21.02.2025, 01:00 ✶
Jonathan spojrzał na Woody'ego dość trzeźwym jak na siebie w obecnym stanie, spojrzeniem, jednocześnie wciąż czując na palcach nieprzyjemny ślad po tej kapeluszowatej obrzydliwości. Jego pijanai chyba trochę zbyt dramatyczna część osobowości, chciała aby jak najszybciej wstał i umył ręce. Jednak ta część która wciąż myślała jakkolwiek racjonalnie uznała, że z szacunku do Woody'ego absolutnie tego nie zrobi.
Kolejne całkiem przytomne spojrzenie. Jonathan westchnął j jeszcze bardziej zapadł się w swoim fotelu, smutno kręcąc głową.
– Nie jestem zakochanym nastolatkiem Woody. Wiem co się stało, wiem czego nie robić i miedzy innymi dlatego nie siedzi teraz ze mną – powiedział poważnym tonem głosu. Miał przecież okazję do przebaczenia wszystkiego, do dania możliwości na ponowny powrót do siebie, ale nie ważne jak bardzo nie martwił się o dawnego kochanka, nie zamierzał na to pozwalać. – Ale znam go na tyle, by wiedzieć jak postąpi.
Eh... Najgorsze było to, że nawet gdyby był w połowie tak idealny jaki był teraz i tak byłby oszałamiająco pociągający. Ha! Mógłby nawet być umiarkowanie przystojny (bo brzydki nie byłby przecież nigdy), a przez własną charyzmę i naturalny urok osobisty i tak cieszyłby się zainteresowaniem. A gdyby nie miał swojej charyzmy? Wtedy na pewno też uchodziłby za wycofanego, lecz urokliwego, introwertyka, co z pewnością sprawiłoby że ludzie byliby nim zafascynowani. Tragedia! Urodził się przeklęty!
Zamrugał parę razy oczami, bo może i trochę wypił, ale był szalenie przekonany, że ani razu nie wspomniał o tym co skrywały jego spodnie i absolutnie nie miał pojęcia czemu Woody o tym by wspominał.
– Woody, z całym szacunkiem, ale absolutnie nie chciałbym abyśmy kiedykolwiek rozmawiali o moim... – Zmarszczył brwi. Zaraz, zaraz, zaraz. Co on powiedział? – O nie, nie, nie. – Zaśmiał się. – Musisz mi koniecznie teraz opowiedzieć jakie przyrodzenie tak bardzo zdominowało twoje myśli. Tylko na bogów, nie mów że ma to związek z Quintessą i Anthonym!
Merlinie, jak dobrze, że Woody'emu nigdy nie będzie dane zobaczyć jego wampirzego kochanka, bo z pewnością zobaczyłby od razu niezaprzeczalne podobieństwo pomiędzy nim a Shafiqiem.
– Może to i lepiej – mruknął komentując brak miłosnych podbojów Woody'ego. W końcu im mniej kobiet w jego życiu, tym większa szansa, że w końcu zmądrzeje i jakoś się dogada z Tessą. – Hm... Wiesz co Clemy? Kiedy pierwszy raz cię poznałem spytałem się Morpheusa, czy na pewno jesteś jego bratem, bo to było aż dziwne, że jakiś Longbottom chodziłny w tak szkaradnym odcieniu spodni. Potem kiedy zobaczyłem ciebie łysego uznałem, że ma to sens i na pewno ktoś po prostu przeklął cię przy kołysce brakiem stylu i łysiną. Potem, gdy przejmowaliśmy razem tamten powóz od Śmierciożerców myślałem, że wrzucę cię w śnieg za twoje niektóre odzywki, ale... Szczerze? Jak tak przedrzeć się przez twój karygodny brak wyczucia stylu i czasami mordujące wszyskich wielkich myślicieli pomysły to... To całkiem dobry z ciebie przyjaciel. I lubię straszyć z toba Śmierciożerców. Przepraszam, że gdy miałem szesnaście lat wysylałem ci anonimowe magazyny modowe.
Kolejne całkiem przytomne spojrzenie. Jonathan westchnął j jeszcze bardziej zapadł się w swoim fotelu, smutno kręcąc głową.
– Nie jestem zakochanym nastolatkiem Woody. Wiem co się stało, wiem czego nie robić i miedzy innymi dlatego nie siedzi teraz ze mną – powiedział poważnym tonem głosu. Miał przecież okazję do przebaczenia wszystkiego, do dania możliwości na ponowny powrót do siebie, ale nie ważne jak bardzo nie martwił się o dawnego kochanka, nie zamierzał na to pozwalać. – Ale znam go na tyle, by wiedzieć jak postąpi.
Eh... Najgorsze było to, że nawet gdyby był w połowie tak idealny jaki był teraz i tak byłby oszałamiająco pociągający. Ha! Mógłby nawet być umiarkowanie przystojny (bo brzydki nie byłby przecież nigdy), a przez własną charyzmę i naturalny urok osobisty i tak cieszyłby się zainteresowaniem. A gdyby nie miał swojej charyzmy? Wtedy na pewno też uchodziłby za wycofanego, lecz urokliwego, introwertyka, co z pewnością sprawiłoby że ludzie byliby nim zafascynowani. Tragedia! Urodził się przeklęty!
Zamrugał parę razy oczami, bo może i trochę wypił, ale był szalenie przekonany, że ani razu nie wspomniał o tym co skrywały jego spodnie i absolutnie nie miał pojęcia czemu Woody o tym by wspominał.
– Woody, z całym szacunkiem, ale absolutnie nie chciałbym abyśmy kiedykolwiek rozmawiali o moim... – Zmarszczył brwi. Zaraz, zaraz, zaraz. Co on powiedział? – O nie, nie, nie. – Zaśmiał się. – Musisz mi koniecznie teraz opowiedzieć jakie przyrodzenie tak bardzo zdominowało twoje myśli. Tylko na bogów, nie mów że ma to związek z Quintessą i Anthonym!
Merlinie, jak dobrze, że Woody'emu nigdy nie będzie dane zobaczyć jego wampirzego kochanka, bo z pewnością zobaczyłby od razu niezaprzeczalne podobieństwo pomiędzy nim a Shafiqiem.
– Może to i lepiej – mruknął komentując brak miłosnych podbojów Woody'ego. W końcu im mniej kobiet w jego życiu, tym większa szansa, że w końcu zmądrzeje i jakoś się dogada z Tessą. – Hm... Wiesz co Clemy? Kiedy pierwszy raz cię poznałem spytałem się Morpheusa, czy na pewno jesteś jego bratem, bo to było aż dziwne, że jakiś Longbottom chodziłny w tak szkaradnym odcieniu spodni. Potem kiedy zobaczyłem ciebie łysego uznałem, że ma to sens i na pewno ktoś po prostu przeklął cię przy kołysce brakiem stylu i łysiną. Potem, gdy przejmowaliśmy razem tamten powóz od Śmierciożerców myślałem, że wrzucę cię w śnieg za twoje niektóre odzywki, ale... Szczerze? Jak tak przedrzeć się przez twój karygodny brak wyczucia stylu i czasami mordujące wszyskich wielkich myślicieli pomysły to... To całkiem dobry z ciebie przyjaciel. I lubię straszyć z toba Śmierciożerców. Przepraszam, że gdy miałem szesnaście lat wysylałem ci anonimowe magazyny modowe.