Prudence przez chwilę zastanawiała się, czy nieznajomy nie spierdoli się z tego balkonu, najwyraźniej był równie zaskoczony zachowaniem kota, co i ona. Też nie spodziewał się, że zwierze okaże się być, aż tak narwane, był samobójcą, czy coś? Wolał zeskoczyć z tego balkonu niżeli dać się złapać, tak właściwie to można by było uznać, że to całkiem ciekawe wartości życiowe... tyle, że koty chyba miały dziewięć żyć, czy coś, więc może jedna śmierć nie była mu taka straszna. Mężczyzna na pewno nie miał tylu żyć, pozostawało więc mieć nadzieję, że nie spierdoli się na ziemię, bo nie chciała mieć dzisiaj nikogo na sumieniu, no nie tylko dzisiaj, ogólnie raczej wolałaby tego uniknąć.
Nie pomogła mu jednak póki co, nie mogła tego zrobić, bo była zajęta obserwowaniem kocura, który rzucił się w eter, właściwie to wyskoczył przez balkon. Chciała go złapać, wychyliła się najpierw w prawo, jednak był to głupi pomysł, bo chwyciła powietrze, udało jej się jakimś cudem złapać zwierzę tuż nad ziemią za drugim razem. Pierdolony kot. Wbił swoje pazury w jej elegancką bluzkę, syknęła przez to cicho - nie do końca zadowolona. Jak ona teraz niby miała iść do pracy? Westchnęła głośno, spojrzała na dziewczynkę, wyciągnęła w jej stronę ręce, żeby wręczyć jej tego przeklętego futrzaka. - Pilnuj go, bo następnym razem ten miły pan ci nie pomoże i zmykaj do domu. - Mruknęła jeszcze bardzo chłodnym tonem wręczając dziewczynce jej własność. Chciała się jak najszybciej pozbyć tego zwierzęcia, w ogóle to żałowała tego, że pojawiła się w tym zaułku.
Nadal trzymała w ręku rzeczy nieznajomego, co przypomniało jej o tym, że tamten dalej znajdował się jakieś dwa piętra nad ziemią, na tym nieszczęsnym balkonie. Trochę jej ulżyło gdy zobaczyła, że nadal trzyma się balustrady i nie spadł na ziemię. Może jednak nikt dzisiaj nie ucierpi, no nikt, nie wliczając to jej bluzki.
Nie miała pojęcia dlaczego mężczyzna jeszcze nie schodził na dół. Wpatrywała się w niego przez chwilę, jednak nie odezwała się przy tym ani słowem, czekała na to, aż w końcu się ruszy. Dotarło do niej po chwili, że próbował jej coś zasygnalizować, zmrużyła więc oczy, aby dostrzec to, czego jeszcze nie widziała.
Zrozumiała, że mieli towarzystwo, że potrzebował pomocy, aby oddalić się stamtąd bez robienia zamieszania. Jasne, musiała mu jakoś pomóc. W końcu chcąc nie chcąc byli w to zamieszani razem, chociaż się nie znali. Nie wypadało aby odwróciła się teraz na pięcie i zostawiła go samego sobie, tak nie zachowywali się wspólnicy w zbrodni.
Kiwnęła więc jedynie twierdząco głową, na znak, że dotarło do niej to, że mógł zostać zauważony. Postanowiła więc mu pomóc, sięgnęła po różdżkę. Co mogła zrobić? Pierwszym, co przyszło jej na myśl było wyczarowanie chmury dymu, w której mógłby się ukryć, jasne mogło to zwrócić uwagę babci, ale nie tak bardzo, jak rosły typ stojący na balkonie.
Odwróciła się jeszcze za siebie, aby zobaczyć, czy dziewczynka ziknęła stąd tak jak jej nakazała. Miała szczęscie - posłuchała jej i spierdoliła stąd w podskokach. Jeden problem się rozwiązał, wypadałoby poradzić sobie i z następnym. Mruknęła cicho pod nosem zaklęcie i machnęła zgrabnie różdżką, miała nadzieję, że nie zrobi przed nim z siebie idiotki, chociaż to było możliwe. Prudence nie była specjalistką w dziedzinie kształtowania, ale może los nadal będzie jej sprzyjał, przynajmniej częściowo.
◉◉○○○ kształtowanie - stworzenie chmury dymu, w której Benjy będzie mógł się ukryć
Akcja nieudana
◉◉○○○ kształtowanie - na powtórkę, gdyby za pierwszym razem nie wyszło
Sukces!
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control