Ciekawie było zobaczyć te rodzinne czułości między tą dwójką. Louvain ma w zasadach granie niedostępnego - zapisane. Bo niby nie chciał się przytulać, niby tak sztywniał, a jednak wcale się od niej nie opędzał i dzielnie czekał, aż jego zbyt przystojne na czytanie ksiąg ciało zostanie objęte przez ciało wystarczająco piękne do czytania ksiąg. W łóżku też się tak bawił? Chwilę projektu-kłody, żeby pozgrywać faceta do zdobycia, zanim roznieci w sobie chociaż odrobinę ciepła? Ciekawe było to zestawienie aktualnego ich podejścia do siebie z jeszcze jedną rzeczą - pojedynkiem. Zawsze dobrze patrzyło się na to, co na pokaz, a na to, jaka była prawda. Mocno punktowało za czarnowłosym to, że sobie pozwalał. Z jakiegoś powodu zupełnie nie krępowała go obecność blondyna, który spoglądał na to niby ciepło, ale w gruncie rzeczy bardzo czujnie. Z ukrywaną dobrze ciekawością. Och nie - panicz Louvain nie krępował się wcale, co zaraz miała zaznaczyć kolejna jego wiadomość i jakże wysublimowana odpowiedź Victorii. Gdyby nie zdawał sobie sprawy z plotek, jakie krążą za jego plecami być może bardziej by się tymi słowami. Albo być może gdyby nie jego zainteresowanie tym, co działo się w zasięgu jego wzroku - tam, gdzie nęcił szept i zapraszała słona woda oceanów. Zgrywanie pruderyjnego zdawało się mijać tutaj z celem przed kimś takim jak Louvain, nie wspominając o Victorii, która wiedziała... może nie wszystko, ale wiedziała bardzo, bardzo wiele. I przez ten czas przyjaźni dbał o to, żeby wiedziała coraz więcej.
Rozmowa się toczyła, a on przyglądał się rosie, która spoczywała tylko na tych płatkach. Tej jednej róży. Znajomy zapach, który roztaczał się po tym ogrodzie był inny. Jak i dźwięki były tutaj inne. Aż ciarki przechodziły po plecach - i kiedy na moment na nich spojrzał, przez usłyszenie tych kroków, nie widział na twarzach Louvaina czy Victorii, żeby oni dostrzegali te dłonie odbijające się na szybach, ani żeby... słyszeli. Bardzo szybko zrozumiał, dlaczego niczego nie słyszeli. Czasem ten zew był tak silny, że nawet nie chciał się mu opierać. Nie miał siły się mu opierać. Po co, skoro był tak przyjemny? Automatyzm pewnych ruchów zakrawał o głupotę. W końcu głupotą było smakowanie wody, która równie dobrze mogła być trucizną - tak by się wydawało. Czasami jednak wiesz. Nie możesz tego racjonalnie wyjaśnić - po prostu wiesz.
Rozmawiał ostatnio o widmowidzeniu, ale to, czego tutaj doświadczył, wyrastało poza skalę, jaką mógłby zrozumieć. Było podobne do zanurzenia się w myśloodsiewni, która smakowała słoną wodą i tchnęła wonią jodu. W wyraźno-niewyraźnych obrazach mieszanych z mirażami huku fal i trzaskaniem drewna pewne sceny były aż zbyt wyraźnie wyrysowane przed jego oczami. Prawie jakby tam był. Jakby miał pójść na dno z tymi marynarzami. Jakby mógł złapać za ten kufer i pamięć, jaka została przechowana wokół niego. Kwiat pamiętał. Albo pamiętała magia, która była z nim związana.
- T-tak? - Oderwał wzrok od ziemi, nie bardzo wiedząc, kiedy w ogóle poszedł w dół i kiedy znalazł oparcie w Victorii. Uniósł na nią zdezorientowane spojrzenie i odruchowo złapał się wolną dłonią blatu, na którym stał rzeczony kwiat. - Wszystko w porządku... Nic mi nie jest. - Był skołwany i to było po nim widać. Podniósł się, z pomocą przyjaciółki, z powrotem do pionu, chwilowo zbyt oszołomiony, żeby zastanawiać się nad żałosnością tego wydarzenia przed oczami Louvaina. Znów spojrzał na róże. Uczucie minęło. Tylko skąd brała się ta woda..? Produkowała ją sama roślina? Już chciał mówić, że trzeba sprawdzić ostatnie transporty z Francji do Londynu dla Lestrange! Ale przecież to nie mogły być "ostatnie transporty". Te ubrania, sama ta stara łódź... - Te kwiaty są z Francji. Zostały tu przetransportowane statkiem... kufer i walizka... - Wymruczał ostatnie dwa słowa bardziej pod nosem, do siebie samego, gorączkowo próbując skupić się na tym, co widział. - To musiało być... kilka wieków temu... Może ktoś otworzył teraz kufer? Może trzeba go poszukać? Statek chyba zatonął, pewnie w zapiskach waszej rodziny byłyby o tym jakieś wzmianki... - Zaaferował się tym i jakoś chwilowo nie zdawał sobie sprawy, że to wszystko brzmiało dla osób drugich raczej mało składnie i... przede wszystkim - znikąd.