Powinna się spodziewać, że tak się stanie. Reagowała odruchowo, wysłała list, jeden za drugim, w ciągu kilkunastu minut, kiedy nie otrzymała odpowiedzi na żaden z nich po prostu tutaj przyszła. Teraz docierało do niej, że to mogło być nieco na wyrost, że mogła się wstrzymać, przeczekać, zaczekać do rana. Tyle, że sprawdzenie wszystkiego od razu wydawało jej się być lepszą opcją, przynajmniej jeszcze chwilę temu, gdy znajdowała się w domu. Kiedy przekroczyła drzwi Munga zrozumiała, że mogło to być uznane za coś nieodpowiedniego. Tym bardziej, że wcześniej tutaj nie bywała zbyt często, nawet kiedy była oficjalną dziewczyną Roisa. Wizyty w szpitalu były raczej ostatecznością.
Na szczęście Ambroise nie wydawał się być zły o to, że się tutaj pojawiła, chociaż okazało się, że informacja o tym, że go nawiedzi wcale do niego nie dotarła. Jej błąd, zbyt szybko zareagowała, cóż, może nie, aż tak błąd, gdyby się zirytował mogłaby to uznać za błąd, póki co tylko trochę zrobiło jej się głupio, nie był to pierwszy raz, kiedy pojawiło się to uczucie, więc też się nim jakoś specjalnie nie przejmowała.
Szczególnie, że wziął ją w swoje ramiona zupełnie bez słowa, nie wypytywał, po prostu przytulił Yaxleyównę do siebie, jakby nadal była jego problemem, chociaż nie ustalali nic, jeśli o to chodzi. Nie doszli do tego, kim mieli dla siebie być. Tak, czy siak, nie wywalił jej za drzwi, nie odrzucił, wręcz przeciwnie dał jej dokładnie to, czego potrzebowała. Swoje ciepło i bliskość, bez zadawania żadnych pytań, był tutaj dla niej. To naprawdę wiele dla niej znaczyło.
Zignorowała jego co, przynajmniej jak na razie. Skupiała się na oknie, na dźwięku drobnych kropel deszczu, które rytmicznie uderzały o parapet. Wiedziała, że połączy kropki, że uda mu się samemu do tego dojść. Roise był przeciez bystry, nie miałaby problemu z przyznaniem tego, że jej zdaniem dużo szybciej łączył fakty od niej.
Nie mogła wiedzieć tego, co właściwie zrobił mu demon, nie miała pojęcia, w jaki sposób postanowił namieszać w jej życiu tuż przed tym, kiedy go zabili. Faktem było to, że go dotknął tuż przed tym, kiedy opuścili jaskinię, miała świadomość, że miał pewne moce. Widziała wcześniej, co potrafił zrobić, w jaki sposób działał, jak okropnie mieszał we wspomnieniach jej bliskich. Nie powinno więc dziwić Roisa to, że martwiła się, że jemu zrobił to samo, szczególnie, że był dla niej najważniejszą osobą na tym świecie. Nawet jeśli aktualnie mieli problem z tym, aby się dogadać, nie wiedzieli na czym stali. Mogli nie widzieć swojej wspólnej przyszłości, ale gdyby zabrał im to, co kiedyś przeżyli? Wtedy nie miałaby już nic, zupełnie nic.
Usłyszała kroki, wyczuła, że się do niej zbliża, a po chwili jego dłonie opadły na jej. Nie odrzuciła tego dotyku, nie chciała tego robić, dawał jej wsparcie, którego w tej chwili wyjątkowo potrzebowała. Póki co jednak nie mówiła nic, musiała jakoś ułożyć te myśli w swojej głowie. Doppelganger namieszał jej w głowie, mimo, że mogło się wydawać, że pozbyli się problemu, że pozostawili go w tej jaskini, to wszystko wcale nie było takie proste. Nadal siedziały w niej różne obawy spowodowane przez to, że ją zaatakował, że mieszał w głowach jej najbliższych, zapewne szybko nie pozbędzie się tego poczucia niepewności, które było dla niej zupełnie nietypowym.
Przeniosła wzrok na mężczyznę dopiero wtedy, gdy się odezwał. Nie mogła ciągle patrzeć się w okno, wypdało w końcu przejść do rzeczy, porozmawiać o tym, co się wtedy wydarzyło. Mieli ku temu wiele okazji, ale jak do tej pory nie poruszyli tego tematu. Nie mówiła mu o swoich obawach, nie widziała w tmy sensu, nie wtedy, gdy znajdowali się obok siebie, jednak nie mogli ciągle przy sobie trwać. To spowodowało, że postanowiła się z nim tym wszystkim podzielić. Wiedziała, że nie będzie jej łatwo poradzić sobie z tymi myślami, które jej nie opuszczały.
- Skąd wiesz, że nie zrobił tego przypadkiem, że nie powiedział o tym, że też to robi? - Był potworem, nie musiał ich informować o swoich poczynaniach, mógł się nimi bawić, przecież też to robił, zwodził. Doprowadzał ich na skraj. Może nie wspomniał o tym w jaskini, może zrobił to celowo, może chciał jej jeszcze zaszkodzić, skoro wiedział, że po niego przyszła? Było wiele niewiadomych, na które nie mogli uzyskać żadnych odpowiedzi, właściwie skąd mogli wiedzieć, że faktycznie nie udało mu się osiągnąć celu.
- Sprawdzałeś to? - Nie miała pojęcia, czy Ambroise korzystał ze swojego daru po tym jak wyszli z jaskini, spędzili ze sobą większość czasu od momentu opuszczenia Snowdonii, nie widziała, aby próbował wprowadzać się w trans. Może od tego powinni zacząć, może powinni to sprawdzić.
- Nie czujesz się inaczej? - Jej ręce nadal leżały nieruchomo na kolanach, wydawały się być zimne, chociaż dotyk Roisa przynosił jej ciepło, którego w tej chwili potrzebowała.
- Boję się, że odbierze Ci wspomnienia o tym, co kiedyś mieliśmy, wiesz? Okropnie się tego boję. Nie mogę przestać o tym myśleć. Nie umiem sobie wyobrazić tego, że mógłbyś zapomnieć kim dla ciebie jestem, to znaczy, kim dla ciebie byłam. - Wcale nie tak łatwo było jej się dzielić swoimi największymi obawami, ale chyba chciała to z siebie wyrzucić, nie chciała być z tym sama. Kiedyś nie potrafiła mówić o tym, co ją męczyło, zmieniło się to, gdy Ambroise znalazł swoje miejsce w jej życiu i może już nie było go w nim na stałe, to wiedziała, że mogła się z nim podzielić tym wszystkim.