Skrzywiła się, kiedy pacnął ją w nos. No tego się nie spodziewała, a powinna. Straciła jednak czujność, przez tę całkiem przyjemną atmosferę, która wisiała w powietrzu. Nie powinna tego robić, ale jednak przy nim nie potrafiła inaczej. Bywała rozkojarzona, traciła tę swoją uwagę, szczególnie, gdy wpatrywała się w te jego zielone oczy.
- Nie da się ukryć, że jestem, ale to chyba nic złego, prawda? - Taki już był jej urok, czyż nie? Przynajmniej tak starała się to sobie tłumaczyć, nie uważała oczywiście tej cechy za wadę, zresztą gdyby ją ktoś spytał, to pewnie powiedziałaby, że nie ma żadnych wad, wyłącznie same zalety, uczyła się tej pewności siebie od najlepszych.
Ten dzień był zupełnie inny od tych wszystkich ostatnich. Lekki, beztroski, wydawało jej się, jakby trafili do jakiegoś innego świata, gdzie wszystko jest możliwe. Nie miała pojęcia, jak do tego doszło, ale to było całkiem miłe. Brakowało jej ostatnio takiej beztroski, nie spodziewała się, że będą w stanie jeszcze tak lekko podchodzić do życia. Wydawali się nie przejmować niczym innym, niż samymi sobą. To było przyjemne i chyba potrzebne. Ta chwilowa normalność, która ostatnio nie była im pisana.
Zresztą mało było sytuacji, w których zachowywali się w taki sposób. Nie mieli w zwyczaju spacerować pod rękę i trzymać się od siebie na dystans, bo niby byli blisko, a jednak dosyć daleko jak na to, jak wyglądała ich znajomość. Zazwyczaj nie umieli trzymać w swojej obecności rąk przy sobie, często wymykali się z najróżniejszych uroczystości tylko i wyłącznie po to, aby w pełni się sobą nasycić. To też było ich, było wyjątkowe, mimo tego, że spędzili ze sobą lata ten płomień nigdy nie gasł, wręcz przeciwnie.
Nie musiał jej wcale przytakiwać, miała świadomość, że należała raczej do bystrzejrzych osób, może to było dość odważne założenie, ale wyróżniała się na tle większości swoich koleżanek. Była inna, miała swoje poglądy, potrafiła łączyć fakty, musiała się tego nauczyć przez te wszystkie lata. Nie mogła sobie pozwolić na to, aby nie być w pełni przygotowaną do tego, co mogło się jej przytrafić.
Miała świadomość tego, że to, iż trafili na siebie z Roisem było całkiem ciekawym zbiegiem okoliczności, wiele razy skłaniała się ku temu, że wszechświat tego chciał, byli do siebie bardzo podobni, przynajmniej pod względem zachowania, nie gasili siebie nawzajem, nie równoważyli się, wręcz przeciwnie, gdy przebywali ze sobą stawali się jednym, silnym żywiołem, który był sobie w stanie poradzić ze wszystkim, co stawało mu na drodze. Zresztą nie weszłaby w związek nie mają świadomości, że trafiła na kogoś, kto będzie dla niej stworzony, nigdy nie szukała stałych relacji, on jednak miał w sobie coś co spowodowało, że spędziła z nim lata, nie bała się stwierdzić tego, że to były najlepsze lata w jej życiu.
- Taka formę, jak ten którego spotkałam, kilka lat, on był ogromny, naprawdę ogromny, może coś go tutaj sprowadziło, może stwierdził, że łatwiej będzie mu się żyło, to na pewno nie stało się w kilka miesięcy. - Cholera wie dlaczego to stworzenie postanowiło sobie urządzić tutaj dom i wkurwiać okolicznych mieszkańców.
Wcale nie wydawało jej się, żeby to było nic. Nie do końca jeszcze rozumiała te dziwne wizje Ambroisa, może to była jedna z nich? Nie miała pojęcia, było to coś na czym zupełnie się nie znała, może kiedyś będzie miała okazję dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. Zdecydowanie coś zobaczył na tej szybie w oranżerii, jednak nie chciał o tym rozmawiać, nie chciała go ciągnąć za język.
Słuchała uważnie tego, co miał jej do powiedzenia na temat roślin, może to nie był temat, który zawsze jakoś ją mocno interesował, ale akurat to o czym mówił było całkiem ciekawe. Nigdy jakoś specjalnie nie rozmyślała na ten temat, nadarzyła się ku temu idealna okazja.
- Ma to sens. Dlaczego miałyby czuć tylko stres, to na pewno nie działa tak wybiórczo, zapewne jest w tym coś więcej, musi być. - Wydawało jej się to być całkiem logiczne, przynajmniej w jej toku rozumowania, szczególnie skoro Ambroise o tym wspominał. Jeśli chodzi o wszystko związane z roślinami to wierzyła mu chyba w każde słowo, wiedziała, że jest specjalistą w tej dziedzinie.
Cóż, udało im się znaleźć ten czarny kwiat, z którego powodu się tutaj znaleźli. Poświęcili mu sporo czasu, powoli zaczynało ją dusić to powietrze w oranżerii, a właściwie to może i nastrój w niej panujący. Chciała jednak, aby Roise przyjrzał się roślinie dokładnie tak jak chciał, w końcu dlatego znaleźli się w tych ogrodach.
W końcu udało im się ją opuścić, plan się powiódł, zobaczyli wszystko to, co mieli i mogli wyjść z ogrodu, aby spędzić dalszą część dnia w swoim towarzystwie, przecież mieli całkiem dużo planów, które chcieli zrealizować.