21.02.2025, 19:08 ✶
Crow całkowicie porzucił i ciastka i zadanie przy szufladzie - bo teraz rozmawiali i stał obok, więc wszystko inne przestawało mieć znaczenie. Ciastka, jakie ciastka? Nie pamiętał już żeby jakieś dostał, ale pamiętał coś innego. Tak wyraźnie, jakby to było wczoraj. Wskoczył na wolną część kredensu i usiadł na niej, wyginając goły brzuch.
- Pewny siebie, huh? - Zmierzył go spojrzeniem unosząc jedną z krzaczastych brwi. Lewis mógł trzymać się twardo tego, że facetów nie lubił, ale to nie znaczy, że faceci nie lubili jego. Gdyby ktoś tak śliczny wyraził przynajmniej cień zainteresowania, robiłby mu lachę szybciej niż zdążyłby zorientować się, że skończył zdanie potwierdzające chęć na wspólną zabawę. - Geez, w lato, tak na początku czerwca - odchylił głowę do tyłu opierając ją o ścianę, eksponując tym samym szyję zdobywającą nowe, czerwone plamy - zabrałem jednego z moich typów do Waughy'ego, w sensie do tego domku letniskowego jego babci. Posadził mnie na takiej szafce i powiedział mi, że chce mnie mieć. Wejść do mojego ciała, do mojej głowy, do mojego serca, do mojej duszy. Pieprzył mnie na niej tak, że zobaczyłem kurwa gwiazdy. Jak jesteś chociaż trochę do tego podobny to może zacznę ubolewać nad tym, że mi ta bogini dla pierdolniętych nie dała pochwy. Jakbyś mnie przynajmniej raz stuknął to bym miał jakiś obraz tego, czy czegoś nie tracę. - Pomachał nóżkami, delikatnie obijając podeszwami o blat. Nagle do niego dotarło, że potwór, który próbował zgwałcić go w Dziurawym Kotle syczał coś podobnego. - Mmm ja zawsze chciałem nazwać córki Ruby i Dawn. - Zawahał się, a później od razu przyjął pozycję obronną. - Tylko nie próbuj tych imion kurwa zawłaszczać. Weź coś basic, jak Jennifer, Lisa, Kimberly albo Michelle. Poza tym ten stary pierdolec nie da ci podwyżki tak po prostu? Nie jesteś jakimś kulinarnym guru czy coś tam? - Wydał taki charakterystyczny dla siebie dźwięk, jakby miał chrumknąć, ale wcale nie chrumknął. Jedynie stęknął, przekręcając się lekko w jego stronę. Mógł znajdować się powyżej oczekiwań jeżeli chodziło o wytrzymałość fizyczną, ale dzisiejszy dzień był bardzo męczący. Ogień rozprzestrzeniający się w lato po lesie był ciężki do ugaszenia, nawet jeżeli rozumiało się to w jaki sposób działała idąca za tym nauka. Do tego stres. Chaos. Laurent, który panikował i nie wiedział co ze sobą zrobić, póki mu się tego werbalnie nie przypomniało. Nawet Crow się tym zmęczył. I może ta chwila absolutnej głupawki w Londynie, która miała swoje podłoże w tym, że ten koleś absolutnie nic kurwa nie jadł, była mu potrzebna? Bo na krótki moment, póki Lewis nie podał mu tego jedzenia, udało mu się zapomnieć. Oczyścił głowę, jakby wziął naprawdę dobry prysznic.
Chwycił ten widelec i spróbował. Przeżuł to, połknął i wziął jeszcze jedną porcję. To było obrzydliwe. Wszystko różniło się od siebie teksturą i smakiem. Ten ser się rozpadał, liście drapały w podniebienie, burak był jakiś taki słodki i zatapiały się w nim zęby, ale tam były jeszcze te ziarna i ugh... Absolutnie losowe paskudztwo. Wyjadłby z desperacji każdy z elementów osobno, choćby miał ten słonecznik wybierać pęsetą.
