30.01.2023, 16:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2023, 18:14 przez Brenna Longbottom.)
- Bo tak na pierwszy rzut oka nie wyglądałaś mi na samobójczynię, szukającą najbardziej widowiskowej drogi na odejście z tego świata, a wchodzenie ot tak na Podziemne Ścieżki to trochę jest opóźnione samobójstwo, ale jeśli się myliłam w ocenie, to mój błąd – odparła Brenna lekkim tonem. Samotna wyprawa na Podziemne Ścieżki, kiedy nie byłeś odpowiednio zakamuflowany i nie znałeś okolicy jak własnej kieszeni, była w jej oczach samobójstwem. Nawet Brenna, już nieraz oskarżana o samobójcze skłonności, nie tylko nigdy na taką samotną wycieczkę się nie wybrała, ale nawet nie musiała szczególnie zwalczać chęci ku niej. Już sam Nokturn był niebezpieczny, ale to, co kryło się pod tą ulicą... Brenna czasem myślała, że aby oczyścić to miejsce, musieliby chyba Podziemne Ścieżki po prostu zawalić. (Nie to, że poparłaby taki pomysł. Rozum podpowiadał, że to najlepsze rozwiązanie, ale nie była jeszcze na tyle zepsuta, aby serce się przeciwko niemu nie buntowało.)
Brenna schowała odznakę z powrotem do kieszeni. Różdżkę wciąż trzymała w pogotowiu, chociaż opuściła ją nieco, bo nie wyglądało na to, aby Sophie była czarnoksiężnikiem, planującym ją zaatakować. Tak, to też musiała brać pod uwagę, w końcu kto wie, może Noktur przyciągnął jakąś osobę nie znającą okolicy, owszem, ale całkiem nieźle zaznajomioną z czarną magią?
Trochę ją zaskoczyło, że dziewczyna świetnie mówi po angielsku. Nie rozpoznała amerykańskiego akcentu, wszak w wielu obszarach Wysp był on bardzo różny. Może jednak nie miała do czynienia z żadną turystką ani kimś, kto dopiero się tutaj przeprowadził? Z drugiej strony, zdawała się jednak nie wiedzieć, czym jest Nokturn... Może po prostu na co dzień mieszkała gdzieś w Walii albo Irlandii i rzadko odwiedzała Londyn?
- Żaden problem – stwierdziła, oglądając się na dwójkę oszołomionych mężczyzn, przez chwilę walcząc sama ze sobą, pomiędzy opcjami „odoszołomić i puścić w cholerę”, a „zaciągnąć do Biura do wyjaśnień”. Problem w tym, że puszczeni w cholerę mogli próbować się mścić, a z aresztu i tak by wyszli, bo nic nie zdążyli zrobić. W końcu Brenna podeszła bliżej i odkopała ich różdżki w ciemny zaułek w pobliżu. – Brenna, Brygada Uderzeniowa. Tą uliczką w lewo – poinformowała. Ruszyła we wskazaną stronę i przystanęła, czekając, aż Sophie ruszy za nią, a potem, na moment za nim sama znikła w uliczce w ślad za kobietą, zdjęła czary z leżących.
Inaczej nie byłaby zdziwiona, gdyby nie doczekali jutra. To był Nokturn. Nawet jeśli ludzie z zaułka byli ich kumplami, ktoś mógł skorzystać z takiej okazji...
- Co sprowadza cię na tę jakże piękną ulicę, którą jest Nokturn? Poszukiwanie skutecznego środka na wielkie ślimaki, zabójcy do wynajęcia, tanich artefaktów podejrzanego pochodzenia, czy może po prostu przyciągnął cię ogólny koloryt okolicy? – spytała kobieta niemalże wesoło, jakby dopiero co omal nie doszło tutaj do napaści. Jednocześnie ruszyła uliczką i narzuciła dość szybkie tempo marszu. Wolała nie ryzykować, że koledzy tej dwójki zaraz wrócą z posiłkami. I tak szła jednak trochę wolniej niż zwykle, bo ze względu na różnicę wzrostu stawiała dłuższe kroki. Brenna rozglądała się przez cały czas dość czujnie, czy przypadkiem nie natkną się na kolejnych oportunistów szukających okazji, ale minęły ich tylko dwie osoby, przemykające pośpiesznie, we własnych interesach. - Co, jak co, ale Śmiertelny Nokturn potrafi dostarczyć człowiekowi niezapomnianych wrażeń. Swoją drogą, to była magia bezróżdżkowa? Przydatna sztuczka, expelliarmus ci nie straszny.
EDIT 11.06.
Sophie najwyraźniej nie była najbardziej rozmowną osobą na świecie - a może tylko przytłoczył ją specyficzny styl wyrażania Brenny lub była zdenerwowana całą sytuacją? Brenna wprawdzie, jak to Brenna, niezbyt się tym przejęła i co jakiś czas dalej rzucała jakąś uwagę, nawet jeżeli nie doczekała się odpowiedzi na większość ze swoich pytań oraz stwierdzeń.
