19.02.2025, 10:08 ✶
Kiwnęła głową, przyjmując ich odmowę bez komentarza. To nie była wizyta towarzyska, a Florence potrafiła zorientować się, kiedy ktoś bardzo chciał uciec z danego miejsca – była uzdrowicielką i starszą siostrą w końcu. Ambroise zaś wyglądał tak, jakby był gotów wyjść stąd choćby oknem, gdyby tylko Geraldine mu na to pozwoliła.
A poza tym uaktywnienie trzeciego oka przyniosło ze sobą parę przebłysków. Obrazy i słowa zaczęły układać się w historię, jeszcze zanim Geraldine Yaxley podzieliła się swoją historią.
Można było kłócić się, co do tego, czy Florence Bulstrode była damą, ale na pewno za taką się uważała. Dlatego wysłuchała wszystkiego, co miała do powiedzenia Geraldine, z kamiennym wyrazem twarzy. Nie wspomniała niczego o wszystkich mężczyznach, którzy przewijali się u boku Yaxleyówny w ostatnich latach (w duchu nawet trochę się ucieszyła, Ambroise na pewno prezentował się lepiej niż tamten pokrwawiony człowiek, którego pewnego dnia zastała w jej sypialni, i zdecydowanie wolała, aby Geraldine spotykała się z nim niż z Atreusem – to mogłoby wprowadzić w rodzinie niezbyt pożądane napięcia). Nie oświadczyła też więc stanowczo, że jedyna klątwa, jaką tutaj widzi, to najwyraźniej klątwa nieuleczalnej kłopoty, skoro żadne z nich nie było świadome, co oznaczają te objawy, mimo tego, że oboje przeżyli już ponad trzydzieści lat.
Mogła w końcu powiedzieć to trochę ładniejszymi słowy.
– Geraldine, Ambroise, to nie jest żadna klątwa – oświadczyła, bardzo spokojnie. Mogła w teorii przeprowadzić kilka dodatkowych testów, ale nie sądziła, by były potrzebne. Gdyby chodziło o kogoś innego, podejrzewałaby może, że to wyjątkowo ekstremalny przypadek więzi Beltane, ale wiedziała przecież, że ta połączyła Yaxleyównę z kimś zupełnie innym. I że została przerwana już kilka tygodni temu, jej własną ręką. – Z pewnością pamiętasz, jak na uczestników Beltane podziałał rytuał. Chcieli przebywać z drugą osobą, czuli się szczęśliwi tylko w jej towarzystwie. To była… ekstremalna, mocno wypaczona wersja miłości. Mogłam złamać taką więź, ponieważ została wytworzona przez nienaturalną magię. Wystarczyło zniwelować jej działanie. Obawiam się, że nie jest to możliwe w waszym przypadku.
Jeśli łączyła ich jakaś nić, nie była to więź klątwy, a anam cara, i wszystkie umiejętności Florence jako klątwołamaczki oraz ponadprzeciętne zdolności usuwania magicznych efektów nie mogły w żaden sposób jej przeciąć.
– Obawiam się, że pozostaje wam to zaakceptować. I albo być razem, albo rozstać się i unikać tego drugiego z poświęceniem, nawet jeśli ból już minie, a uczucia zaczną się rozwiewać. Nie ma magicznego remedium na emocje, jakie was dotykają. Teoretycznie można spróbować hipnozy, ale nie zalecam tego rozwiązania.
A poza tym uaktywnienie trzeciego oka przyniosło ze sobą parę przebłysków. Obrazy i słowa zaczęły układać się w historię, jeszcze zanim Geraldine Yaxley podzieliła się swoją historią.
Można było kłócić się, co do tego, czy Florence Bulstrode była damą, ale na pewno za taką się uważała. Dlatego wysłuchała wszystkiego, co miała do powiedzenia Geraldine, z kamiennym wyrazem twarzy. Nie wspomniała niczego o wszystkich mężczyznach, którzy przewijali się u boku Yaxleyówny w ostatnich latach (w duchu nawet trochę się ucieszyła, Ambroise na pewno prezentował się lepiej niż tamten pokrwawiony człowiek, którego pewnego dnia zastała w jej sypialni, i zdecydowanie wolała, aby Geraldine spotykała się z nim niż z Atreusem – to mogłoby wprowadzić w rodzinie niezbyt pożądane napięcia). Nie oświadczyła też więc stanowczo, że jedyna klątwa, jaką tutaj widzi, to najwyraźniej klątwa nieuleczalnej kłopoty, skoro żadne z nich nie było świadome, co oznaczają te objawy, mimo tego, że oboje przeżyli już ponad trzydzieści lat.
Mogła w końcu powiedzieć to trochę ładniejszymi słowy.
– Geraldine, Ambroise, to nie jest żadna klątwa – oświadczyła, bardzo spokojnie. Mogła w teorii przeprowadzić kilka dodatkowych testów, ale nie sądziła, by były potrzebne. Gdyby chodziło o kogoś innego, podejrzewałaby może, że to wyjątkowo ekstremalny przypadek więzi Beltane, ale wiedziała przecież, że ta połączyła Yaxleyównę z kimś zupełnie innym. I że została przerwana już kilka tygodni temu, jej własną ręką. – Z pewnością pamiętasz, jak na uczestników Beltane podziałał rytuał. Chcieli przebywać z drugą osobą, czuli się szczęśliwi tylko w jej towarzystwie. To była… ekstremalna, mocno wypaczona wersja miłości. Mogłam złamać taką więź, ponieważ została wytworzona przez nienaturalną magię. Wystarczyło zniwelować jej działanie. Obawiam się, że nie jest to możliwe w waszym przypadku.
Jeśli łączyła ich jakaś nić, nie była to więź klątwy, a anam cara, i wszystkie umiejętności Florence jako klątwołamaczki oraz ponadprzeciętne zdolności usuwania magicznych efektów nie mogły w żaden sposób jej przeciąć.
– Obawiam się, że pozostaje wam to zaakceptować. I albo być razem, albo rozstać się i unikać tego drugiego z poświęceniem, nawet jeśli ból już minie, a uczucia zaczną się rozwiewać. Nie ma magicznego remedium na emocje, jakie was dotykają. Teoretycznie można spróbować hipnozy, ale nie zalecam tego rozwiązania.