Florence widziała wiele. Przynajmniej jeśli chodzi o życie Yaxleyówny. Dosyć często angażowała ją w swoje własne problemy, czasem spowodowane ogromną głupotą. Na szczęście nie podzieliła się żadną z historii z ostatniego półtora roku, zdecydowanie wolała, aby Roise nie musiał tego słuchać, bo sama wolała nie wiedzieć, co działo się u niego w tym czasie. To mogłoby niepotrzebnie zaboleć, więc dużo prostszą opcją było udawanie, że ta przerwa nie istniała. Nie spodziewała się, żeby kiedykolwiek chcieli wracać do tego, co robili, gdy nie było ich obok siebie. Podejrzewała bowiem, że jego życie było równie bujne, co to jej, więc chyba byli kwita, czy coś.
Miała świadomość, że Roise był średnio zadowolony z tego, że się tutaj zjawili. Nie przyciągnęła go może do mieszkania przyjaciółki siłą, ale wiedziała, że gdyby nie to, że mocno na to nalegała to zapewne ich by tutaj nie było. Sprawa nadal wisiałaby gdzieś w powietrzu i mogliby tak sobie nad tym gdybać do usranej śmierci. Była mu wdzięczna za to, że zrobił to dla niej, tak tak sobie tłumaczyła to, że w końcu się tutaj znaleźli.
Uniosła spojrzenie ze swoich butów na Flo, kiedy ta się odezwała, wpatrywała się w przyjaciółkę zaciekawiona, trochę czekała na to powie, jakby miała im ogłosić jakiś wyrok. Byli przeklęci, czy nie byli przklęci, dało się z tym coś zrobić, czy się nie dało.
Bulstrode wydawała się być pewna w swoich słowach, to nie była klątwa. Geraldine zmrużyła na chwilę oczy, aby ułożyć sobie to w głowie. Czyli dobrze się jej wydawało, nie mogła istnieć taka klątwa, która mogłaby im zrobić coś takiego. Nie chciała nazywać tego po imieniu, ale chyba od lat po prostu wiedziała, że połączyło ich ze sobą coś więcej, nie sądziła, aby jakakolwiek klątwa mogła być aż tak silna.
- Tak, pamiętam to, co stało się w Beltane. - Sama zresztą przyszła do przyjaciółki wtedy, aby zerwać więź, która połączyła ją z jej wieloletnim przyjacielem. Nie czuła się z nią komfortowo i wyczuwała, że coś jest nie tak, że to było dziwne i nieprawdziwe. Ciążyło jej. - Sugerujesz więc, że to, co jest między nami nie jest magią, znaczy nie jest nienaturalną magią, tylko prawdziwą magią? - Tak próbowała sobie to przełożyć na swój prosty język, była jedyną osobą w tym pomieszczeniu, która nie miała nic wspólnego z uzdrowicielstwem, najmniej się znała na tych tematach.
Przeniosła spojrzenie na Ambroisa, jakby chciała wyczytać z jego twarzy, co on o tym myśli, nie, żeby udało jej się tym spojrzeniem osiągnąć zbyt wiele. Wydawało jej się, że nadal jest spięty. Postanowiła zareagować, dyskretnie zaczęła przesuwać swoją dłoń w kierunku jego dłoni, by jakoś go wesprzeć w tej niekomfortowej dla niego sytuacji. Zdecydowanie nie odnajdywał się tutaj dużo bardziej od niej. Ona miała już doświadczenie w podobnych sprawach, nie bała się mówić Florence o wszystkim.
- Myślę, że hipnoza nie jest dla nas. - Zdecydowanie nie zamierzała pozwolić, aby ktoś mieszał jej w głowie, nie po tym, co działo się przez kilka ostatnich miesięcy w jej życiu. Czuła, że Roise się z nią w tym zgodzi, on również nie należał do osób, które pozwoliłyby na to, aby ktoś lub coś mieszało mu w głowie.
Jeśli dobrze wszystko zrozumiała, to właściwie Flo powiedziała im o tym, co chyba było najbardziej oczywistą rzeczą, to co ich łączyło to była miłość, tak po prostu nie powinni mieszać w to żadnych sił wyższych, żadnych klątw. Naprawdę zrobiło jej się głupio przez to, że próbowali szukać wytłumaczenia, zamiast zaakcpetować to najbardziej oczywiste.