19.02.2025, 14:32 ✶
— A co? — rzucił Erik, nie kryjąc się zbytnio z zaciekawieniem, które odbijało się w jego głosie. — Czyżbym cię jakoś zawiódł w jednym z twoich snów? Fantazja już nie ta? — Przechylił lekko głowę w bok. — Chociaż... Wiesz, to może być poniekąd moja wina. Może nie utkwiłem ci wystarczająco mocno w pamięci, skoro w twoich marzeniach jestem nieco inny.
Może powinien się bardziej starać w trakcie ich spotkać, co by Anthony zapamiętał go jeszcze wyraźniej niż dotychczas?
— To prawda, ćwiczę tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji — odparł niewinnie, jakby nigdy nie przeszło mu przez myśl, aby pracować nad własną sylwetką w jakimkolwiek innym celu. — A skoro już mowa o występach dla Czarownicy... Po co miałbyś się pieklić z zazdrości i odbierać innym przyjemność z kupna nowego wydania, skoro równie dobrze mógłbyś po prostu dołączyć do mnie na takiej sesji? — Wlepił buńczuczne spojrzenie w twarz Anthony'ego. — Założę się, że seria kalendarzy ze zdjęciami pracowników różnych departamentów byłaby istnym hitem sprzedażowym. Kto wie, może nawet podwyższyłyby się statystyki rekrutacji.
Czy udział w takim projekcie byłby dla nich niebezpieczny? Cóż, na pewno balansowaliby na dosyć cienkiej granicy zdradzenia się przed innymi ludźmi z ich otoczenia. Ale czy różniłoby się to aż tak mocno od wspólnej wizyty na balu, pikiecie czy innym przyjęciu dla elity? Oczywiście, co poniektórzy mogliby uznać taki występ za skandal, jednak... Czasem trzeba było się poświęcić dla wyższego dobra. Dla Ministerstwa Magii. Dla rodzimego departamentu.
— Nie przypominam sobie, żebyś kiedyś wspominał o takich kuchennych fantazjach — skomentował z dwuznacznym uśmiechem, wygładzając czerwony fartuch. — To jakaś skrywana fantazja, czy po prostu chcesz mnie zobaczyć w środowisku w którym mogę coś przypadkowo spalić? Nie żebym narzekał... Na tobie ten fartuch będzie wisieć równie dobrze, co i na mnie.
Powłóczył wzrokiem za Anthonym, gdy ten ponownie zwrócił się w kierunku kufra i wiedziony instynktem ruszył za starszym mężczyzną. Objął go zdecydowanie w pasie i przywarł do niego, opierając podbródek na prawym ramieniu Shafiqa. Na szczęście oboje byli względnie zbliżeni do siebie wzrostem, toteż nie wyglądało to ze strony Longbottoma jakoś szczególnie karokołmnie. Gdyby Tony miał metr sześćdziesiąt w kapeluszu, to wyglądałoby to o wiele zabawniej.
— Obawiam się, że to czy kuchnia jest mugolska, czy magiczna nie ma najmniejszego znaczenia — uprzedził Erik, wzdychając ciężko. Oczywiście, nie chciał od razu rujnować planów Anthony'ego na ich spotkanie, jednak wolał być z nim szczery w tej kwestii. Bądź co bądź, lepiej, żeby wiedział w co się pakuje, zaciągając partnera do kuchni. — Sprzęty kuchenne po prostu nie lubią mojego beztalencia. — Wzruszył sztywno ramionami. — A uwierz mi, miałem do czynienia naprawdę z masą sprzętów.
Domowy sprzęt, szkolne wyposażenie skrzaciej kuchni, a nawet sprzęty zalegające na zapleczu klubokawiarni Nory. Nie liczyło się, czy sprzęt był magiczny, czy mugolski, tani czy drogi. Erik po prostu nie był kompatybilny ze sztuką gotowania, o ile nie chodziło o zaparzenie zwykłej wody na herbatę i przyrządzenie zwykłej porcji tostów na parę osób. Wprawdzie, teraz kiedy pozbył się klątwy kuchennej sprzed paru miesięcy, było o wiele lepiej, ale dalej nie był to poziom akceptowalny przez znaczną część społeczeństwa. A może to po prostu arystokrackie geny po Godryku i rodzinie od Potterów?
— Nigdy nie mów nigdy — skomentował miękko. — Potrafimy wyczarować coś z niczego, latać na miotłach i przygotowywać mikstury zmieniające wygląd. Ingerencja w zaburzenia wzroku nie powinna stanowić wyzwania. Może za parę lat nie będziesz musiał się tym zbytnio martwić.
