19.02.2025, 10:19 ✶
– Perswazje. Powiedziałabym, że to książka o tym, że nie powinno się pozwalać innym wtrącać w swoje życie miłosne – powiedziała, uśmiechając się lekko na widok rozproszenia Olivii. Przynajmniej wyglądało na to, że książka faktycznie przypadła jej do gustu. – To świetnie. Jeśli chcesz przyjmować prywatne zamówienia, mogę wspomnieć znajomym, że takie bierzesz…
Nie zamierzała jednak się przy tym upierać: zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak wyglądała Olivia, która najwyraźniej w ciągu ostatnich dni próbowała na raz pracować dla Pękatej Fiolki, ulepszyć eliksir na bezsenność oraz dodatkowo wykonać zamówienie dla Brenny. Poza tym wciąż nie była pewna, czy zmartwienie pani Quirke było słuszne, czy nie… Olivia nie wydawała się Brennie szczególnie przygnębiona, raczej zapracowana, ale kto to wiedział?
– Zapewniam, że nie wykańczam się, żeby przygotować jakieś eliksiry – oświadczyła, niemalże radosnym tonem, z właściwą dla niej w takich sprawach bezczelną hipokryzją. – Za to mogę mieć straszne wyrzuty sumienia, jeśli się dowiem, że ty to robisz, więc nie skazuj mnie na nie, dobrze? – poprosiła, teraz już całkiem poważnie. – Wydaje mi się, że to było żelazo. Nie jestem pewna, ale na pewno nie miecz, gdyby była mowa o mieczu, to bym pamiętała. Nie działo się ostatnio… nic złego? – spytała jeszcze, jakby z odrobiną wahania, nim wyciągnęła dłoń po eliksiry i zaczęła ostrożnie pakować je do torby. Zamierzała połowę zatrzymać przy sobie, tak na wszelki wypadek, a resztę posłać Woody’emu.
Nie była pewna, czy w ogóle powinna pytać. Ale jeśli Olivia nie chciała mówić, to przecież nie musiała, a lepiej… lepiej było chyba spytać niepotrzebnie niż nie zadać pytania, gdy to powinno paść. Może faktycznie pokłóciła się z chłopakiem. A może ta napaść sprzed kilku dni wciąż ją męczyła.
– W ogóle słyszałaś o tych czarnych różach w Maida Valen? – dodała jeszcze, gdy wszystkie fiolki znalazły się bezpiecznie w skrzyneczce, która z kolei trafiła do torby. Brenna nie bywała raczej w ogrodach Lestrange'ów: po co miałaby to robić, skoro przez całe życie tuż pod bokiem miała Knieję, sad Abbottów oraz szklarnie Sproutów? I normalnie nawet nie zdziwiłoby jej, że pojawiły się tam jakieś dziwne rośliny, ale przez całe lato przecież w Londynie, Dolinie Godryka i innych zakątkach przyroda zdawała się szaleć. W Sadzie Abbottów kwiaty zaatakowały bawiących się na przyjęciu, ogródek Dory w Warowni trzeba było dodatkowo zabezpieczyć tym razem nie po to, by chronić rośliny, a zatrzymać rośliny w środku, i była jeszcze ta przygoda z Olivią, gdy szukały przeklętego naszyjnika… – Pamiętasz tamtą stokrotkę, która nas napadła? Sądzisz, że te czarne zielska mogą być niebezpieczne?
Olivia, w przeciwieństwie do niej, znała się na roślinach, poza tym w Pękatej Fiolce mogła usłyszeć coś od klientów.
Nie zamierzała jednak się przy tym upierać: zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak wyglądała Olivia, która najwyraźniej w ciągu ostatnich dni próbowała na raz pracować dla Pękatej Fiolki, ulepszyć eliksir na bezsenność oraz dodatkowo wykonać zamówienie dla Brenny. Poza tym wciąż nie była pewna, czy zmartwienie pani Quirke było słuszne, czy nie… Olivia nie wydawała się Brennie szczególnie przygnębiona, raczej zapracowana, ale kto to wiedział?
– Zapewniam, że nie wykańczam się, żeby przygotować jakieś eliksiry – oświadczyła, niemalże radosnym tonem, z właściwą dla niej w takich sprawach bezczelną hipokryzją. – Za to mogę mieć straszne wyrzuty sumienia, jeśli się dowiem, że ty to robisz, więc nie skazuj mnie na nie, dobrze? – poprosiła, teraz już całkiem poważnie. – Wydaje mi się, że to było żelazo. Nie jestem pewna, ale na pewno nie miecz, gdyby była mowa o mieczu, to bym pamiętała. Nie działo się ostatnio… nic złego? – spytała jeszcze, jakby z odrobiną wahania, nim wyciągnęła dłoń po eliksiry i zaczęła ostrożnie pakować je do torby. Zamierzała połowę zatrzymać przy sobie, tak na wszelki wypadek, a resztę posłać Woody’emu.
Nie była pewna, czy w ogóle powinna pytać. Ale jeśli Olivia nie chciała mówić, to przecież nie musiała, a lepiej… lepiej było chyba spytać niepotrzebnie niż nie zadać pytania, gdy to powinno paść. Może faktycznie pokłóciła się z chłopakiem. A może ta napaść sprzed kilku dni wciąż ją męczyła.
– W ogóle słyszałaś o tych czarnych różach w Maida Valen? – dodała jeszcze, gdy wszystkie fiolki znalazły się bezpiecznie w skrzyneczce, która z kolei trafiła do torby. Brenna nie bywała raczej w ogrodach Lestrange'ów: po co miałaby to robić, skoro przez całe życie tuż pod bokiem miała Knieję, sad Abbottów oraz szklarnie Sproutów? I normalnie nawet nie zdziwiłoby jej, że pojawiły się tam jakieś dziwne rośliny, ale przez całe lato przecież w Londynie, Dolinie Godryka i innych zakątkach przyroda zdawała się szaleć. W Sadzie Abbottów kwiaty zaatakowały bawiących się na przyjęciu, ogródek Dory w Warowni trzeba było dodatkowo zabezpieczyć tym razem nie po to, by chronić rośliny, a zatrzymać rośliny w środku, i była jeszcze ta przygoda z Olivią, gdy szukały przeklętego naszyjnika… – Pamiętasz tamtą stokrotkę, która nas napadła? Sądzisz, że te czarne zielska mogą być niebezpieczne?
Olivia, w przeciwieństwie do niej, znała się na roślinach, poza tym w Pękatej Fiolce mogła usłyszeć coś od klientów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.