— A co taka samotna panienka... A przepraszam pani władzo! — początek zdania był radosny, Lewis nawet zapomniał o tym, że chwilowo nie poderwie żadnej babeczki, bo sam nią jest, ale zaraz później zabrzmiał z rezerwą.
Lewis miał, nawet po niechcianej transformacji, typowy dla Nokturnu akcent, niby tylko dzielnica, ale bardzo specyficzna, a on tam się urodził i wychował. Coś w sposobie nacisku na zgłoski wskazywało na typowo Londyńskie pochodzenie, a manieryzmy końcówek słów mogły jasno nakierować policjantkę na mniej uprzywilejowanych mieszkańców magicznego środowiska.
Nie wszyscy biedniejsi mieszkańcy ulicy Śmiertelnego Nokturnu należeli do przestępczego marginesu, ale mózg Lewisa zawył alarmowymi syrenami głośniej niż zawodzenie Selkie. Mały złodziejaszek, który całe życie ślizgał się jak węgorz między rękami sprawiedliwości, w końcu wpadł i przesiedział rok w więzieniu. Towarzystwo miał osobliwe: po lewej półolbrzym z nosem jak kartofel, ledwo mieszczący się w celi, po prawej brodaty jegomość, który twierdził, że siedzi za poezję. Później dowiedział się, że ta poezja to eufemizm na kanibalizm. Lewis McKinnon był tylko złodziejem. Na szczęście. A że czasami trzeba było komuś sprać mordę? Phi.
Nie można jednak darownemu koniu w zęby zaglądać, w końcu nie był teraz Lewisem, a Lavender, dziewczyną o łagodnych rysach, loczkach cherubina dookoła głowy i słodkich dużych oczkach.
— Na wspominki mnie wzięło, ale nie mogę znaleźć grobu — skłamał gładko, pocierając niby w zażenowaniu ramiona. W rzeczywistości przez eliksir miał jakieś takie wychudłe ramiona i było mu zimniej niż normalnie. — Po zmroku wszystko wygląda tak samo.
W głowie za to wyklinał siebie i swój kontakt. Jebany sprzedawczyk, próbował go wjebać i wydać bumowcom, jebaniec. Niech on tylko go spotka! A tamtemu poltergeistowi to jest winny paczkę fajek i skisłe piwo, podobno lubią. Nie można złapać Lewisa, jeżeli na miejscu jest jego kuzynka, niewinna jak nieobsrana łąka.
Musiał szybko wymyślić jakąś historyjkę dla tego pudla, co go zamierzał przesłuchiwać, nawet jeżeli nie pogardziłby, gdyby pani policjantka założyła mu kajdanki.