Skinął głową. Ciastka były o wiele lepszym pomysłem. Bądź co bądź, był świadkiem wypiekanie sporej ilości słodkich przekąsek przez swoją najlepszą przyjaciółkę, więc jako tako wiedział, jak się do tego zabrać. Nie mógł powiedzieć tego samego o gulaszu, bez względu na to, jak dobrze by nie smakował, biorąc pod uwagę obecne zmiany pogodowe w kraju.
Może powinien się bardziej starać w trakcie ich spotkać, co by Anthony zapamiętał go jeszcze wyraźniej niż dotychczas?
— To prawda, ćwiczę tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji — odparł niewinnie, jakby nigdy nie przeszło mu przez myśl, aby pracować nad własną sylwetką w jakimkolwiek innym celu. — A skoro już mowa o występach dla Czarownicy... Po co miałbyś się pieklić z zazdrości i odbierać innym przyjemność z kupna nowego wydania, skoro równie dobrze mógłbyś po prostu dołączyć do mnie na takiej sesji? — Wlepił buńczuczne spojrzenie w twarz Anthony'ego. — Założę się, że seria kalendarzy ze zdjęciami pracowników różnych departamentów byłaby istnym hitem sprzedażowym. Kto wie, może nawet podwyższyłyby się statystyki rekrutacji.
Czy udział w takim projekcie byłby dla nich niebezpieczny? Cóż, na pewno balansowaliby na dosyć cienkiej granicy zdradzenia się przed innymi ludźmi z ich otoczenia. Ale czy różniłoby się to aż tak mocno od wspólnej wizyty na balu, pikiecie czy innym przyjęciu dla elity? Oczywiście, co poniektórzy mogliby uznać taki występ za skandal, jednak... Czasem trzeba było się poświęcić dla wyższego dobra. Dla Ministerstwa Magii. Dla rodzimego departamentu.
— Nie przypominam sobie, żebyś kiedyś wspominał o takich kuchennych fantazjach — skomentował z dwuznacznym uśmiechem, wygładzając czerwony fartuch. — To jakaś skrywana fantazja, czy po prostu chcesz mnie zobaczyć w środowisku w którym mogę coś przypadkowo spalić? Nie żebym narzekał... Na tobie ten fartuch będzie wisieć równie dobrze, co i na mnie.
Powłóczył wzrokiem za Anthonym, gdy ten ponownie zwrócił się w kierunku kufra i wiedziony instynktem ruszył za starszym mężczyzną. Objął go zdecydowanie w pasie i przywarł do niego, opierając podbródek na prawym ramieniu Shafiqa. Na szczęście oboje byli względnie zbliżeni do siebie wzrostem, toteż nie wyglądało to ze strony Longbottoma jakoś szczególnie karokołmnie. Gdyby Tony miał metr sześćdziesiąt w kapeluszu, to wyglądałoby to o wiele zabawniej.
— Obawiam się, że to czy kuchnia jest mugolska, czy magiczna nie ma najmniejszego znaczenia — uprzedził Erik, wzdychając ciężko. Oczywiście, nie chciał od razu rujnować planów Anthony'ego na ich spotkanie, jednak wolał być z nim szczery w tej kwestii. Bądź co bądź, lepiej, żeby wiedział w co się pakuje, zaciągając partnera do kuchni. — Sprzęty kuchenne po prostu nie lubią mojego beztalencia. — Wzruszył sztywno ramionami. — A uwierz mi, miałem do czynienia naprawdę z masą sprzętów.
Domowy sprzęt, szkolne wyposażenie skrzaciej kuchni, a nawet sprzęty zalegające na zapleczu klubokawiarni Nory. Nie liczyło się, czy sprzęt był magiczny, czy mugolski, tani czy drogi. Erik po prostu nie był kompatybilny ze sztuką gotowania, o ile nie chodziło o zaparzenie zwykłej wody na herbatę i przyrządzenie zwykłej porcji tostów na parę osób. Wprawdzie, teraz kiedy pozbył się klątwy kuchennej sprzed paru miesięcy, było o wiele lepiej, ale dalej nie był to poziom akceptowalny przez znaczną część społeczeństwa. A może to po prostu arystokrackie geny po Godryku i rodzinie od Potterów?
— Nigdy nie mów nigdy — skomentował miękko. — Potrafimy wyczarować coś z niczego, latać na miotłach i przygotowywać mikstury zmieniające wygląd. Ingerencja w zaburzenia wzroku nie powinna stanowić wyzwania. Może za parę lat nie będziesz musiał się tym zbytnio martwić.
Skinął głową. Ciastka były o wiele lepszym pomysłem. Bądź co bądź, był świadkiem wypiekanie sporej ilości słodkich przekąsek przez swoją najlepszą przyjaciółkę, więc jako tako wiedział, jak się do tego zabrać. Nie mógł powiedzieć tego samego o gulaszu, bez względu na to, jak dobrze by nie smakował, biorąc pod uwagę obecne zmiany pogodowe w kraju.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