Po jakichś pięciu minutach marszu ulica stała się jakby odrobinę... mniej obskórna. Tu stały już budynki, które z drugiej strony wychodziły na znacznie porządniejszą okolicę: mianowicie aleję Horyzontalną. W nią też po chwili skręciły, tu mijając już zwykłe kamienice, w większości na parterach mających sklepy. Z oddali dochodziły śmiechy oraz dźwięki muzyki - najwyraźniej w Fontannie Szczęśliwego Losu jak zwykle nie brakowało gości. Dotarły tu zresztą w samą porę, bo słońce znikło już za budynkami, w bocznych zaułkach królowały cienie, niebo na wschodzie zrobiło się niemal całkiem czarne i dało się dostrzec na niebie księżyc. Rozbłyskiwały już pierwsze, uliczne latarnie, rozpraszając ciemności, w niektórych oknach zaczynały pojawiać się światła. Brenna mogła się stąd aportować, zdecydowała jednak, że tak na wszelki wypadek, odprowadzi swoją towarzyszkę aż pod samego Dziurawego Kotła – w końcu czasy były niebezpieczne, a ta zdawała się nie znać okolicy i mogłaby dalej źle skręcić.
- Jeśli nie znasz niemagicznego Londynu, najlepiej trzymać się Pokątnej – wyjaśniła Brenna, kiedy wyszły na tę i wskazała przy okazji jedną z tabliczek, na których wypisano nazwę ulicy. – Horyzontalna jest całkiem w porządku, ale bardzo łatwo skręcić stamtąd na Nokturn, a Nokturn… sama widziałaś – podsumowała. Brud, smród i ubóstwo, a także przestępczość mniej i bardziej zorganizowana. Nie trzeba było tego opisywać komuś, kto dopiero co stamtąd wyszedł... a to nie była jeszcze ta najgorsza część Nokturna... – Tam lepiej się nie zapuszczać. A podziemne ścieżki to już absolutne królestwo przestępców. Jeśli byś potrzebowała, w księgarni Esy i Floresy sprzedają mapy magicznego Londynu – paplała jeszcze, kiedy wędrowały dalej, tym razem ulicą Pokątną do Dziurawego Kotła. Tam znajdował się punkt sieci Fiuu, którego Sophie mogła użyć, aby przemieścić się gdziekolwiek by chciała.
Zatrzymała się przed ścianą, przed którą dało się przedostać do Dziurawego Kotła i obdarzyła pannę Flint szerokim uśmiechem. Brenna stuknęła w nie różdżką, ot tak na wszelki wypadek, niepewna czy Sophie, która użyła na Nokturnie magii bezróżdkowej, w ogóle taką przy sobie ma. Podejrzewała, że ta nie umiała się deportować, skoro nie znikła z Nokturnu, gdy pojawiły się kłopoty.
- Miło było poznać. Mam nadzieję, że reszta magicznego Londynu spodoba ci się dużo bardziej niż Nokturn. Dobrego wieczoru - oświadczyła na pożegnanie. Chwilę później Brenna deportowała się, z zamiarem udania do Doliny Godryka.
Brenna schowała odznakę z powrotem do kieszeni. Różdżkę wciąż trzymała w pogotowiu, chociaż opuściła ją nieco, bo nie wyglądało na to, aby Sophie była czarnoksiężnikiem, planującym ją zaatakować. Tak, to też musiała brać pod uwagę, w końcu kto wie, może Noktur przyciągnął jakąś osobę nie znającą okolicy, owszem, ale całkiem nieźle zaznajomioną z czarną magią?
Trochę ją zaskoczyło, że dziewczyna świetnie mówi po angielsku. Nie rozpoznała amerykańskiego akcentu, wszak w wielu obszarach Wysp był on bardzo różny. Może jednak nie miała do czynienia z żadną turystką ani kimś, kto dopiero się tutaj przeprowadził? Z drugiej strony, zdawała się jednak nie wiedzieć, czym jest Nokturn... Może po prostu na co dzień mieszkała gdzieś w Walii albo Irlandii i rzadko odwiedzała Londyn?
- Żaden problem – stwierdziła, oglądając się na dwójkę oszołomionych mężczyzn, przez chwilę walcząc sama ze sobą, pomiędzy opcjami „odoszołomić i puścić w cholerę”, a „zaciągnąć do Biura do wyjaśnień”. Problem w tym, że puszczeni w cholerę mogli próbować się mścić, a z aresztu i tak by wyszli, bo nic nie zdążyli zrobić. W końcu Brenna podeszła bliżej i odkopała ich różdżki w ciemny zaułek w pobliżu. – Brenna, Brygada Uderzeniowa. Tą uliczką w lewo – poinformowała. Ruszyła we wskazaną stronę i przystanęła, czekając, aż Sophie ruszy za nią, a potem, na moment za nim sama znikła w uliczce w ślad za kobietą, zdjęła czary z leżących.