- Jest w tym coś co mi mówi, że on wreszcie coś zje. - Milczał przez moment. - Dziękuję. - Znów cisza. - Wiesz, że ci się za to odwdzięczę, prawda?
- Pewny siebie, huh? - Zmierzył go spojrzeniem unosząc jedną z krzaczastych brwi. Lewis mógł trzymać się twardo tego, że facetów nie lubił, ale to nie znaczy, że faceci nie lubili jego. Gdyby ktoś tak śliczny wyraził przynajmniej cień zainteresowania, robiłby mu lachę szybciej niż zdążyłby zorientować się, że skończył zdanie potwierdzające chęć na wspólną zabawę. - Geez, w lato, tak na początku czerwca - odchylił głowę do tyłu opierając ją o ścianę, eksponując tym samym szyję zdobywającą nowe, czerwone plamy - zabrałem jednego z moich typów do Waughy'ego, w sensie do tego domku letniskowego jego babci. Posadził mnie na takiej szafce i powiedział mi, że chce mnie mieć. Wejść do mojego ciała, do mojej głowy, do mojego serca, do mojej duszy. Pieprzył mnie na niej tak, że zobaczyłem kurwa gwiazdy. Jak jesteś chociaż trochę do tego podobny to może zacznę ubolewać nad tym, że mi ta bogini dla pierdolniętych nie dała pochwy. Jakbyś mnie przynajmniej raz stuknął to bym miał jakiś obraz tego, czy czegoś nie tracę. - Pomachał nóżkami, delikatnie obijając podeszwami o blat. Nagle do niego dotarło, że potwór, który próbował zgwałcić go w Dziurawym Kotle syczał coś podobnego. - Mmm ja zawsze chciałem nazwać córki Ruby i Dawn. - Zawahał się, a później od razu przyjął pozycję obronną. - Tylko nie próbuj tych imion kurwa zawłaszczać. Weź coś basic, jak Jennifer, Lisa, Kimberly albo Michelle. Poza tym ten stary pierdolec nie da ci podwyżki tak po prostu? Nie jesteś jakimś kulinarnym guru czy coś tam? - Wydał taki charakterystyczny dla siebie dźwięk, jakby miał chrumknąć, ale wcale nie chrumknął. Jedynie stęknął, przekręcając się lekko w jego stronę. Mógł znajdować się powyżej oczekiwań jeżeli chodziło o wytrzymałość fizyczną, ale dzisiejszy dzień był bardzo męczący. Ogień rozprzestrzeniający się w lato po lesie był ciężki do ugaszenia, nawet jeżeli rozumiało się to w jaki sposób działała idąca za tym nauka. Do tego stres. Chaos. Laurent, który panikował i nie wiedział co ze sobą zrobić, póki mu się tego werbalnie nie przypomniało. Nawet Crow się tym zmęczył. I może ta chwila absolutnej głupawki w Londynie, która miała swoje podłoże w tym, że ten koleś absolutnie nic kurwa nie jadł, była mu potrzebna? Bo na krótki moment, póki Lewis nie podał mu tego jedzenia, udało mu się zapomnieć. Oczyścił głowę, jakby wziął naprawdę dobry prysznic.
Chwycił ten widelec i spróbował. Przeżuł to, połknął i wziął jeszcze jedną porcję. To było obrzydliwe. Wszystko różniło się od siebie teksturą i smakiem. Ten ser się rozpadał, liście drapały w podniebienie, burak był jakiś taki słodki i zatapiały się w nim zęby, ale tam były jeszcze te ziarna i ugh... Absolutnie losowe paskudztwo. Wyjadłby z desperacji każdy z elementów osobno, choćby miał ten słonecznik wybierać pęsetą.
- Jest w tym coś co mi mówi, że on wreszcie coś zje. - Milczał przez moment. - Dziękuję. - Znów cisza. - Wiesz, że ci się za to odwdzięczę, prawda?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.