie. Bardziej się tym przejmowała niż ewentualnym wyjaśnieniem mamie skąd nagle tyle eliksirów w rękach Brenny.
- Jak to mówią mugole? Trzeba kuć miecz póki gorący?