Inaczej nie byłaby zdziwiona, gdyby nie doczekali jutra. To był Nokturn. Nawet jeśli ludzie z zaułka byli ich kumplami, ktoś mógł skorzystać z takiej okazji...
- Co sprowadza cię na tę jakże piękną ulicę, którą jest Nokturn? Poszukiwanie skutecznego środka na wielkie ślimaki, zabójcy do wynajęcia, tanich artefaktów podejrzanego pochodzenia, czy może po prostu przyciągnął cię ogólny koloryt okolicy? – spytała kobieta niemalże wesoło, jakby dopiero co omal nie doszło tutaj do napaści. Jednocześnie ruszyła uliczką i narzuciła dość szybkie tempo marszu. Wolała nie ryzykować, że koledzy tej dwójki zaraz wrócą z posiłkami. I tak szła jednak trochę wolniej niż zwykle, bo ze względu na różnicę wzrostu stawiała dłuższe kroki. Brenna rozglądała się przez cały czas dość czujnie, czy przypadkiem nie natkną się na kolejnych oportunistów szukających okazji, ale minęły ich tylko dwie osoby, przemykające pośpiesznie, we własnych interesach. - Co, jak co, ale Śmiertelny Nokturn potrafi dostarczyć człowiekowi niezapomnianych wrażeń. Swoją drogą, to była magia bezróżdżkowa? Przydatna sztuczka, expelliarmus ci nie straszny.
EDIT 11.06.
Sophie najwyraźniej nie była najbardziej rozmowną osobą na świecie - a może tylko przytłoczył ją specyficzny styl wyrażania Brenny lub była zdenerwowana całą sytuacją? Brenna wprawdzie, jak to Brenna, niezbyt się tym przejęła i co jakiś czas dalej rzucała jakąś uwagę, nawet jeżeli nie doczekała się odpowiedzi na większość ze swoich pytań oraz stwierdzeń.
Po jakichś pięciu minutach marszu ulica stała się jakby odrobinę... mniej obskórna. Tu stały już budynki, które z drugiej strony wychodziły na znacznie porządniejszą okolicę: mianowicie aleję Horyzontalną. W nią też po chwili skręciły, tu mijając już zwykłe kamienice, w większości na parterach mających sklepy. Z oddali dochodziły śmiechy oraz dźwięki muzyki - najwyraźniej w Fontannie Szczęśliwego Losu jak zwykle nie brakowało gości. Dotarły tu zresztą w samą porę, bo słońce znikło już za budynkami, w bocznych zaułkach królowały cienie, niebo na wschodzie zrobiło się niemal całkiem czarne i dało się dostrzec na niebie księżyc. Rozbłyskiwały już pierwsze, uliczne latarnie, rozpraszając ciemności, w niektórych oknach zaczynały pojawiać się światła. Brenna mogła się stąd aportować, zdecydowała jednak, że tak na wszelki wypadek, odprowadzi swoją towarzyszkę aż pod samego Dziurawego Kotła – w końcu czasy były niebezpieczne, a ta zdawała się nie znać okolicy i mogłaby dalej źle skręcić.
- Jeśli nie znasz niemagicznego Londynu, najlepiej trzymać się Pokątnej – wyjaśniła Brenna, kiedy wyszły na tę i wskazała przy okazji jedną z tabliczek, na których wypisano nazwę ulicy. – Horyzontalna jest całkiem w porządku, ale bardzo łatwo skręcić stamtąd na Nokturn, a Nokturn… sama widziałaś – podsumowała. Brud, smród i ubóstwo, a także przestępczość mniej i bardziej zorganizowana. Nie trzeba było tego opisywać komuś, kto dopiero co stamtąd wyszedł... a to nie była jeszcze ta najgorsza część Nokturna... – Tam lepiej się nie zapuszczać. A podziemne ścieżki to już absolutne królestwo przestępców. Jeśli byś potrzebowała, w księgarni Esy i Floresy sprzedają mapy magicznego Londynu – paplała jeszcze, kiedy wędrowały dalej, tym razem ulicą Pokątną do Dziurawego Kotła. Tam znajdował się punkt sieci Fiuu, którego Sophie mogła użyć, aby przemieścić się gdziekolwiek by chciała.
Zatrzymała się przed ścianą, przed którą dało się przedostać do Dziurawego Kotła i obdarzyła pannę Flint szerokim uśmiechem. Brenna stuknęła w nie różdżką, ot tak na wszelki wypadek, niepewna czy Sophie, która użyła na Nokturnie magii bezróżdkowej, w ogóle taką przy sobie ma. Podejrzewała, że ta nie umiała się deportować, skoro nie znikła z Nokturnu, gdy pojawiły się kłopoty.
- Miło było poznać. Mam nadzieję, że reszta magicznego Londynu spodoba ci się dużo bardziej niż Nokturn. Dobrego wieczoru - oświadczyła na pożegnanie. Chwilę później Brenna deportowała się, z zamiarem udania do Doliny Godryka.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.