Niektórzy bardziej od innych lubili stawiać na swoim, pokazywać, że zawsze mają rację, i Roise i Geraldine należeli do tego grona osób. Jak sobie coś upierdolili to nie było szans, aby ktokolwiek zmienił ich wizję, lubili udowadniać, że się nie mylą, że jest dokładnie tak, jak uważają. Tym razem, wyjątkowo Yaxleyówna nie chciała, żeby jej przypuszczenia okazały się prawdziwe, zdecydowanie wolała, aby to Ambroise miał rację. Było to naprawdę raczej niespotykane, jak widać wszystko jednak zależało od sytuacji, w której się znajdowali. W tym przypadku nie miała najmniejszego problemu z tym, aby się z nim zgodzić, naprawdę.
- Jasne, nie można się w końcu znać na wszystkim. - Rzuciła jeszcze, bo wcale nie widziała w tym nic złego, nie była w stanie do końca zrozumieć pewnych spraw, bo przecież nie mogła być wszechstronnie uzdolniona. Yaxleyówna nie posiadała żadnych ukrytych talentów, zabawne, bo sporo osób, którymi się otaczała takowe posiadała. Przy nich wydawała się być naprawdę zwyczajną jednostką. Nie urodziła się z żadnymi ukrytymi talentami, no, może poza tym szóstym zmysłem, który odziedziczyła po rodzinie ojca, ale nic innego jej nie wyróżniało. Nie czuła się przez to pokrzywdzona, wiedziała, że niektórzy po prostu widzą więcej, mieli ku temu specjalne predyzpozycje, których jej brakowało. Nigdy nie wydawało jej się, że powinno być jej z tego powodu przykro, czy coś. Nie można było mieć wszystkiego. Mimo tego rozwijała się jak tylko mogła w tych innych dziedzinach, na który miała jakikolwiek wpływ, żeby chociaż dzięki temu stać się w jakiś sposób wyjątkowa. Mogło się wydawać, że miała gdzieś opinię innych, że jej nie zależało, ale chciała być najlepsza - sama dla siebie.
- Zawsze możemy być pojebani jeszcze bardziej, chociaż może nie? Nie wiem, czy da się bardziej. - Najwyraźniej po raz kolejny się zgadzali, ostatnio nie zdarzało się to zbyt często, więc nawet nieco ją to dziwiło. Jednak temu nie dało się zaprzeczyć. Byli pierdolnięci, pod wieloma względami, szczególnie przy sobie. To było oczywiste, każdy chyba był w stanie do dostrzec, nigdy też jakoś specjalnie tego przed sobą nie ukrywali, nie mieli innej opcji jak się pogodzić z tym, że tak po prostu było. Kiedyś zupełnie im to nie przeszkadzało, faktycznie traktowali to jako coś wyjątkowego, ostatnio jednak mogli dostrzec nieco inne strony tej ich wyjątkowości. Kiedyś musiało do tego dojść.
- To wcale nie jest takie proste. - Jak mogłaby tego nie kwestionować, kiedy nie mieli już być razem, gdy ustalili, że nie powinno łączyć ich już nic. Łatwo było mu mówić, że zawsze mogła do niego przyjść, jednak dla niej nie do końca było to normalne. Nie powinna tego robić, nie chciała mu się narzucać, nie w ten sposób, to w pewien sposób jej uwłaczało. Biedna, smutna Geraldine miała najebane w głowie, więc trzeba było akcpetować to, że od czasu do czasu pojawi się i zada to głupie pytanie. Zdecydowanie wolałaby tego uniknąć, tyle, że aktualnie nie miała pojęcia, jak właściwie mogła to obejść. Czy istniał w ogóle sposób w jaki mogłaby się pozbyć tych lęków? Nie miała pojęcia, pewnie tak, z większością spraw dało się zrobić coś, z tym też powinno się dać. Tyle, że wtedy zniknąłby ostatni powód dla którego mogłaby pojawiać się w jego życiu, wtedy nie miałaby argumentów na to, aby zjawiać się przed jego drzwiami, gdy tylko będzie miała na to ochotę. To też nie do końca jej się podobało, bo zależało jej na tym, aby utrzymywali kontakt, żeby nadal coś dla siebie znaczyli. Jasne, niby nie dało się z tym walczyć, to uczucie miało istnieć zawsze, ale w tej dziwnej sytuacji mogłaby go przynajmniej spotykać od czasu do czasu, nie musiała godzić się z tym, że chciał się dystansować.
To było bardzo pokrętne myślenie, nie do końca poprawne, nieco desperackie, ale miało jej przynieść zamierzony efekt.
- Nie sądzę, żeby to się dało zmienić. - To musiało paść, właściwie to nie chciała tego zmieniać, nie była gotowa zgodzić się na nic innego. Nie potrafiłaby pojawiać się u niego od czasu do czasu, spojrzeć mu w oczy i odejść, jakby nic ich nie łączyło. Zawsze miała mieć nadzieję na to, że za którymś razem pęknie, przekona się do tego, że jednak lepszą opcją jest ponowne połączenie swoich dróg. Była gotowa na niego czekać, bez względu na to ile czasu mogło to trwać. To też nie było najlepszym wyjściem, czuła, że będzie mogło przynieść im sporo bólu, bo przecież ciągle musieliby walczyć z tym co czuli, spotykanie się nawet od czasu do czasu by tego nie ułatwiło. Ich życia były mocno zamotane, zresztą nie widziała aktualnie możliwości, nie miała pojęcia, jak niby mogliby się z tego wyplątać.