Lewis nastawił czajnik, a gdy ten zaczął gwizdać, zalał szklany dzbanek z sitkiem. Powstała z tego kiepskiej jakości, czarna kawa, a dokładniej półtora litra. Liczył trochę, że Edge ostudzi ją magicznie. On obawiał się, że zbije dzbanek. Zamiast tego wrócił do krojenia i przygotowywania tej zasranej salatki.
— Jestem po prostu kurewsko pewny siebie — wzruszył ramionami. Siurek mu nie stawał na widok facetów, a że ktoś tam lubił obslinić plakat Joe Dassina, to już nie jego problem. — Planuję Woody'emu wkręcić, że mam żonę i dwie córki, żeby dał mi podwyżkę. Tylko muszę jakieś przyzwoite imiona im wymyślić. Wiesz, że baba się zgodziła, a jednocześnie takie wiesz... No, nie jebiące na kilometr ściemą. No i wiesz. Sklerozę mu wkęce, może da mi wypłatę dwa razy, jak zacznie wątpić w siebie.
Cała twórczość Lewisa zaczynała przypominać coś jadalnego, przynajmniej dla niego. Odgarnął dwa loczki z twarzy i zaczął się zastanawiać, jak ten chuj, Crow, przetransportuje ją w reprezentacyjnej formie do swojej dupy.
To nie było dziwne danie. Przynajmniej nie dla Lewisa. Rukola, dzika i ostra, kłuła język swą pieprzną goryczą, jak niespokojna myśl, która nie daje spokoju. Burak, słodki, niemal grzeszny w swej ziemistej soczystości, zdawał się obiecywać łagodność, ale jego czerwień była zbyt intensywna, zbyt podobna do krwi, by nie niepokoić, barwiąca wszystko fioletem. A kozi sern miękki, lecz kapryśny, raz gładki jak szept, innym razem ziarnisty, jakby krył w sobie jakieś wahanie, niepewność. Wszystko to skąpane było w kilku kroplach oliwy, złotej i leniwej, jakby spływała powoli, celebrując chwilę. A jednak w tej prostocie kryło się coś drapieżneg, smaki ścierały się, walczyły, i choć na chwilę łączyły się w harmonii, zaraz znów powracały do swej odrębności, jak dusze skazane na wieczne rozdarcie, łamiąc się na prażonym słoneczniku. Chrupkim ziarnie odrodzenia.
Wszystko wymieszane w szklanej misce po babci, która wczoraj tu mieszała, udającej cięty kryształ. Ta miska udawała, nie babcia.
— Spróbuj — zachęcił go, podając mu widelec z plastikową rączką, niegdyś białą, teraz pożółkłą od mycia i używania.