Yaxleyówna nie zamierzała odpuścić konfrontacji z przyjacielem. Nie po tym przedstawieniu, które odbyło się na korytarzu. Była zirytowana, czego nie dało się nie zauważyć po jej wyrazie twarzy. Jasne, próbowała zrozumieć jego pobudki, ale nie do końca jej się to udawało. Typ polował na nich na jebanej klatce schodowej, nosz kurwa, to było nieco pojebane. Nie, żeby specjalnie znała się na opętaniach, czy na demonach, ale wystarczyło ich grzecznie poprosić o to, aby się tutaj pokazali, a kolega Corio mógłby na spokojnie ich sobie dokładnie obejrzeć, na pewno ją. Nie miałaby z tym najmniejszego problemu.
- Żebyś się kurwa nie zdziwił. - Odburknęła jeszcze do niego nie do końca przyjemnym tonem głosu. Może powinna być nieco milsza dla znajomego Corio i Ambroisa, ale nie do końca potrafiła. Nadal była zła o to, że po popsuł im plany.
Wlezli w końcu do mieszkania Lestrange'a. Geraldine ciągle trzymała Roisa za rękę, nie zamierzała jej póki co wypuścić, bo mógł się okazać jej uziemieniem, dzięki temu póki co całkowicie nie wybuchła. - CORIO, nie przywitasz się z nami? - Tak, liczyła na komitet powitalny, którego póki co nie zastała. Zdecydowanie mieli do pogadania. Najwyraźniej jednak Lestrange nie zamierzał się na razie pokazać, może to i lepiej dla niego, bo nie omieszkała strzalać w niego piorunami z oczu.
- No co Ty nie powiesz. - Nie była, aż takim laikiem, żeby nie wiedzieć tego o czym wspominał. Demony nigdy jakoś specjalnie jej nie interesowały, mimo wszystko miała jednak o nich jakieś pojęcie, szczególnie po ostatnich kilku miesiącach, gdy dosyć mocno musiała się przygotować do walki z tym jednym, który postanowił wkraść się do jej życia i je przejąć.
- Naprawdę zdajemy sobie sprawę z tego, jak wygląda walka z demonem. - Nieszczególnie teraz chiała do tego wracać. Pamiętała, jak mieszał im w głowach, jak naginał rzeczywistość. Pamiętała bardzo dokładnie, co działo się w jaskini, kiedy musiała odciąć łeb istocie, która wyglądała jak ona.
- To wyjątkowo dobry powód, zobaczyć, jak źle jest, myślisz, że dzięki Tobie będzie lepiej? - Pewnie na jego miejscu by tutaj nie wróciła, tak właściwie to sama zastanawiała się wiele razy, czy nie pierdolnąć tego w pizdu i nie wyjechać w Bieszczady, czy inne miejsce, ale za dużo rzeczy trzymało ją na miejscu. Miała pod opieką brata wampira, wcześniej brata demona, trochę się tego nazbierało.
Bardzo chętnie wlałaby w siebie teraz nieco alkoholu, tak, zdecydowanie tego potrzebowała, może wtedy jakoś łatwiej będzie jej się ogarnąć. Niby alkohol nie był rozwiązaniem, ale nie do końca się z tym zgadzała, czasem naprawdę pomagał.
Nadal stali w przedpokoju, nie weszli do dalszej części mieszkania. Mierzyła wzrokiem nieznajomego, który wydawał się być dosyć blisko i z Roisem i z Corio. Po tym co powiedział nieco jej się rozjaśniło, musiał na dłużej wyjechać z kraju, nie miała szansy go poznać, chociaż przecież pojawiła się w ich towarzystwie dość dawno temu, najprawdopodobniej zniknął stąd więcej niż siedem, osiem lat temu. To faktycznie był szmat czasu.
Kiedy usłyszała jego personalia na jej twarzy pojawiło się zdziwienie. Sporo się wyjaśniło. Dobrze jej się wydawało, że kojarzy tę twarz, tyle, że nie do końca mogła ją przypisać do osoby. Znała Rookwooda, tak, pamiętała go, teraz wszystko było jasne. - Kurwa, niezły plot twist. - Mruknęła w sumie sama do siebie, bo chyba nie tego się spodziewała. To wyjaśniało również skąd ją znał, przecież należeli do jednego domu w Hogwarcie, właściwie tak jak cała reszta towarzystwa obecnego w tym mieszkaniu. Tyle, że ona była najmłodsza, więc nie miała do końca szansy się z nimi jakoś bliżej poznać na tamtym etapie życia. Tak właściwie to właśnie Rookwooda powinna pamiętać najbardziej z tamtego czasu, bo grali razem w drużynie qudditcha.
Nie miała pojęcia, co się z nim stało, nie interesowało jej to za bardzo, bo nie byli nigdy na tyle blisko, aby jakoś specjalnie utrzymywała z nim kontakt. Roise, ani Corio też nie wspominali o tym, że byli z nim blisko. Najwyraźniej był całkiem dumny z tego, że stał się zdrajcą krwi, chyba lubił ruchać szlamy, zresztą sam się tym z nimi podzielił, drugi raz w przeciągu kilku minut wspominał o jebaniu, może mu czegoś brakowało?